Michael Burry stawia fortunę na upadek Wall street: „Koniec jest blisko – igracie ze złem”

Michael Burry kolejny raz ostrzegł, że optymizm rynków akcji jest zbyt wielki, a wyceny aktywów zawyżone. Hossa w USA ma już historyczny wymiar. Jeśli S&P 500 zakończy 2026 rok z dwucyfrową stopą zwrotu, będzie to dopiero drugi przypadek w historii, gdy amerykański benchmark zanotuje cztery kolejne lata wzrostów przekraczających 10%. Poprzednia taka seria miała miejsce w latach 1995 – 1999, czyli tuż przed pęknięciem bańki internetowej. Jednocześnie największe spółki technologiczne jeszcze mocniej przyspieszają inwestycje w sztuczną inteligencję. Planują przeznaczyć rekordowe 850 mld dolarów na rozwój infrastruktury AI w kolejnych latach.

Dla wielu inwestorów jest to dowód, że rewolucja technologiczna dopiero nabiera rozpędu. Nie wszyscy jednak podzielają ten pogląd. Michael Burry, inwestor i zarządzający funduszem Scion Asset Management, który zyskał światową rozpoznawalność dzięki trafnemu przewidzeniu kryzysu finansowego z 2008 roku, uważa, że obecna euforia zaczyna coraz bardziej przypominać wcześniejsze bańki spekulacyjne. Wyjaśnił też, że nie jest prawdą, iż w ostatnich latach był pesymistą i podkreślił ryzyka, które ignoruje rosnący rynek. Dlaczego tak sądzi i co to oznacza dla inwestorów?

Najważniejsze informacje

  • S&P 500 może zanotować cztery kolejne lata dwucyfrowych wzrostów po raz drugi w historii. Poprzednia taka seria zakończyła się pęknięciem bańki internetowej.
  • Największe amerykańskie firmy technologiczne planują przeznaczyć około 850 mld dolarów na rozwój infrastruktury AI, czyli ponad trzykrotnie więcej niż rok wcześniej.
  • Michael Burry zwiększa zakłady na spadki spółek związanych z AI, argumentując, że wyceny coraz bardziej odbiegają od historycznych norm.

Michael Burry uważa, że rynek ignoruje trudną rzeczywistość

Michael Burry od kilku tygodni systematycznie zaostrza swoje komentarze dotyczące amerykańskiego rynku akcji. W weekend opublikował wpis z wymownym hasłem „The end is nigh”, cytując Jokera z filmu Batman Tima Burtona: „Dancing with the devil in the pale moonlight”. Kilka dni wcześniej napisał, że „narracja wokół AI jest niczym więcej niż masowym uzależnieniem”, dodając, że obecny boom może zakończyć się „śmiercią od tysiąca cięć”, a nie jednym spektakularnym wydarzeniem.

Za tymi słowami stoją konkretne decyzje inwestycyjne. Burry ujawnił krótkie pozycje między innymi na akcjach Nvidii, Microna, Applied Materials, Tesli, a także na funduszu iShares Semiconductor ETF (SOXX) obejmującym największych producentów półprzewodników. Nie twierdzi przy tym, że firmy te mają słabe fundamenty. Jego zdaniem problemem stają się przede wszystkim wyceny, które coraz mocniej wyprzedzają realne tempo wzrostu przyszłych zysków.

Na poparcie swojej tezy inwestor opublikował wykresy przygotowane przez UBS i Bloomberga. Pierwszy pokazuje, że producenci półprzewodników w ostatnich miesiącach wyraźnie zdystansowali zarówno największych dostawców infrastruktury chmurowej finansujących rozwój AI, jak i szeroki koszyk spółek uznawanych za beneficjentów sztucznej inteligencji. Drugi wskazuje, że Philadelphia Semiconductor Index znajduje się dziś blisko najwyższych poziomów wycen z ostatnich piętnastu lat, zarówno pod względem wskaźników cena do prognozowanych zysków, jak i względem całego rynku.

Warto jednak zauważyć, że podobne ostrzeżenia pojawiają się już od ponad dwóch lat. W tym czasie rynek wielokrotnie ignorował głosy o zbliżającej się bańce, a spółki związane z AI kontynuowały wzrosty. Dlatego znacznie ciekawsze od samego pytania, czy Burry ponownie będzie miał rację, wydaje się inne: czy fundamenty rynku nadal uzasadniają obecne wyceny, czy też inwestorzy zaczynają płacić przede wszystkim za narrację o sztucznej inteligencji?

Źródło: UBS, Bloomberg

Rekordowe inwestycje pokazują, że wyścig AI dopiero przyspiesza

To pytanie nabiera znaczenia zwłaszcza w świetle najnowszych danych dotyczących wydatków największych firm technologicznych. Choć Michael Burry ostrzega przed nadmiernym optymizmem, zachowanie samych liderów rynku pokazuje zupełnie inny obraz. Zamiast ograniczać inwestycje, amerykańscy giganci technologiczni jeszcze mocniej zwiększają nakłady na rozwój infrastruktury sztucznej inteligencji.

Łączna wartość nowych zobowiązań dotyczących wynajmu centrów danych sięga już około 850 mld dolarów, co oznacza wzrost o ponad 200% w porównaniu z ubiegłym rokiem. To największa fala inwestycji infrastrukturalnych w historii sektora technologicznego i wyraźny sygnał, że najwięksi gracze nie traktują obecnego boomu jako krótkotrwałego trendu, lecz jako fundament kolejnej dekady rozwoju cyfrowej gospodarki.

W ostatnich tygodniach inwestorom podobały się dane makro z USA. Opisaliśmy je m.in. w artykule Raport NFP rozczarował, ale Wall Street rośnie jak zaczarowane. Dlaczego?

Big Tech wydaje rekordowe kwoty. Czy słusznie?

Skala inwestycji pokazuje, dlaczego rynek wciąż jest skłonny płacić wysokie wyceny za spółki związane ze sztuczną inteligencją. Największe firmy technologiczne nie ograniczają wydatków mimo rosnących kosztów finansowania i coraz częstszych pytań o opłacalność projektów AI. Wręcz przeciwnie – tempo inwestycji nadal rośnie.

Najnowsze dane pokazują, że amerykańskie koncerny technologiczne zobowiązały się przeznaczyć około 850 mld dolarów na wynajem i rozwój infrastruktury centrów danych w najbliższych latach. To wzrost o 570 mld dolarów względem ubiegłego roku, czyli aż 204% rok do roku, oraz o 31% w porównaniu z poprzednim kwartałem.

Najbardziej agresywnie inwestuje obecnie Meta. Spółka tylko w pierwszym kwartale zwiększyła wartość nowych umów najmu centrów danych o 79 mld dolarów, podnosząc całkowite zobowiązania do około 183 mld dolarów. Microsoft dodał kolejne 41 mld dolarów, osiągając poziom blisko 197 mld dolarów, natomiast liderem pozostaje Oracle z portfelem projektów wartym około 250 mld dolarów, w dużej mierze związanym z realizacją kontraktów dla OpenAI.

Takich inwestycji nie podejmuje się z myślą o kilku kwartałach. Rynek zakłada, że popyt na moc obliczeniową będzie rósł jeszcze przez wiele lat.

To właśnie dlatego wielu zarządzających pozostaje sceptycznych wobec tezy o rychłym pęknięciu bańki. O ile wyceny części spółek rzeczywiście osiągnęły historycznie wysokie poziomy, o tyle fundamentem obecnej hossy są realne wydatki liczone w setkach miliardów dolarów, a nie wyłącznie oczekiwania inwestorów.

Źródło: UBS, Bloomberg

Pierwsze sygnały ostrzegawcze

Jednocześnie zaczynają pojawiać się dane, które mogą świadczyć o tym, że kolejna faza rozwoju rynku AI będzie znacznie bardziej wymagająca niż poprzednia.

Bloomberg zwraca uwagę na zachowanie Silicon Data LLM Token Expenditure Index, wskaźnika mierzącego wydatki klientów na wykorzystanie tokenów w dużych modelach językowych. Od majowego szczytu indeks spadł o blisko 20%, co jest pierwszym wyraźnym sygnałem osłabienia od początku obecnej fali boomu.

Sam spadek nie musi oznaczać problemów dla całego sektora. Analitycy wskazują kilka możliwych wyjaśnień. Firmy mogą przenosić się do tańszych modeli, dostawcy mogą obniżać ceny, aby zwiększyć udział w rynku, albo klienci zaczynają ostrożniej podchodzić do wydatków związanych ze sztuczną inteligencją.

Na razie trudno jednoznacznie wskazać, który z tych scenariuszy dominuje. Warto jednak zauważyć, że po raz pierwszy od rozpoczęcia boomu AI pojawia się sygnał sugerujący, że tempo monetyzacji może nie nadążać za tempem inwestycji.

To właśnie ten element dobrze wpisuje się w argumentację Michaela Burry’ego. Nie twierdzi on, że sztuczna inteligencja nie zmieni gospodarki. Jego zdaniem rynek może jednak zbyt optymistycznie zakładać, że rekordowe wydatki automatycznie przełożą się na równie szybki wzrost zysków.

Historia podpowiada ostrożność

Porównania z końcówką lat dziewięćdziesiątych pojawiają się coraz częściej i trudno się temu dziwić. W obu przypadkach inwestorzy mieli do czynienia z technologią, która realnie zmieniała sposób funkcjonowania gospodarki. Internet ostatecznie zrewolucjonizował świat, podobnie jak dziś może zrobić sztuczna inteligencja. Nie przeszkodziło to jednak w pęknięciu bańki internetowej, gdy wyceny wielu spółek oderwały się od ich zdolności do generowania zysków.

Obecna sytuacja różni się jednak pod kilkoma względami. Największe firmy technologiczne nie finansują inwestycji wyłącznie kapitałem pozyskanym od inwestorów, lecz przede wszystkim własnymi przepływami pieniężnymi. Microsoft, Meta czy Alphabet generują dziesiątki miliardów dolarów wolnych środków rocznie, dzięki czemu mogą pozwolić sobie na wieloletnie inwestycje w rozwój infrastruktury.

Nie oznacza to jednak, że rynek pozostaje odporny na korekty. Im wyższe stają się oczekiwania wobec sektora AI, tym mniej miejsca pozostaje na rozczarowanie. Nawet niewielkie spowolnienie wzrostu przychodów, obniżka marż lub oznaki słabnącego popytu mogą wywoływać znacznie silniejsze reakcje niż jeszcze dwa lata temu.

Czas niewygodnych pytań

Dzisiejsza hossa nie przypomina klasycznej spekulacji pozbawionej fundamentów. Rekordowe inwestycje w centra danych, rozwój infrastruktury energetycznej i produkcję półprzewodników pokazują, że największe firmy technologiczne rzeczywiście przygotowują się na wieloletni wzrost zapotrzebowania na moc obliczeniową.

Jednocześnie inwestorzy coraz częściej próbują odpowiedzieć na inne pytanie: czy przychody z usług opartych na sztucznej inteligencji będą rosły równie szybko, jak wydatki na ich rozwój? To właśnie od odpowiedzi na tę kwestię może zależeć, czy obecna hossa zapisze się w historii jako początek nowej ery technologicznej, czy też – podobnie jak pod koniec lat dziewięćdziesiątych – jako okres, w którym oczekiwania rynku wyprzedziły rzeczywistość.

O niepokojących znakach dot. sektora technologicznego pisaliśmy m.in.w artykule SoftBank chce pożyczyć 10 mld USD pod udziały w OpenAI. Hossa AI nie zna granic?