Seven & i Holdings, japoński właściciel sieci 7-Eleven, wycofał się z inwestycji w Grupę Żabka. W komunikacie z 25 lipca koncern podał, że nie porozumiał się ze sprzedającymi co do warunków transakcji, i tym samym zamknął rozmowy, które od połowy lipca windowały kurs polskiej spółki na warszawskiej giełdzie.
Z tego tekstu dowiesz się:
- dlaczego Japończycy odpuścili przejęcie Żabki i jaką rolę odegrała cena
- kto miał sprzedać akcje i o jak dużym pakiecie mówiono
- co rezygnacja oznacza dla notowań Żabki po weekendzie
- w jakiej sytuacji jest sam Seven & i po nieudanej ofercie Couche-Tard
Żabka nie zostanie sprzedana 7-Eleven. Poszło o cenę
O rozmowach zrobiło się głośno 16 lipca, gdy Nikkei i Bloomberg podały, że koncern wszedł w końcową fazę negocjacji. Seven & i szybko to potwierdził, choć zastrzegł, że decyzja jeszcze nie zapadła. Na stole leżał zakup kilkudziesięciu procent akcji od funduszy i pozostałych akcjonariuszy, a wartość transakcji szacowano na kilkaset miliardów jenów, czyli kilka miliardów dolarów. Największym udziałowcem Żabki pozostaje fundusz private equity CVC z pakietem 37,6 proc., kolejne 10 proc. trzyma PG Investment Company. To od nich Japończycy chcieli odkupić udziały.
Powód rezygnacji brzmi w oficjalnym oświadczeniu ostrożnie: firma nie osiągnęła porozumienia na warunkach, które leżałyby w interesie jej akcjonariuszy. W praktyce sprowadza się to do wyceny. Żabka jest na giełdzie notowana wyraźnie drożej niż sam kupujący. Wskaźnik EV/EBITDA polskiej sieci sięga około 12, podczas gdy dla Seven & i to mniej więcej 7,5. Dla zarządu z Tokio oznaczało to płacenie za aktywo droższe od własnego, w dodatku w chwili, gdy koncern jest pod presją inwestorów oczekujących dyscypliny kosztowej. Różnica w mnożnikach okazała się nie do pogodzenia.
Żabka kusiła skalą i tempem rozwoju. Na koniec marca sieć liczyła 12 750 sklepów w Polsce i Rumunii, o 11,3 proc. więcej rok do roku. W wynikach za pierwszy kwartał sprzedaż do klientów wzrosła o 12 proc., do 7,4 mld zł, a skorygowana EBITDA o 13,1 proc., do 674 mln zł. Dla Seven & i, który poza Skandynawią jest w Europie praktycznie nieobecny, polska grupa była gotową platformą wejścia na nowy rynek. Europę koncern wskazuje zresztą jako możliwy czwarty filar wzrostu, obok Japonii, Ameryki Północnej i Azji.
Co dalej z kursem akcji spółki?
Rezygnacja spadła w sobotę, kiedy warszawski parkiet był zamknięty. Reakcji trzeba więc szukać dopiero na poniedziałkowej sesji. Od 16 lipca akcje Żabki podrożały o blisko 20 proc., a sporą część tego ruchu napędzała nadzieja na wejście strategicznego inwestora i domknięcie kwestii podaży akcji ze strony funduszy. Skoro katalizatora nie ma, premia za przejęcie najpewniej wyparuje. Warto pamiętać, że w listopadzie ubiegłego roku CVC i PG Investment sprzedały w przyspieszonej budowie księgi popytu 100 mln akcji po 21,50 zł, a temat wychodzenia funduszy z inwestycji wciąż wisi nad spółką.
Sam Seven & i ma za sobą burzliwy rok. Latem 2025 roku z przejęcia japońskiego koncernu wycofał się kanadyjski Alimentation Couche-Tard, właściciel Circle K, którego oferta sięgała około 47 mld dolarów. Odrzucając ją, zarząd obiecał, że większą wartość zbuduje samodzielnie. Od tego czasu spółka wyprzedaje mniej rentowne aktywa, prowadzi skup akcji własnych wart około 2 bln jenów i szykuje giełdowy debiut biznesu w Ameryce Północnej. Holdingiem kieruje Stephen Dacus, pierwszy prezes spoza Japonii. Wejście do Żabki wpisywałoby się w opowieść o ofensywie, ale przy tylu równoległych projektach każdy dodatkowy wydatek za granicą inwestorzy mogli odczytać jako rozproszenie uwagi.
Koncern zapewnia, że Europy nie skreśla i będzie szukał innych okazji zgodnych ze strategią. Dla Żabki oznacza to powrót do punktu wyjścia: mocne wyniki, szybka ekspansja i wciąż otwarte pytanie, kiedy i na jakich warunkach z akcjonariatu wyjdą fundusze.
Redakcja BitHub.pl poleca również: