Złamać chiński monopol. USA, UE, Japonia z porozumieniem ws. strategicznych surowców

Pomimo szeregu, nazwijmy to, pewnych nieporozumień we wzajemnych stosunkach gospodarczych, jakie miały miejsce w ostatnich miesiącach, Stany Zjednoczone, Unia Europejska oraz Cesarstwo Japonii tworzą przymierze handlowo-przemysłowe w sferze zaopatrzenia w krytyczne surowce. Czyli sferze, w której w ciągu ostatnich lat uparcie wykuwały swój monopol Chiny – obecnie zazdrośnie go strzegąc i wykorzystując w charakterze ekonomicznej broni o potencjalnie doniosłych skutkach. Ten właśnie monopol nowe przymierze ma przełamać.

Jego zawarcie ogłoszono we czwartek, w oświadczeniach zainteresowanych stron, na zwołanym przez administrację Donalda Trumpa w Waszyngtonie spotkaniu ministerialnym w sprawie krytycznych minerałów. Oczywiście zgodnie z duchem czasów, posunięcia uzgodnionego na tym spotkaniu nie nazwano ostrożnym sojuszem w sferze gospodarczej, którym w istocie jest, lecz zamiarem stworzenia skoordynowanego mechanizmu handlowego obejmującego niezbędne dla współczesnego przemysłu surowce.

W ciągu miesiąca ma zostać spisane formalne porozumienie (Memorandum of Understanding) pomiędzy USA, UE i Japonią. Odrębnie Stany Zjednoczone Ameryki zawrą podobne porozumienie także ze Stanami Zjednoczonymi Meksyku (tak bowiem oficjalnie brzmi nazwa państwa meksykańskiego) – to z kolei ma być gotowe w przeciągu 60 dni. W dalszej perspektywie przewiduje się zaproszenie do porozumienia innych „podobnie myślących” państw, czyli tych pragnących uciec w tej dziedzinie spod rynkowej dominacji Pekinu.

Zagwarantować sobie surowce, inwestorom zysk

Najważniejszym elementem porozumienia ma być stworzenie minimalnych cen importowych na surowce krytyczne (border-adjusted price floors). Ma on chronić producentów spoza Chin przed dumpingiem. To właśnie bowiem w ten sposób – oferując surowce po dumpingowych cenach, możliwych dzięki stałemu strumieniowi dotacji od władz ChRL – chińscy producenci wielu minerałów, takich jak metale ziem rzadkich, grafit, antymon, gal, german, wolfram czy ostatnio nawet srebro, zdołali tak bardzo zdominować rynek.

W efekcie Pekin kontroluje około 70% wydobycia i ponad 90% rafinacji pierwiastków ziem rzadkich, a w wielu innych łańcuchach (lit, kobalt, grafit, miedź elektrolityczna, srebro rafinowane) ma udział 60–85%. Ostatnie embargo eksportowe, które Chiny wprowadziły na metale ziem rzadkich i szereg innych minerałów, tylko przyspieszyły tę decyzję. Waszyngton odpowiada nie tylko dywersyfikacją dostaw, ale też próbą przejęcia kontroli nad kształtowaniem się cen na poziomie globalnym – przynajmniej jeśli chodzi o rynki sojusznicze.

Wprowadzenie minimalnych cen ma ustabilizować oczekiwania inwestycyjne i umożliwić opłacalne inwestycje uruchomienie nowych kopalń, zakładów przetwórczych i linii recyklingu w krajach OECD i ich sojusznikach – co dotychczas, biorąc pod uwagę okresową nadpodaż z Chin, z którą nikt nie był w stanie konkurować, prowadziło do uwiądu inwestycji wydobywczych w tych krajach, w ten sposób znów wzmacniając chiński monopol. Opisany mechanizm może przełamać ten błędny krąg, jednak co oczywiste, na jego efekty przyjdzie poczekać lata.

„Zewnętrzne zakłócenia”

Równolegle USA uruchamiają „Project Vault” – program wart około 12 mld dolarów, zakładający budowę narodowych rezerw strategicznych. W projekcie mają wziąć udział takie firmy jak m.in. General Motors, Boeing, Google, Stellantis czy niektóre fundusze inwestycyjne. Wraz z działaniami mającymi na celu przywracanie do użytku dawnych kopalni w USA i krajach politycznie pokrewnych, ma to – słowami wiceprezydenta JD Vance’a – stworzyć „perfekcyjne centrum handlowe dla minerałów krytycznych, chronione przez zewnętrznymi zakłóceniami”.

Te „zewnętrzne zakłócenia” to naturalnie Chiny, zaś sama współpraca w tym zakresie sprowadzałaby się, jak wspomniano, do stworzenia handlowo-przemysłowego bloku, który de facto tworzyłby obieg gospodarczy z ominięciem Chin – co z kolei ciężko sobie wyobrazić bez barier administracyjnych i celnych na chińskie surowce. Nie wiadomo, czy wszyscy sygnatariusze są na to gotowi (USA najpewniej tak, UE być może niekoniecznie), jednak sama ta perspektywa wystarczyła, że Pekin już w tonie irytacji określił inicjatywę mianem „małej grupki”, która „zakłóca światowy handel”.