Po danych z rynku pracy, prezydent USA, Donald Trump wpadł w furię. Kilkadziesiąt minut po odczycie zamieścił na Truth Social wpis, w którym straszy zawieszeniem wymiany handlowej z wszystkimi krajami, z którymi Stany utrzymują deficyt. Powód? Prezydent USA uważa, że stopy procetowe są za wysokie i nie są w stanie przekonać go do nich ani wysokie odczyty inflacji, ani mocny wzrost sektora usług czy dane z rynku pracy. Przyczyny tej narracji są co najmniej dwie: rosnący dług USA i wybory w listopadzie, w których Republikanie przegrywają w sondażach. Zawieszenie handlu z krajami napędzającymi deficyt miałoby w teorii „podreperować” amerykański budżet federalny. To jednak ze wszechmiar absurdalne i prawdopodobnie niemożliwe do wprowadzenia przez prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Dług rośnie w oczach
Istnieje powód dla którego Amerykanie powinni mieć niższe stopy procentowe. Z każdym ich podniesieniem koszt obsługi zadłużenia rośnie skokowo o miliardy dolarów. Możemy wyobrazić sobie co dzieje się, gdy jednocześnie rośnie zarówno sam dług, jak i odsetki od niego płacone.
W efekcie Trump naprawdę nie życzy Ameryce (ani swojej prezydenturze), by kryzys ten eskalował akurat podczas gdy on sprawuje urząd. Stąd też presja na obniżanie rentowności przez Departament Skarbu, której podwyżka stóp zdecydowanie by nie pomogła. Okazałoby się raczej, że to miliardy dolarów, które dosłownie bezcelowo giną w systemie finansowym.
Trump od początku sugerował, że jego tolerancja dla inflacji jest wyższa. Swego czasu twierdził, że inflacja rzędu 3 czy 4% to tak naprawdę jej zupełby brak i bagatelizował kwestię wzrostu cen. Złośliwi powiedzieliby, że to nic dziwnego, ponieważ Trump nie należy do ludzi, których inflacja dotyka na co dzień. Dotyka jednak dziesiątek milionów uboższych Amerykanów.
Wybory i wojna z Iranem – Republikanie mają problem
Tu dochodzimy do sedna. Republikanie tracą poparcie, a wojna z Iranem stała się zarówno motorem napędowym inflacji, jak i problemów Trumpa, który przed wyborami twierdził, że nie wciągnie USA w żadną „oddaloną o tysiące kilometrów wojnę”. Przed listopadowymi wyborami uzupełniającymi do Kongresu poparcie dla ugrupowania Trumpa spada, a sam Trump notuje najniższe od wygranej w wyborach wyniki.
Obniżka stóp procentowych wydaje sięmu potrzebna przed wyborami, ale niestety nie jest w stanie jej przepchnąć. Nawet nowy szef Fed i przyjaciel Trumpa Kevin Warsh (optymistycznie zakładając, żę byłby jej zwolennikiem) – ostatecznie nie podejmuje decyzji sam. Zatem tu sukces oddala się z każdym tygodniem. Podobnie z Iranem – Teheran nie jest chętny podpisywać z Amerykanami umowę, co sugeruje, że paliwa przed wyborami mogą być nadal drogie.
A to nie koniec problemów, bo jest też wojna Ukrainy z Rosją, którą Trump obiecywał zakończyć w ciągu godzin po objęciu urzędu prezydenta. Cóż, nie udało mu się to, a choć negocjacje z Kijowem i Moskwą ruszyły – nie widać na horyzoncie przełomu. Teraz już wiemy dlaczego Trumpa tak bardzo frustruje „restrykcyjna” polityka Fed… A tym bardziej perspektywa podwyżki stóp za oceanem. Wszytko to bowiem w połączeniu z drogimi paliwami uderza wyborców po kieszeniach. Jeśli Fed miałby podnieść stopy, a Trump zostałby „ogłoszony winnym” wszczęcia napędzającej inflację wojny na Bliskim Wschodzie – Demokraci mogą dojść do głosu.