Raków Częstochowa co prawda jako pierwszy objął prowadzenie w meczu z Fiorentiną, ale ostatecznie zszedł z boiska jako strona pokonana. Gola na wagę wygranej „Violi” w doliczonym czasie gry zdobył z rzutu karnego Albert Guðmundsson. Porażka „Medalików” 1:2 oznacza natomiast jedno: wielkie emocje w rewanżu w Sosnowcu.
Odważny początek Rakowa
Częstochowianie rozpoczęli spotkanie bez kompleksów. Już w drugiej minucie dobrą okazję miał Łukasz Pieńko, ale jego uderzenie zostało zablokowane. Chwilę później z rzutu wolnego próbował Ivi López, jednak piłka przeleciała nad poprzeczką.
Fiorentina odpowiedziała szybko. Głową uderzał Robin Gosens, ale świetną interwencją popisał się Oliwier Zych. Z czasem gospodarze zaczęli przejmować inicjatywę. Najlepszą okazję przed przerwą miał Jacopo Fazzini, który z bliska uderzył nad bramką. Dużą rolę w defensywie Rakowa odgrywał Bogdan Racovițan, kilkukrotnie blokując groźne strzały rywali.
Dwie minuty, które zmieniły mecz
Największe emocje przyszły po godzinie gry. W 60. minucie Raków objął prowadzenie. Jonatan Brunes dostał podanie w pole karne i precyzyjnym strzałem pokonał Olivera Christensena. Radość gości trwała jednak bardzo krótko. Już dwie minuty później Cher Ndour doprowadził do wyrównania kapitalnym uderzeniem ze skraju pola karnego w samo okienko.
Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się remisem, w doliczonym czasie gry piłka trafiła w rękę Michaela Ameyawa. Po analizie VAR sędzia wskazał na jedenasty metr. Karnego pewnie wykorzystał Albert Guðmundsson.
Raków przegrał 1:2, ale jednobramkowa strata sprawia, że sprawa awansu do ćwierćfinału Ligi Konferencji pozostaje otwarta. Rewanż odbędzie się 19 marca w Sosnowcu.
Fiorentina – Raków Częstochowa 2:1 (0:0)
0:1 Jonatan Brunes 60′
1:1 Cher Ndour 62′
2:1 Albert Guðmundsson 90+3′ (k.)