Pedri i Ferran bez wahania wskazali gwiazdę Realu. „Jego wzięlibyśmy do Barcelony”

Wystarczy jedno spóźnienie i możesz stracić kawał pieniądza. Tak dziś wygląda rzeczywistość w szatni FC Barcelony pod wodzą Hansiego Flicka. Pedri i Ferran Torres pojawili się w programie „El Hormiguero” i w luźnej, momentami żartobliwej rozmowie odsłonili kulisy pracy z niemieckim szkoleniowcem. I choć zaczęło się od docinków między nimi, to właśnie wątek dyscypliny wywołał największe poruszenie.

Barcelona i żelazne zasady. Spóźnisz się? Płacisz jak za samochód

Prowadzący program Pablo Motos dopytywał, jak Flick reaguje na brak punktualności w dniu meczu. Jeszcze niedawno kara była sportowa. Zawodnik mógł po prostu nie zagrać. Teraz system się zmienił.

– Teraz już nie odstawia od składu, tylko nakłada grzywnę – przyznał Pedri.

Gdy prowadzący zaczął zgadywać kwoty – 3 tysiące? 10? 15? – piłkarze milczeli. Dopiero przy 40 tysiącach euro wymienili znaczące spojrzenia i stwierdzili: „No, mniej więcej w tych okolicach”.

Nie podali dokładnej sumy, ale przekaz był jasny – spóźnienie w dniu meczu kosztuje majątek. – Jeśli spóźniasz się w dniu spotkania, to znaczy, że nie jesteś mentalnie skupiony na meczu – podsumowali zgodnie.

Flick przywraca wojskową dyscyplinę

Ferran Torres zdradził, że Niemiec nie jest „twardy” w klasycznym rozumieniu, ale wymaga podstaw: punktualności, porządku w szatni, przestrzegania zasad. Nawet tak prozaiczne rzeczy jak zostawione ubrania pod prysznicem mają znaczenie. – Kiedy wraca ta dyscyplina, drużyna robi jakościowy skok – podkreślił napastnik.

To jasny sygnał, że Flick buduje Barcelonę nie tylko na talencie, ale i na rygorze. A w sezonie, w którym Blaugrana walczy łeb w łeb z Realem Madryt o mistrzostwo, detale mogą zdecydować o wszystkim.

W tej szatni nie ma miejsca na luz w złym momencie. Nawet minuta spóźnienia może kosztować więcej niż roczna pensja przeciętnego kibica.

Kogo z Realu wzięliby do Barcelony? Odpowiedź padła natychmiast

W pewnym momencie rozmowa zeszła na najbardziej drażliwy temat. Pablo Motos zapytał wprost: którego piłkarza Realu Madryt sprowadziliby do Barcelony? Nie było ani wahania, ani niespodzianki.

– Mbappé – odpowiedzieli niemal jednocześnie.

Pedri i Ferran Torres nawet się nie konsultowali. Ta sama odpowiedź, w tym samym momencie. Krótko i konkretnie. To może być tylko telewizyjna ciekawostka, ale w kontekście gigantycznej rywalizacji Barça – Real takie deklaracje zawsze odbijają się szerokim echem.