Gdy zegar wybijał ostatnie minuty roku, w Brazylii wybuchła prawdziwa piłkarska bomba. Neymar zostaje w Santosie przynajmniej do grudnia 2026 roku. Bez długich zapowiedzi, bez konferencji, bez fajerwerków. Jeden tweet, kilka słów i Vila Belmiro oszalała. Dla kibiców był to idealny noworoczny prezent. Dla samego Neymara – decyzja znacznie poważniejsza, niż może się wydawać na pierwszy rzut oka. Przecież miał tam trafić na moment, odbudować formę i wrócić do Europy.
Neymar postawił wszystko na jedną kartę. Santos do 2026 roku
Przez ostatnie miesiące jego przyszłość była jednym z ulubionych tematów brazylijskich mediów. Powrót do Europy? Ostatni taniec u boku Messiego i Suareza w Interze Miami? A może sensacyjny transfer do Flamengo, który marzył o ściągnięciu gwiazdy? Scenariuszy było mnóstwo, ale Neymar wybrał ten najmniej medialny, a jednocześnie najbardziej osobisty.
Po burzliwych latach, kontuzjach, niekończących się spekulacjach i chaosie wokół jego kariery, Santos dał mu coś, czego nie znalazł nigdzie indziej: spokój. Stabilizację. Klub, który zna od dziecka i który – dosłownie nosi w sercu. To właśnie tutaj, wcielając się niemal w rolę piłkarskiego „Chrystusa Odkupiciela”, Neymar pomógł uratować Santos przed spadkiem i wywalczyć awans do Copa Sudamericana.
Szansa na ostatni mundial
Decyzja o przedłużeniu kontraktu ma jednak drugie, znacznie ważniejsze dno. Mistrzostwa Świata 2026. To ma być jego ostatni wielki turniej, ostatnia próba zapisania się w historii reprezentacji Brazylii złotymi zgłoskami. Neymar doskonale wie, że bez regularnej gry i formy nie ma mowy o kadrze prowadzonej przez Carlo Ancelottiego. A Santos daje mu idealne warunki, by odbudować się fizycznie i mentalnie.
Na razie priorytet jest jeden: powrót do zdrowia po operacji łąkotki. Jeśli jednak utrzyma skuteczność z końcówki sezonu (sześć goli w czterech ostatnich meczach), to selekcjoner będzie miał twardy orzech do zgryzienia.
Neymar zaryzykował. Postawił wszystko na jedną kartę. Wybrał serce zamiast wielkich projektów i wielkich pieniędzy. Teraz gra już nie o kontrakt czy kolejne nagłówki. Gra o swój ostatni mundial. I o to, by jego historia miała godne zakończenie.