Mioduski przerywa milczenie po kompromitacji Legii. „Nie mogliśmy sobie pozwolić na ten błąd”

Dariusz Mioduski nie ucieka od odpowiedzialności za fatalną pierwszą część sezonu Legii Warszawa. W rozmowie z beIN Sports właściciel i prezes klubu wprost przyznaje, że obecna pozycja w tabeli jest rozczarowaniem, a część decyzji sportowych okazała się spóźniona lub nietrafiona. Jednocześnie podkreśla, że klub wszedł w kluczowy moment sezonu z nową strukturą i jasnym planem naprawczym.

Legia w kryzysie, ale Mioduski uspokaja. „Nie stać nas na złe decyzje”

– Wynik sportowy po pierwszej części sezonu zawiódł nas wszystkich. W sporcie wszystkie elementy muszą do siebie pasować, inaczej cała konstrukcja się chwieje – mówi Mioduski.

Najważniejszym ruchem było zatrudnienie Marka Papszuna, co – jak przyznaje właściciel Legii – kosztowało klub czas i punkty, ale było decyzją, na której nie można było się pomylić.

– Nie mogliśmy sobie pozwolić na złą decyzję na pozycji trenera. Papszun to nie tylko osiągnięcia, ale też charakter, dyscyplina i wartości. Na poziomie DNA pasuje do Legii – podkreśla.

Mioduski nie ukrywa, że zima była trudna także pod kątem transferowym, ale zaznacza, że okno wciąż trwa, a priorytetem było ustabilizowanie pionu sportowego. Cel na drugą część sezonu jest jasny: szybkie odbicie w tabeli i walka o europejskie puchary. – Tabela jest bardzo płaska. Każda kolejka może wszystko zmienić. Dla mnie celem minimum jest miejsce w czołówce i gra w Europie – dodaje.

W wywiadzie pojawiają się też ciekawsze wątki poboczne. Mioduski przypomina, że Legia to dziś organizacja zatrudniająca ponad 500 osób, działająca 365 dni w roku, a nie tylko w dni meczowe. Zdradza również swoje długofalowe ambicje – od dalszej dominacji krajowej po marzenie o sprowadzeniu NBA do Warszawy. – Polska liga jest na zakręcie rozwojowym. Inwestorzy już to widzą. To dopiero początek – przekonuje.

Mimo sportowych problemów właściciel Legii pozostaje spokojny i wyraźnie stawia na długoterminowe myślenie. Jak sam mówi, to sezon bolesnych lekcji, z których klub ma wyjść silniejszy – sportowo i organizacyjnie.

Smaczki z wywiadu. Obama, NBA i „amerykańskie DNA” Legii

Rozmowa z Mioduskim wykracza jednak daleko poza bieżące problemy Legii. Właściciel stołecznego klubu wraca pamięcią do swojej drogi życiowej. Nie ukrywa, że amerykańskie doświadczenia do dziś kształtują jego sposób myślenia o sporcie i biznesie. Jako 17-latek trafił do USA bez znajomości języka, zaczynając od pracy fizycznej, m.in. w McDonald’s. Kilka lat później dostać się na Harvard Law School. To właśnie tam, jak zdradza, grywał w koszykówkę z Barackiem Obamą, który był o rok starszy.

– Już wtedy było widać jego charyzmę i inteligencję. To nie był przypadek, że został prezydentem Harvard Law Review, a później USA – wspomina Mioduski.

Co ciekawe, jego pierwszym „symbolem sukcesu” wcale nie była willa czy luksusowe inwestycje, a… żółty Saab 900 Cabrio. Kupiony na kredyt po pierwszej poważnej wypłacie w USA. Auto ma do dziś i = jak sam mówi – nadal wyciąga je latem na przejażdżki.

NBA w Warszawie? Mioduski ma na to nadzieję

W wywiadzie pojawia się też wątek, który może zaskoczyć kibiców piłkarskich. Mioduski otwarcie przyznaje, że jego wielkim marzeniem nie jest już zakup klubu NBA, lecz sprowadzenie NBA do Europy, a konkretnie do Warszawy.

– NBA wchodzi do Europy. Warszawa ma potencjał, by stać się jednym z kluczowych punktów na tej mapie – zaznacza.

Na poziomie europejskim Mioduski zdradza też kulisy swojej działalności jako wiceprezes Europejskiego Stowarzszenia Klubów. Tam jednym z głównych tematów jest walka z finansową polaryzacją futbolu. – Musimy wzmacniać piłkarską klasę średnią. Bez tego europejski futbol stanie się zamkniętym klubem kilku najbogatszych – ostrzega.

Cały wywiad pokazuje jedno: nawet w momencie sportowego kryzysu Legia jest projektem przemyślanym szerzej niż tylko tabela Ekstraklasy. Jako marka, organizacja i element większej, europejskiej układanki.