Kacper Tomasiak zdobył pierwszy dla Polski medal na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich Mediolan-Cortina. Zaledwie 19-latek zdobył srebrny medal na średniej skoczni w Predazzo. Złoto przypadło Niemcowi – Philippowi Raimundowi. Na trzecim stopniu podium ex-aequo stanęli Szwajcar Gregor Deschwanden i Japończyk Rei Nikaido.
Bez balonika, bez oczekiwań. A jednak jest medal – Tomasiak ze srebrem ZIO
Do skoków narciarskich na tych Igrzyskach Olimpijskich podchodziliśmy z gigantyczną rezerwą. Największą od niepamiętnych czasów. Nikt nie pompował balonika. Szanse medalowe? Nie ten adres. To już nie to pokolenie. Kamil Stoch jest już po drugiej stronie rzeki, a młodych nie stać na tak wielkie sukcesy.
Taka narracja królowała przez ostatnie tygodnie. Kacper Tomasiak? Liczymy na dobry występ. Pierwsza dziesiątka będzie dużym sukcesem. Tymczasem ten 19-letni chłopak, nieprzytłoczony presją, w Predazzo eksplodował. Zachował się jak weteran. Wytrzymał presję pierwszego skoku i w drugim tylko poprawił to, co rozpoczął.
Jeden Polak w finale. I to wystarczyło
Już po pierwszej serii został nam w grze tylko jeden Polak. Paweł Wąsek (97 m) oraz Stoch, mimo dobijania do granicy 100 metrów, wylądowali poza finałem. Konkurs ruszył z 15. belki i bardzo szybko było jasne, że bez setki nie ma czego szukać. A Tomasiak? 103 metry. Pewnie, czysto, bez nerwów.
Po pierwszym skoku zajmował ex aequo czwarte miejsce, tracąc niewiele ponad trzy punkty do lidera. Przed nim byli tylko Raimund, Valentin Foubert i Kristoffer Eriksen Sundal. W tle z gry o medal wypadły wielkie nazwiska: Stefan Kraft, Jan Hoerl, Anže Lanišek. Różnice w czołówce były symboliczne. Każdy mógł wygrać, każdy mógł wypaść poza podium.
Wygrały stalowe nerwy
Przed skokiem w drugiej serii emocje sięgały zenitu. Tomasiak swoje zadanie wykonał jednak z nawiązką. 107 metrów. Lot dojrzały, spokojny, bez szarpania. Jakby to nie był olimpijski debiut, tylko kolejny konkurs w kalendarzu. W tym momencie było już jasne: medal dla Polski jest faktem.
Skaczący po nim Sundal zawalił swoją próbę i wypadł daleko poza podium. Foubert, nieoczekiwany wicelider po pierwszej serii, również nie dźwignął presji. Tomasiak cały czas pozostawał numerem jeden.
W końcu na rozbiegu został tylko Raimund. Potrzebował 108 metrów, by pokonać Tomasiaka. Niemiec już moment po styku z ziemią wykonał gest triumfu i rzeczywiście – miał dobre przeczucie. To był skok po złoto.
– Jestem szczęśliwy, ale i zmęczony tymi wszystkimi emocjami i adrenaliną. Największy stres pojawił się przed drugim skokiem, ale skoczyłem z fajnym luzem. Miałem nadzieję, ale to nie był mój plan na te igrzyska – powiedział na antenie TVP srebrny medalista olimpijski.
Plan czy nie, historia napisała się sama. A Polska, która miała tylko „liczyć na występ”, wraca z Predazzo z medalem. Pierwszym na tych ZIO. I to w wykonaniu 19-latka.