Iga Świątek gra dalej w Australian Open 2026. W trzeciej rundzie turniejowa „dwójka” pokonała Annę Kalinską 6:1, 1:6, 6:1, pieczętując awans do czwartej rundy po meczu pełnym skrajnych zwrotów akcji. Spotkanie trwało godzinę i 44 minuty, a jego przebieg bardziej przypominał sinusoidę niż spokojny marsz faworytki.
Tenisowy rollercoaster w Melbourne. Świątek przetrwała chaos i melduje się w czwartej rundzie
Świątek zaczęła w imponującym stylu. Od pierwszych piłek narzuciła tempo, błyskawicznie przełamała rywalkę i po chwili prowadziła 3:0. Grała czysto, precyzyjnie, bez zbędnego ryzyka. Kalinska miała problem z utrzymaniem regularności, a Polka bezlitośnie to wykorzystywała. Efekt? Pierwszy set zakończony 6:1 i to w dokładnie 24 minuty. Na Margaret Court Arena wyglądało to jak jednostronny pokaz siły.
Zwrot o 180 stopni. Set, o którym Polka będzie chciała zapomnie
Gdy wydawało się, że mecz zmierza do szybkiego finiszu, obraz gry odwrócił się diametralnie. Kalinska podniosła poziom agresji, zaczęła trafiać głębiej i częściej przejmować inicjatywę. Świątek z kolei straciła rytm, szczególnie przy serwisie. Niewykorzystane break pointy, słabsze pierwsze podanie i nagle to Rosjanka dyktowała warunki. Druga partia zakończyła się identycznym wynikiem, tyle że w drugą stronę: 1:6. Statystyki serwisowe Polki w tej odsłonie były alarmujące.
Koncert w decydującym secie. Faworytka wraca na swoje tory
Najważniejsza była reakcja. W trzecim secie Świątek szybko odzyskała spokój i konsekwencję. Dołożyła presję przy returnie, przełamała rywalkę i znów zaczęła kontrolować przebieg spotkania.
Kalinska próbowała jeszcze odpowiedzieć, miała nawet break pointy, ale tym razem Polka nie dopuściła do nerwowej końcówki. Kolejne przełamania, pewne gemy serwisowe i trzeci set zamknięty 6:1. Tym razem bez wątpliwości.
O ćwierćfinał Polka zagra z australijską kwalifikantką Maddison Inglis, która skorzystała na wycofaniu się Naomi Osaki. Rywalka na pewno będzie groźna i będzie miała za sobą trybuny, ale faworyt pozostaje jeden.