Zielony totalitaryzm? Regulator będzie ścigał za „zaprzeczania zmianom klimatu”

Brytyjski urząd Ofcom, formalnie regulator mediów elektronicznych, w praktyce spełniający rolę centralnego organu cenzury i kontroli treści w Wielkiej Brytanii, wszczął pierwsze od 2017 roku dochodzenia w sprawach skarg na „zaprzeczanie zmianom klimatu”. Jak się okazuje, w dzisiejszej Wielkiej Brytanii w sprawie „kryzysu klimatycznego” wolno mieć tylko jeden zestaw poglądów, tych zaaprobowanych przez rząd i ekologów.

Decyzja zapadła po styczniowym piśmie organizacji Good Law Project, które doprowadziło do unieważnienia wcześniejszych decyzji odmownych dot. rozpatrzenia skarg przeciwko programom stacji TalkTV i TalkRadio z listopada 2025 roku – a czym klimatyczni aktywiści się nawet przechwalali. Do tej pory Ofcom konsekwentnie odrzucał takie skargi – od stycznia 2020 roku wpłynęło ich dokładnie 1221, z czego żadna nie zakończyła się stwierdzeniem naruszenia kodeksu nadawczego, skądinąd zdaniem niektórych krytyków i tak mocno krępującego wolność słowa i prasy.

Debata, czyli promocja jedynie słusznych poglądów

W ciągu ostatnich dwudziestu lat regulator dwukrotnie jedynie uznał naruszenie w kontekście tematyki klimatycznej: raz w 2007 i raz w 2017 roku. Tym razem otwarto postępowania przeciwko dwóm konkretnym emisjom. Pierwsza dotyczyła wypowiedzi gościa, który określił narrację o zmianach klimatu jako celowe generowanie fałszywego niepokoju wokół zjawiska pozbawionego podstaw. Druga – oceny polityki energetycznej rządu Patii Pracy jako samobójczej, opartej na pseudonauce i mającej charakter ideologiczny. Dodatkowo uruchomiono trzecie dochodzenie na podstawie odrębnej skargi widza dotyczącej innego programu TalkTV. Trzy pozostałe zgłoszenia klimatyczne pozostały bez dalszego ciągu.

Ofcom stwierdził, że analizowane programy podnoszą „potencjalnie istotne kwestie”, które grożą naruszeniem należytej bezstronności oraz wprowadzaniem odbiorcy w błąd. Wyniki dochodzeń mają zostać opublikowane w terminie późniejszym. W teorii bowiem, kodeks nadawczy wymaga „należytej bezstronności” („due impartiality”) w programach traktujących o sprawach kontrowersyjnych politycznie lub dotyczących polityki publicznej. Dotychczas regulator uznawał sceptyczne opinie gości za w oczywisty sposób mieszczące się w granicach wolności debaty. Po interwencji aktywistów – w tym grupy Stop Funding Heat – linia interpretacyjna w magiczny sposób uległa zmianie.

Dane liczbowe są dość sugestywne. Od 2020 roku ponad tysiąc skarg na „klimatyczne dezinformacje” kończyło się odmową. Przykłady odrzuconych niedawno obejmują 32 zgłoszenia po wywiadzie GB News z Donaldem Trumpem, w którym prezydent USA nazwał rzekome zmiany klimatu „ściemą” (luty 2026). W tym samym okresie francuski Arcom stwierdził cztery naruszenia i nałożył m.in. karę 20 tys. euro na kanał CNews za segment kwestionujący autentyczność zjawiska. Brytyjski regulator pozostawał dotąd bardziej powściągliwy, przynajmniej w odniesieniu do tradycyjnych mediów.

„Zmiany klimatu” jako świecka religia

Teraz, pod naciskiem jednej ze stron debaty, zaczyna stosować narzędzie, które wcześniej rezerwował dla przypadków ewidentnie fałszywych informacji faktograficznych – a które w praktyce po prostu uciszy drugą stronę tejże debaty. W praktyce oznacza to, że wyrażanie wątpliwości co do rzetelności modeli klimatycznych, efektywności kosztowej Net Zero czy proporcji między antropogenicznym wpływem a naturalną zmiennością zostaje objęte procedurą regulacyjną. Ofcom nie bada tylko faktów – lecz również intencję i ton wypowiedzi, a także to, czy wypowiedzi te są akceptowalne dla określonych aktywistów i organizacji.

Tym samym Instytucja, która w ostatnich latach stała się de facto cenzorem Internetu i mediów tradycyjnych, przyznała sobie tym samym prawo do ścigania poglądów odbiegających od oficjalnej linii. Rezultat jest przewidywalny. Regulator, powołując się na ochronę przed „dezinformacją”, w rzeczywistości uruchamia procedury, które w długim terminie ograniczają przestrzeń dla naukowo i empirycznie uzasadnionego sceptycyzmu. Dane o 1221 odrzuconych skargach i zaledwie dwóch precedensach w dwudziestu latach dość dobitnie ilustrują skalę tego, jak mało decyzje dot. „zmian klimatu” mają wspólnego z merytoryką – a jak wiele z ideologią.

Nagłe odwrócenie merytorycznie uzasadnionych decyzji po pojedynczym liście aktywistów trudno w tym kontekście uznać za proceduralny przypadek. Szczególnie biorąc pod uwagę, że Ofcom jest aktywnym wykonawcą linii polityczno-ideologicznej obecnego rządu brytyjskiego oraz wspierających go środowisk, do grona których zaliczają się właśnie wspominane organizacje ekologiczne

Świat Orwella w wersji woke

Gabinet Keira Starmera i Partii Pracy, o którym mowa, zasłynął dotąd z zapału w dziedzinie wdrażania polityki „Net Zero”, ale też – zdaniem opozycji i krytyków – z najbardziej agresywnych represji politycznych w stosunku do krytyków linii rządu od co najmniej XIX wieku. Jak twierdzą niektórzy komentatorzy, w Wielkiej Brytanii pod rządami Starmera w istocie zniesiono wolność słowa. Zwykłe wyrażenie poglądów nieprzychylnych wobec wokeizmu czy krytyka imigranckiej przestępczości oraz bezkarności jej sprawców bywa masowo klasyfikowane jako „przestępstwa z nienawiści”, z tytułu których aresztowano już tysiące Brytyjczyków.

Rząd Partii Pracy realizuje także politykę szeroko zakrojonej inwigilacji i cenzury treści w Internecie, blokując swobodę komunikacji na skalę, która kojarzyła się raczej z komunistycznymi China. Istotną rolę w tym procesie odgrywa właśnie Ofcom, który zdążył zasłynąć doprowadzeniem do masowej likwidacji forów internetowych czy próbami narzucania swej władzy i kontroli również poza granicami Wielkiej Brytanii – co niekiedy, jak w przypadku forów 4chan i KiwiFarms, przynosiło zgoła komiczne efekty, w związku z faktem, że fora te demonstracyjnie odmawiają podporządkowania się brytyjskim urzędnikom.

Samym Brytyjczykom może jednak nie być do śmiechu. Sytuacja, w której wszechwładna instytucja państwowa próbuje zablokować wyrażanie opinii niezgodnych z klimatyczną ideologią Partii Pracy pod płaszczykiem rzekomo „neutralnego” standardu, to standard wprost rodem z państwa autorytarnego. W którym sama groźba administracyjnych szykan ze strony Ofcomu tworzy mechanizm prewencyjnej autocenzury, w ramach którego pytania kwestionujące rządową narrację propagandową stają się zbyt ryzykowne, by je zadawać na antenie.