Zakaz sprzedaży demobilu. Rzekomo w trosce o „tajemnice”, ale w tle wstydliwy szczegół

Chiny oficjalnie zakazują sprzedaży sprzętu pochodzącego z wojskowego demobilu. I to z jakim przytupem! W kraju, w którym doniosłe decyzje nierzadko wydawane są po cichu lub też formalnie promulgowane przez stosunkowo mało znaczące instytucje (formalnie, bowiem faktyczną decyzję i tak podejmują kierownicze gremia partii komunistycznej), tym razem doszło do czegoś zupełnie przeciwnego. Aż sześć chińskich resortów, w tym Centralna Komisja Wojskowa, Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego i Administracja Nadzoru Rynku – wydało wspólny dokument zakazujący obrotu wycofanym ze służby sprzętem wojskowym.

Nie chodzi tutaj naturalnie o broń – tej chińscy komuniści nigdy nie dopuszczali do rąk obywateli, na wypadek, gdyby tym ostatnim sprzykrzyło się życie pod totalitarną władzą Partii. Zarządzenie obejmuje natomiast mundury, różnorakie maszyny i części zamienne do nich, materiały eksploatacyjne (jak smary czy oleje) oraz części amunicji (jak łuski – w żadnym przypadku nie faktycznie gotowe do użycia naboje) przeznaczone do utylizacji. Teraz do utylizacji trafić ma wszystko jak leci, niezależnie od tego, czy dane materiały dałoby się jeszcze jakoś sensownie wykorzystać albo sprzedać – rynek na tego typu towary Chiny mają, jak wykazała praktyka, szeroki. Władzom chodzi jednak o rzecz z ich punktu widzenia ważniejszą niż pieniądze.

Tylko dla swoich

Oficjalne uzasadnienie wydanego z takim hukiem zarządzenia powołuje się na konieczność ochrony tajemnic wojskowych oraz eliminacji zagrożeń dla bezpieczeństwa publicznego. Jakie jednak zagrożenia i tajemnice wojskowe mogą kryć w sobie anachroniczne mundury, stare maszyny oraz puste łuski? Wyjaśnienia te brzmią tym bardziej fałszywie, jeśli wziąć pod uwagę, że w zarządzeniu przewidziano ogromny wyjątek. Zakaz nie dotyczy bowiem podmiotów należących do China Rongtong Asset Management Group – państwowego molocha, w teorii akcyjnego, którego monopol na handel wojskowym złomem i komponentami o podwójnym zastosowaniu pozostaje nietknięty.

Skądinąd, jeśli brać by na poważnie zapewnienia chińskich władz o ochronie wojskowych tajemnic, to handel tym właśnie asortymentem winny one ograniczyć w pierwszej kolejności. Znacznie więcej można się bowiem dowiedzieć z przeznaczonych na złom wojskowych pojazdów czy samolotów, niż z urządzeń, które dotąd bezproblemowo sprzedawano cywilom. Tak jednak nie uczyniono, i odtąd dystrybucja demobilu dokonywana przez tę właśnie firmę pozostaje legalna, podczas gdy jej konkurenci prywatni zostają bezceremonialnie wykopani z rynku. W tym kontekście można by dojść do uzasadnionego wniosku, że przyczyną zarządzenia jest po prostu tzw. kolesiostwo i chęć zagarnięcia większych zysków tylko dla siebie przez firmę państwową.

A jeśli się wyda, że to chłam?

To jednak nie stanowiłoby wyjaśnienia całego problemu. Prócz tego bowiem półgębkiem przyznano, że celem zakazu sprzedaży demobilu, przynajmniej tej prywatnej, jest także „ochrona wizerunku Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej”. W jaki jednak sposób działalność taka – praktykowana przez większość armii na świecie – miałaby w ten wizerunek godzić? Ano w taki, że wizerunek ten, przynajmniej w wersji, którą Chiny starają się publicznie rozpowszechniać, nie do końca oddaje realia praktyczne, w jakich chińskie siły zbrojne faktycznie działają. Mówiąc prościej, towary z demobilu mogłyby niejednokrotnie stanowić dowody rzeczowe kłamliwości oficjalnych deklaracji chińskich instytucji i oficjeli.

Chodzić tutaj może w szczególności o obawę przed ujawnieniem technologicznego zacofania chińskiego sprzętu. Chiny lubią pozować obecnie na technologiczną potęgę, i poza ta obejmuje także siły zbrojne. Wyjąwszy jednak formacje elitarne, a także kilka reprezentacyjnych garnizonów (jak Pekin, Szanghaj czy Hongkong), znaczna część chińskiej armii nadal tkwi technicznie w erze głębokiego komunizmu. Jak twierdzą pasjonaci tematu, wiele eksploatowanego na bieżąco chińskiego uzbrojenia wywodzi się wciąż od konstrukcji sowieckich, zaś ich analiza przez zachodnich specjalistów mogłaby wyciągnąć na jaw nie tyle techniczne sekrety, co przede wszystkim niską jakość wykonania i przestarzałość rozwiązań. Te nowoczesne trafiają częściej na eksport…

Chiny „umieją w podróby”

Co gorsza, chińskie siły zbrojne mają problem ze zjawiskiem, które w ich przypadku złośliwi mogliby uznać za komiczne. Chodzi o fakt produkowania nieautoryzowanych imitacji regulaminowego sprzętu, często z wykorzystaniem oryginalnych części. W ostatnich latach dochodziło bowiem do nielegalnego upłynniania demobilu (i to czasem nawet za granicę) przez „osoby związane z armią”. Na platformach handlowych, przede wszystkim Xianyu (platforma należąca do Alibaby, do obrotu towarami używanymi) oraz Taobao, pojawiały się oferty mundurów Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, fragmentów wyposażenia taktycznego, a nawet części pochodzących z demontażu pojazdów i systemów elektronicznych.

To, że Chiny produkują podróbki zagranicznych towarów, to wiadomo – ale żeby czynić to nawet wobec własnej armii to, trzeba przyznać, pewna nowość… Ba, niektóre ogłoszenia dotyczyły przy tym sprzętu, który teoretycznie powinien zostać zniszczony lub przetopiony zgodnie z wojskowymi procedurami utylizacji. I oficjalnie najpewniej został (co z pewnością potwierdzą stosowne dokumenty) – jednak jakimś magicznym sposobem zdołał potem pojawić się na rynku, zapewne w wyniku nagłego ataku krótkowzroczności ze strony oficjeli nadzorujących owe oficjalne procedury. Biorąc pod uwagę skalę korupcji w chińskich strukturach państwowych, niezmiennej pomimo ciągłych kampanii antykorupcyjnych Xi Jinpinga, w istocie nawet to nie dziwi.

Nowe przepisy zabraniają także produkcji i sprzedaży replik, które mogłyby zostać pomylone z prawdziwym sprzętem wojskowym, a także wszelkich działań promocyjnych i reklamowych dotyczących zarówno oryginalnego demobilu, jak i jego imitacji. Pozostaje pytanie, czy repliki militariów, i to tych fizycznie nieszkodliwych, faktycznie stanowią zagrożenie dla wizerunku chińskiej armii (o tajemnicach technologicznych nie wspominając)? Czy też grożą raczej (utratą powagi) chińskiej narracji propagandowej oraz (zarzutami karnymi) skorumpowanym przedstawicielom wojskowej biurokracji…?