Amerykańska agencja Immigration and Customs Enforcement planuje wydać 38,3 miliarda USD do końca bieżącego roku na rozbudowę sieci ośrodków detencyjnych oraz procesowych przeznaczonych dla imigrantów.
Jak wynika z dokumentu opublikowanego przez biuro gubernator New Hampshire Kelly Ayotte, inwestycja ma na celu sprawne przetrzymywanie i sprawne deportowanie dziesiątek tysięcy osób. Plan zakłada utworzenie ośmiu dużych centrów detencyjnych zdolnych pomieścić od 7 do 10 tys. osób oraz 16 regionalnych punktów procesowych. Całkowity budżet na detencję wzrósł drastycznie z 3,4 miliarda USD w roku fiskalnym 2024 do obecnych 45 miliardów USD. Fundusze na ten cel pochodzą z ogromnego pakietu wydatków przyjętego przez Kongres w lipcu 2025 roku, który zyskał nieoficjalną nazwę „One Big Beautiful Bill”. Agencja zamierza zatrudnić 12 tys. nowych agentów, przygotowując się na spodziewany skokowy wzrost liczby aresztowań w 2026 roku. Nowy model działania ma docelowo zwiększyć całkowitą liczbę dostępnych miejsc w aresztach do poziomu 926, tys. łóżek. Tymczasem eksperci z American Immigration Council alarmują, że tak gwałtowna rozbudowa systemu sprawia, iż sieć detencyjna ICE zaczyna rozmiarami rywalizować z całym federalnym systemem więziennictwa karnego.
Kontrowersje wokół kosztownych umów z państwami trzecimi
Równolegle z rozbudową infrastruktury krajowej administracja Donalda Trumpa realizuje umowy z zagranicznymi rządami dotyczące przyjmowania deportowanych osób niebędących ich obywatelami. Raport opublikowany przez Demokratów z senackiej Komisji Stosunków Zagranicznych wskazuje, że operacje te generują ogromne i trudne do uzasadnienia koszty dla amerykańskiego podatnika. Według dokumentu ponad 32 miliony USD trafiło bezpośrednio do pięciu krajów, wśród których znalazły się Salwador, Gwinea Równikowa, Rwanda, Eswatini oraz Palau. W niektórych przypadkach koszt deportacji jednej osoby przekraczał 1 milion USD, a mimo to efekty tych działań pozostają znikome. Przykładem skrajnej nieefektywności była sprawa obywatela Jamajki, który został wysłany do Eswatini kosztem 181 000 USD, by po kilku tygodniach zostać przetransportowanym z powrotem na Jamajkę na koszt Stanów Zjednoczonych.
Krytycy twierdzą, że przyjęty sposób postępowania ma na celu głównie zastraszenie migrantów i zmuszenie ich do tak zwanej samodeportacji. Kathleen Bush-Joseph, analityczka z Migration Policy Institute, zauważa w mediach społecznościowych, że skala tych wydatków jest typowa dla operacji militarnych i świadczy o postępującej militaryzacji polityki migracyjnej.
Brutalne starcia z aktywistami i inwigilacja protestujących
Wzmocnieniu działań deportacyjnych towarzyszy zdecydowane zaostrzenie kursu wobec osób monitorujących pracę funkcjonariuszy służb imigracyjnych. Przede wszystkim znacząco zwiększyła się liczba oskarżeń o napaść lub utrudnianie działań federalnych. Uległa ona podwojeniu w porównaniu do przełomu lat 2024 i 2025, osiągając poziom co najmniej 655 spraw prowadzonych w sądach.
Jak donosi agencja Reuters, ICE prowadzi wewnętrzną bazę danych zawierającą nazwiska, zdjęcia oraz numery tablic rejestracyjnych aktywistów śledzących ruchy agentów w celu wykrywania powtarzających się wzorców zachowań. Dochodzi też do niebezpiecznych incydentów, w których funkcjonariusze mierzą z broni palnej do cywilów obserwujących ich pracę z odległości kilku długości samochodu. W Minneapolis odnotowano przypadki użycia gazu pieprzowego oraz wybijania szyb w samochodach protestujących, a nawet dwa śmiertelne postrzelenia obywateli USA przez agentów federalnych podczas interwencji. Profesor Seth Stoughton z University of South Carolina School of Law wskazuje, że stosowanie przepisów o czynnej napaści wobec osób jedynie śledzących pojazdy służbowe jest prawnym nadużyciem. Przedstawiciele administracji argumentują jednak, że działania te są konieczne dla ochrony funkcjonariuszy przed agresywnymi agitatorami.