„Wyciek gazu” w miejscu bez gazu. Iran ogarnięty serią eksplozji, obiekty rządowe na celu

W sobotę, 31. stycznia, pogrążony w głębokim kryzysie, wciąż trwających protestach oraz masowych, krwawych represjach Iran odnotował serię eksplozji. Były ofiary śmiertelne i ranni. Eksplozji nieprzypadkowych i niemal na pewno skoordynowanych – prawdopodobieństwo bowiem, że wydarzyły się akurat wtedy przypadkowo, należy uznać za nikłe. Oficjalnie podawane wyjaśnienia wydają się natomiast nie korespondować z dostępnymi informacjami.

Eksplozje odnotowano w kilku oddalonych od siebie miastach i ośrodkach Iranu, w odstępie raptem kilku godzin. Łącznie incydentów tych miało być od kilku do kilkunastu, przy czym ich skala wahała się od „pomniejszych” detonacji i pożarów do wybuchów rujnujących całe budynki oraz słupów ognia i dymu widocznych nad miastami. O najpoważniejszych eksplozjach donoszono z samego Teheranu, jego przedmieść i położonych w jego pobliżu miejscowości Parand i Karadż, a także z Tebrizu, Ahwaz, Kom, oraz – może przede wszystkim – wyspy Keszm oraz portu Bandar Abbas.

Ten ostatni ma o tyle wielkie znaczenie, że jest to nie tylko główny port handlowy, przez który Iran importuje i eksportuje swoje towary (w tym zwłaszcza kierowaną do Chin ropę), ale też główna baza operacyjna irańskich sił morskich – które właśnie szykują się do szeroko zapowiadanych, i w założeniu stanowiących demonstrację siły irańskiego reżimu, ćwiczeń floty wespół z okrętami rosyjskimi i chińskimi. Reszta wspomnianych miast ma się zaś wyróżniać obecnością instalacji związanych z programem nuklearnym lub obiektów należących do sił bezpieczeństwa i gwardii rewolucyjnej.

Pośród wystrzałów i detonacji

Jeśli chodzi o samą detonację w Bandar Abbas – której, jako bodaj największej, poświęca się gros uwagi – to z dostępnych informacji wynika, że jej celem stał się budynek należący właśnie do Sepah-e Pasdaran, czyli osławionego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Instytucja ta, uchodząca w Iranie za państwo w państwie o gigantycznych wpływach i władzy, stanowić ma główną siłę stojącą za tłumieniem obecnego buntu społecznego. Sam budynek miał zaś być wykorzystywany jako obiekt koszarowy dla żołnierzy i funkcjonariuszy Pasdaranu.

Wedle oficjalnie podanych wyjaśnień, przyczyną wybuchu w Bandar Abbas miał być wyciek gazu. Jak jednak konfrontują tę wersję internauci, w budynku tym nie było rur gazowych ani też samego gazu. Wedle szczątkowych dostępnych informacji, eksplozja wyglądała raczej na będącą dziełem ładunku wybuchowego, na miejscu miano natomiast pozostawić hasła pro-monarchistyczne (Javid Shah, czyli Niech żyje szach, uchodzi za jedno z nieformalnych haseł obecnych protestów). Stąd też, wywodzi się konkluzje, mógł to być zamach.

Naturalnie niewykluczone, a nawet bardzo prawdopodobne, że eksplozji tych było więcej. Jednak z uwagi na wciąż utrzymywany blackout komunikacyjny, którym objęto Iran w związku z masakrą protestów przeciw teokratyczno-policyjnemu reżimowi Republiki Islamskiej, jedyne informacje stamtąd docierające pochodzą z informacji przekazywanych za pośrednictwem systemu Starlink lub w inny sposób obchodzący tę blokadę. Stąd też możliwe, że nie wszystkie doniesienia, zwłaszcza z bardziej odizolowanych ośrodków, zdołały się przedostać na zewnątrz.

Kto podkłada bomby pośród rzezi?

Naturalnie pytaniem otwartym pozostaje, kto może stać za tymi eksplozjami. Jedna możliwość wskazuje na to, że byli to sami Irańczycy – a dokładniej, że w wyniku hekatomby ofiar i dziesiątek tysięcy zabitych uczestnicy protestów zaczynają formować bojówki czy oddziały partyzanckie i dokonywać akcji odwetowych, wymierzonych w przedstawicieli reżimu. Na tę tezę wskazywać może zarówno powszechna nienawiść wobec IRGC czy milicji Basidż, jak i fakt, że na stronę protestujących przejść już miały setki członków regularnej armii (Artesh) oraz policji (Faraja).

Innymi kandydatami są służby amerykańskie lub (zwłaszcza) izraelskie – te ostatnie znane z takich działań w Iranie. Tę wersję uprawdopodobniać by mogła, po pierwsze, koordynacja czasowa – w warunkach totalnego chaosu i reżimowych oddziałów strzelających na ulicach, zorganizowanie takiej operacji w ciągu dwóch-trzech godzin mogłoby wymagać poważnych zasobów. Po drugie zaś fakt, że na liście obiektów dotkniętych eksplozjami znalazły się cele związane z programem nuklearnym. Który, biorąc pod uwagę sytuację, w której znajduje się Iran, dla tamtejszych opozycjonistów raczej nie byłby priorytetem.