Amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) zdecydowała się na chwilowe zamknięcie przestrzeni powietrznej wokół El Paso, miasta położonego tuż przy granicy z Meksykiem, w odpowiedzi na loty wojskowych dronów realizowane przez Departament Obrony USA. To pierwsze tego typu wydarzenie od 2001 roku. Ruch rozgrzał amerykańską opinię publiczną, która zaczęła spekulować od potencjalnego ataku na Kubę, przez niezidentyfukikowane obiekty latające rodem z Roswell. Nic dziwnego, że akcje linii lotniczch otworzyły dzisiejszą sesję spadkami.
Z dostępnych, nieoficjalnych informacji cytowanych przez Bloomberga wynika jednak, że winne były bezzałogowce… Wykorzystywane w ramach operacji wymierzonych w meksykańskie kartele narkotykowe. Kluczowym problemem nie była sama obecność dronów, lecz fakt, że operowały one poza standardowymi korytarzami lotniczymi. FAA nie była w stanie z wyprzedzeniem precyzyjnie określić, gdzie i na jakiej wysokości będą się poruszać, co stworzyło ryzyko potencjalnej kolizji z ruchem cywilnym.
Krótkie zamknięcie, duże konsekwencje operacyjne
Decyzja regulatora była szybka, ale jej skutki natychmiast odczuło lotnisko w El Paso. Loty zostały wstrzymane 10 lutego o 11:30 czasu lokalnego, a według danych firmy analitycznej Cirium dotknęło to około 43 połączeń zaplanowanych na ten dzień. Największymi przewoźnikami w El Paso są Southwest Airlines i American Airlines. Southwest obsługuje tam 17 rejsów dziennie, a American 12, co pokazuje skalę potencjalnych zakłóceń nawet przy krótkotrwałym zamknięciu przestrzeni.
Początkowo FAA zapowiadała nawet 10-dniowe zawieszenie lotów z powodów „szczególnego bezpieczeństwa”, co byłoby bezprecedensowym ciosem dla regionalnego węzła komunikacyjnego. Kilka godzin później regulator wycofał się z tej decyzji, informując, że ograniczenia zostały zniesione i nie istnieje zagrożenie dla lotnictwa komercyjnego.
Delikatna równowaga między bezpieczeństwem a mobilnością
Departament Obrony odesłał wszelkie pytania do FAA, co samo w sobie jest znamienne. W takich sytuacjach odpowiedzialność za koordynację spada na cywilnego regulatora, nawet jeśli źródłem ryzyka są operacje wojskowe. Tymczasowe zamknięcia przestrzeni powietrznej zdarzają się przy okazji testów rakietowych czy ruchów prezydenckich. Ale szerokie wstrzymanie operacji na dużym lotnisku na tak długi czas byłoby czymś wyjątkowym.
Warto pamiętać, że El Paso to nie marginalne lotnisko. W pierwszych 11 miesiącach 2025 roku obsłużyło około 3,5 mln pasażerów, a poza Southwest i American operują tam także United Airlines, Delta Air Lines i Alaska Airlines. Każda decyzja o zamknięciu przestrzeni powietrznej w tym rejonie ma więc realny wpływ na tysiące ludzi i na regionalną gospodarkę.
Ten incydent pokazuje rosnące napięcie między potrzebami bezpieczeństwa narodowego a coraz gęstszym ruchem lotniczym. W erze masowego wykorzystania dronów wojskowych i quasi-wojskowych takich sytuacji będzie więcej. Kluczowe pytanie brzmi nie czy, ale jak skutecznie instytucje państwowe nauczą się nimi zarządzać, zanim dojdzie do poważniejszego zdarzenia.