„Urocze” roboty rodem z japońskiego horroru hitem rynkowym. Ale problem jest poważny

W ostatnich tygodniach rynek odnotował niespotykany wzrost zainteresowania jednym z bardziej absurdalnych produktów, jakie się na nim pojawiły. Chodzi o mechaniczne wilki wyglądające jak rekwizyty z planu kręcenia japońskiego horroru, których głównym zadaniem jest właśnie groźnie wyglądać. Co warte bowiem zaznaczenia – nie są one traktowane jak zabawki, lecz mają konkretną, a nawet krytycznie istotną rolę do wypełnienia, która wiąże się z autentycznym problemem, z którym w coraz ostrzejszym stopniu zmaga się Japonia. Tym są niedźwiedzie.

Firma Ohta Seiki, produkująca animatroniczne wilki o czerwonych oczach i surrealistycznym wyglądzie, ma notować w ostatnich tygodniach rekordowe zamówienia. Producent z Hokkaido producent przyznaje, że nie nadąża z produkcją. Urządzenia, wyposażone w mrugające oczy, obracającą się głowę i emitowane odgłosy wilczego wycia, produkowano pierwotnie jako akcesoria rolnicze – miały służyć odstraszaniu dzikich zwierząt niszczących uprawy. Obecnie jednak „Monster Wolf” stał się produktem pożądanym przede wszystkim z uwagi na bezprecedensową – i krwawą – falę ataków na ludzi przez niedźwiedzie.

Japonia vs. niedźwiedzie

W latach 2025–2026 niedźwiedzie zabiły w Japonii 13 osób, co stanowi ponad dwukrotny wzrost w porównaniu do poprzedniego rekordu. Ponad 200 osób odniosło rany, a liczba zaobserwowanych niedźwiedzi w całym kraju przekroczyła 50 000, podwajając dotychczasowe statystyki. W samej tylko prefekturze Akita odnotowano 58 ataków, z czego część miała miejsce w gęsto zaludnionych obszarach, a nie – jak dotąd – na odległych terenach leśnych. Niedźwiedzie zaczęły wędrować do miasteczek, pojawiać się w pobliżu szkół i sklepów, a nawet wdzierać się do prywatnych domów.

W odpowiedzi na kryzys, japońskie władze zintensyfikowały odstrzał: między kwietniem 2025 a marcem 2026 zlikwidowano 14 601 niedźwiedzi, prawie trzykrotnie więcej niż w poprzednim roku. Tyle, że nie rozwiązuje to problemu. Każdy taki przypadek wymaga przeprowadzenia biurokratycznej procedury, urzędowych zezwoleń – i w każdym przypadku mogą tego dokonać wyłącznie wyspecjalizowane służby, policjanci lub ostatecznie licencjonowani myśliwi (skądinąd nieczęsto w Japonii spotykani), działający na podstawie ścisłych procedur – choć nawet im nie wolno zastrzelić zwierzęcia w samoobronie (!).

Człowiek niżej od zwierzęcia w łańcuchu pokarmowym?

Tymczasem zwykli obywatele Kraju Kwitnącej Wiśni, en masse, pozostają niemal całkowicie rozbrojeni – i bezbronni. Problem ten wydaje się być niemal zupełnie pomijany w publikacjach medialnych, skupiających się na krzykliwych elementach takich jak właśnie mechaniczne wilki rodem z horroru, ignorując przy tym jeden strukturalny element sytuacji. W krajach Ameryki Łacińskiej czy nawet Europy (o USA nawet nie wspominając) zagrażające ludziom niedźwiedzie najpewniej zostałyby po prostu odstrzelone – niekiedy niezależnie od statusu formalno-prawnego takiego działania.

Nawet w Polsce, można podejrzewać, w przypadku masowego zagrożenia stwarzanego dla ludności przez niedźwiedzie doszłoby albo do ich masowego odstrzału, albo też (w przypadku jego nieskuteczności) do znacznego zwiększenia liczby wyrabianych pozwoleń na broń, względnie przypadków praktycznego zastosowania narzędzi dostępnych w wolnym obrocie (broń czarnoprochowa, łuki myśliwskie, w ostateczności gaz pieprzowy lub sprej na niedźwiedzie). Tymczasem w Japonii – jednym z najbardziej zaawansowanych technologicznie i uprzemysłowionych krajów globu – nawet to jest niedostępne.

W efekcie wilki wyglądające jak wyjęte z horroru sprzedają się znakomicie, bowiem sensowniejsza alternatywa w postaci konwencjonalnych i skutecznych metod kontroli populacji drapieżników pozostaje niedostępna. I obwarowana horrorem prawno-biurokratycznym, który dla ludzi zagrożonych przez niedźwiedzie jest straszniejszy niż ten, w którym występować by mogły mechaniczne wilki o czerwonych oczach.