Na pierwszy rzut oka wygląda to jak kolejna osobista złośliwość Donalda Trumpa. Ot, prezydent USA rzucił w telewizyjnym wywiadzie, że Giorgia Meloni miała „błagać” go o wspólne zdjęcie podczas szczytu G7. W normalnych czasach byłby to najwyżej dyplomatyczny zgrzyt i temat na punkt politycznego programu. Tyle że to nie są normalne czasy. A ta historia mówi znacznie więcej niż tylko o urażonej dumie premier Włoch.
Afera zdjęciowa. Meloni: Trump zmyśla
Meloni odpowiedziała wyjątkowo ostro. Stwierdziła, że słowa Trumpa są „całkowicie zmyślone” i że jest nimi szczerze zdumiona. Dodała też zdanie, które we Włoszech może zabrzmieć jak polityczna deklaracja niezależności: ani ona, ani Włochy nigdy nie żebrzą. I trudno nie zauważyć, że w tej odpowiedzi nie chodzi już wyłącznie o jedną fotografię z G7.
Sprawa szybko wyszła poza poziom słownej przepychanki. Włoski minister spraw zagranicznych Antonio Tajani odwołał planowaną wizytę w USA, a zaplanowana w Miami konferencja biznesowa również została anulowana. To już nie jest awantura z X’a. To realny gest dyplomatyczny.
Tło jest jeszcze poważniejsze. Według Reutersa napięcia między Waszyngtonem a Rzymem narastały przy okazji wojny z Iranem i sporu o Cieśninę Ormuz. Włochy, podobnie jak inni sojusznicy z NATO, nie chciały dać się wciągnąć w konflikt ani brać udziału w zabezpieczaniu strategicznego szlaku dla transportu ropy.
I właśnie tu zaczyna się prawdziwy temat. Trump najwyraźniej oczekuje od europejskich sojuszników lojalności rozumianej bardzo jednostronnie. Europa ma wspierać, pomagać, dopasowywać się. Ale gdy sama oczekuje szacunku, słyszy publiczne upokorzenia.
Konflikt narasta?
Meloni była kiedyś jedną z tych europejskich liderek, które Trumpowi było najbliżej ideowo. Prawica, konserwatywna retoryka, twardy język wobec migracji, krytyka lewicowych elit. Była nawet jedyną przywódczynią z Europy obecną na jego inauguracji w 2025 roku. Dlatego obecny konflikt jest tak wymowny. Jeśli Trump potrafi tak brutalnie potraktować polityczkę, która jeszcze niedawno uchodziła za jego naturalną sojuszniczkę, to co mają myśleć w Berlinie, Paryżu czy Brukseli?
Jeden z najbliższych ludzi Meloni, Giovanbattista Fazzolari, powiedział wprost, że Trump niszczy historyczne relacje między USA a Europą. To mocne słowa, ale trudno udawać, że problemu nie ma. Zachód wchodzi w okres, w którym największym zagrożeniem może nie być nawet presja zewnętrzna, ale wewnętrzna niezdolność do mówienia jednym głosem.