W Abu Zabi ruszyła druga runda rozmów mających na celu wypracowanie formuły zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej. Negocjacje odbywają się pod auspicjami Stanów Zjednoczonych, z udziałem Ukrainy i Rosji, a gospodarzem procesu jest Zjednoczone Emiraty Arabskie. Sam fakt kontynuacji dialogu ma znaczenie symboliczne, ale realne szanse na przełom pozostają ograniczone.
Spotkania zbiegają się z narastającą intensywnością działań wojennych i kolejnymi rosyjskimi uderzeniami w ukraińską infrastrukturę energetyczną, co wyraźnie osłabia atmosferę rozmów jeszcze zanim delegacje zasiadły przy stole. To oczywiste, że szanse na istotny przełom są nikłe. Jasno do zrozumienia dają to obie strony rozmów.
USA jako mediator, ZEA jako neutralna scena
Model rozmów przyjęty przez Waszyngton opiera się na formacie trójstronnym, z USA w roli głównego mediatora. ZEA pełnią funkcję neutralnego gospodarza, oferując politycznie bezpieczną przestrzeń dla dialogu, pozbawioną bezpośrednich europejskich napięć.
Dla administracji amerykańskiej proces ten jest próbą ograniczenia eskalacji konfliktu, który coraz mocniej obciąża globalne bezpieczeństwo i system gospodarczy. Jednocześnie Waszyngton unika narzucania gotowych rozwiązań, koncentrując się na podtrzymaniu kanałów komunikacji i sondowaniu granic możliwego kompromisu.
Eskalacja przed rozmowami i sygnały z Kijowa
Na kilka dni przed rozpoczęciem rozmów Rosja przeprowadziła zmasowane ataki rakietowe i dronowe na ukraińską sieć energetyczną. Uderzenia pozbawiły prądu i ogrzewania duże obszary kraju w warunkach zimowych, co w Kijowie zostało odebrane jako jawny sygnał lekceważenia dyplomacji.
Prezydent Wołodymyr Zełenski publicznie oskarżył Moskwę o łamanie wcześniejszych ustaleń dotyczących powstrzymania ataków na infrastrukturę krytyczną. Ukraińskie władze dają do zrozumienia, że takie działania zmuszają ich do twardszego podejścia negocjacyjnego, nawet jeśli formalnie rozmowy są kontynuowane.
Terytorium jako kluczowy punkt sporu
Największą przeszkodą pozostaje kwestia terytoriów okupowanych przez Rosję we wschodniej Ukrainie. Moskwa domaga się wycofania wojsk ukraińskich z części Donbasu, w tym z silnie ufortyfikowanych miast o dużym znaczeniu gospodarczym i surowcowym. Kreml oczekuje również międzynarodowego uznania aneksji zajętych obszarów.
Stanowisko Kijowa pozostaje niezmienne: ewentualne zawieszenie broni może oznaczać jedynie zamrożenie konfliktu wzdłuż obecnej linii frontu, bez jednostronnych ustępstw terytorialnych. Ukraina konsekwentnie odrzuca scenariusz, w którym oddanie ziemi miałoby być ceną za pokój.
Bezpieczeństwo po wojnie i brak zaufania do Moskwy
Drugim fundamentalnym problemem są gwarancje bezpieczeństwa. Ukraina domaga się realnych mechanizmów odstraszania, które uniemożliwiłyby Rosji powtórzenie agresji w przyszłości. Dotychczasowe doświadczenia sprawiają, że same deklaracje polityczne nie są w Kijowie traktowane jako wystarczające.
Rosja z kolei unika wiążących zobowiązań i nadal sygnalizuje gotowość do dalszej ofensywy, grożąc zajęciem pozostałej części obwodu donieckiego w przypadku fiaska rozmów. Obecnie Moskwa kontroluje około 20 procent terytorium Ukrainy, a presja militarna pozostaje jej głównym narzędziem negocjacyjnym.
Skład delegacji mówi więcej niż oficjalne komunikaty
Charakter rozmów odzwierciedla również skład delegacji. Ukrainę reprezentuje Rustem Umierow, stojący na czele Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, co podkreśla polityczno-strategiczny wymiar negocjacji. Rosję reprezentuje natomiast szef wojskowego wywiadu Igor Kostiukow, oficer objęty zachodnimi sankcjami, co wysyła sygnał, że Kreml traktuje rozmowy jako element szerszej gry militarnej.
Równolegle rosyjski wysłannik prezydencki prowadził rozmowy z przedstawicielami USA poza Bliskim Wschodem, co sugeruje, że prawdziwe decyzje mogą zapadać poza oficjalnym stołem negocjacyjnym.
Społeczne i strategiczne ograniczenia kompromisu
W samej Ukrainie poparcie społeczne dla ustępstw terytorialnych jest minimalne. Sondaże pokazują wyraźny sprzeciw wobec porozumienia, które sankcjonowałoby rosyjskie zdobycze. Dla Kijowa podpisanie takiej umowy oznaczałoby nie tylko ryzyko polityczne, lecz także strategiczne zaproszenie do kolejnej agresji.
Rosja z kolei kalkuluje czas i zasoby, licząc na zmęczenie Ukrainy i jej zachodnich sojuszników. Postępy na froncie, choć okupione ogromnymi stratami, wzmacniają jej pozycję negocjacyjną w krótkim terminie.
Perspektywy rozmów: proces zamiast przełomu
Druga runda rozmów w Abu Zabi potwierdza, że proces dyplomatyczny trwa, ale jego tempo i skuteczność pozostają ograniczone. USA starają się utrzymać dialog i zapobiec dalszej eskalacji, jednak zasadnicze sprzeczności interesów pozostają nierozwiązane.
Na obecnym etapie rozmowy wydają się bardziej narzędziem zarządzania konfliktem niż realną drogą do trwałego pokoju. Dopóki Rosja postrzega wojnę jako skuteczne narzędzie realizacji celów politycznych, a Ukraina nie otrzyma wiarygodnych gwarancji bezpieczeństwa, Abu Zabi pozostanie raczej areną dyplomatycznego manewrowania niż miejscem historycznego przełomu.