Przywrócono zablokowany dostęp do Internetu – tuż po „zwycięstwie” wyborczym władz, w tle porwanie i ucieczka lidera opozycji

Uganda znów ma łączność ze światem. Dostęp do światowego Internetu, którego nie było od kilku dni, nareszcie przywrócono w sobotę wieczorem. Bynajmniej nie z powodów, które z reguły są przyczyną podobnych atrakcji w Afryce, tj. awarii technicznych lub działań wojennych. W tym przypadku był to prezent władz dla obywateli. Ugandyjski rząd zdecydowały o „czasowym zawieszeniu” dostępu do internetu mobilnego w całym kraju, co przypadkowo zbiegło się z przeprowadzonymi 15 stycznia 2026 r. wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi.

Ugandyjska Komisja Komunikacji (Uganda Communications Commission – UCC) – tamtejszy regulator rynku telekomunikacyjnego – wydała 13 stycznia polecenie operatorom sieci komórkowych i dostawcom usług internetowych, aby od godz. 18:00 czasu lokalnego (15:00 GMT) wstrzymali świadczenie usług dostępu do sieci. W oficjalnym uzasadnieniu wskazano na konieczność zapobiegania „rozprzestrzenianiu dezinformacji”, doniesień o fałszowaniu wyborów oraz „podsycaniu przemocy” za pośrednictwem internetu. Nie podano wówczas daty przywrócenia – blokada była bezterminowa.

Obserwatorom debaty publicznej w licznych krajach – również tych szczycących się byciem „liberalnymi demokracjami” – powyższe uzasadnienia wydadzą się wręcz bliźniaczo podobne do sloganów, którymi władze Unii Europejskiej, Australii czy Wielkiej Brytanii usiłują uzasadnić kolejne kroki prawne, regulacyjne i policyjne w przestrzeni wirtualnej, które wedle oskarżeń krytyków, obrońców praw obywatelskich czy czasem nielicznych polityków prowadzą do totalitarnej cenzury i represyjnej kontroli Internetu. Niewykluczone, ze władze Ugandy po prostu się owymi sloganami inspirowały.

Podobna była też oficjalna motywacja – chodziło, jakżeby inaczej, o ochronę demokracji i prawidłowego przebiegu wyborów prezydenckich. Skądinąd przed wyborami organ stanowczo zaprzeczał, jakoby miał plany odcięcia kraju od Sieci, jednak gdy już głosowanie było w toku, urzędnicy się rozmyślili. UCC tłumaczyła, że działania te wynikało z „silnych zaleceń” służb bezpieczeństwa. Nie trzeba wiele wyobraźni, by domyśleć się, o co chodzi – organa „porządkowe” już zawczasu obawiały się protestów społecznych po wyborach. I to się oczywiście spełniło.

Uganda z „nową świecką tradycją”

Wybory prezydenckie oficjalnie wygrał (cóż za zaskoczenie) urzędujący od 1986 r. prezydent Yoweri Museveni, który według ogłoszonych 17 stycznia wyników uzyskał 71,65 proc. głosów. Jego główny rywal, Bobi Wine (właśc. Robert Kyagulanyi), lider Narodowej Platformy Jedności (NUP), odrzucił te rezultaty, wskazując na masowe fałszerstwa. Opozycja zarzuca władzom, że blackout internetowy miał uniemożliwić szybkie przekazywanie zdjęć protokołów z komisji obwodowych, koordynację obserwatorów oraz mobilizację wyborców w razie protestów.

Blokada trwała około 100 godzin – dostęp do internetu Uganda odzyskała dopiero wieczorem 17 stycznia, kilka godzin po oficjalnym ogłoszeniu zwycięstwa Museveniego. W okresie odcięcia od sieci wielu obywateli zgłaszało problemy z komunikacją oraz – co przecież było celem całej blokady… – przekazywaniem informacji o przebiegu głosowania. Część dużych hoteli i obiektów biznesowych zachowała łączność dzięki alternatywnym rozwiązaniom satelitarnym lub przewodowym, jednak dla większości użytkowników mobilnych (ok. 27–30 mln) sieć była niedostępna.

Tzw. organizacje broniące praw człowieka, w tym Amnesty International, oraz Biuro Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka, jak zwykle ruszyły z krytyką. Jak zwykle też nic z niej nie wynikło, okazała się zupełnie bez znaczenia i wpływu na jakiekolwiek wydarzenia. Potępiły one decyzję jako „bezpośredni atak na wolność wypowiedzi i prawo do informacji”. Amnesty określiła blackout jako „bezczelny zamach” na prawa człowieka w kluczowym momencie demokratycznym, wskazując, że podobne działania w 2021 r. towarzyszyły śmierci dziesiątek osób podczas protestów powyborczych.

Władze ugandyjskie odrzucają zarzuty politycznej motywacji blokady, argumentując, że chodziło wyłącznie o ochronę „porządku publicznego” i „stabilności kraju”. W celu obrony demokracji władze poszły zresztą dalej i w piątek wieczorem Wine wraz żoną zostali widowisko uprowadzeni ze swojego domu przez oddziały specjalne (które nawet wykonały desant ze śmigłowców). Jeśli chodzi o blokadę Sieci to Uganda przerabiała już podobne scenariusze podczas wyborów w 2016 i 2021 r. – co stało się charakterystycznym, jakkolwiek przykrym elementem tamtejszego krajobrazu politycznego.

Niestety (dla siebie), i w przeciwieństwie do Iranu, Ugandyjczycy nie dysponowali Starlinkami.