Tłum w Demokratycznej Republice Konga spalił ośrodek leczenia dla pacjentów zarażonych wirusem Ebola w prowincji Ituri. Do gwałtownego rozwoju wypadków doszło w wyniku sporu o ciało zmarłego pacjenta, którego zaatakował wirus. Incydent ten miał miejsce w kontekście narastającego napięcia i nieufności wobec działań służb medycznych oraz międzynarodowych organizacji zdrowia, które od tygodni starają się opanować rozprzestrzeniającą się epidemię – a których wiarygodność, w opinii szerokich kręgów miejscowej ludności, mocno ucierpiała po ostatniej pandemii wirusa Wuhan.
Zgodnie z doniesieniami, lokalna społeczność zażądała wydania zwłok, uważając, że procedury stosowane przez personel medyczny są niezgodne z lokalnymi zwyczajami pogrzebowymi. Zdaniem tegoż personelu, przyczyną śmierci był wirus Ebola – i mając to na względzie, odmówili oni wydania ciała ani też zorganizowania pogrzebu zgodnie z życzeniami rodziny. Bliscy zmarłego, popularnego lokalnego piłkarza Eli Munongo Wangu, twierdzą jednak, że personel „z automatu” klasyfikuje zgony jako wywołane przez ów wirus. Według jego matki, piłkarz miał umrzeć na wciąż powszechnie tam występujący dur brzuszny.
Dyskurs społeczny ze śmiertelnymi skutkami
W efekcie doszło do publicznych niepokojów, które przerodziły się w incydent z użyciem przemocy, zaś szpital Rwampara – a konkretnie zlokalizowany przy nim ośrodek leczenia (jeśli można tak ująć w przypadku schorzenia, którego metody leczenia często okazują się zawodne) dla zarażonych wirusem Ebola – został podpalony przez rozjuszony tłum. Krewni mieli wykraść ciało zmarłego, przekładając je do innej, niezabezpieczonej przed rozprzestrzenianiem wirusa trumny. Władze kongijskie musiały przerzucić na miejsce oddziały armii i policji, aby spacyfikować zamieszki i zabezpieczyć inne placówki przed atakami.
Do 21 maja 2026 roku w samej tylko prowincji Ituri odnotowano 246 podejrzanych przypadków zachorowań oraz 80 podejrzanych zgonów, z czego osiem przypadków zostało potwierdzonych laboratoryjnie. W prowincji Północne Kiwu zarejestrowano natomiast 33 potwierdzone przypadki i cztery zgony, tymczasem w sąsiedniej Ugandzie – dwa potwierdzone przypadki, w tym jeden śmiertelny. Liczby te mogą jednak nie oddawać pełnego obrazu sytuacji ze względu na ograniczoną zdolność diagnostyczną oraz opóźnienia w raportowaniu z odległych i trudno dostępnych regionów.
Niezależnie od tego w prowincji Południowe Kiwu, oddalonej od dotychczasowych ognisk wybuchu epidemii, zarejestrowano pierwszy potwierdzony przypadek pacjenta zaatakowanego przez wirus Ebola, który zmarł w wiejskiej okolicy niedaleko stolicy prowincji, Bukavu. Zidentyfikowano go jako nosiciela Bundibugyo – rzadszej odmiany Eboli, dla której nie istnieją zatwierdzone terapie ani sposoby leczenia. Okoliczności te komplikują działania służb zdrowotnych, zwłaszcza że dotychczasowe testy diagnostyczne i protokoły leczenia były dostosowane głównie do zwalczania bardziej znanej odmiany wirusa Zaire.
Wirus Ebola jako przeciwnik
Leczenie gorączki krwotocznej wywołanej wirusem Ebola nie jest ani powszechne, ani w pełni skuteczne. Obecnie nie istnieje zatwierdzona, powszechnie dostępna terapia specyficzna dla wirusa Bundibugyo, który wywołał obecną epidemię w Kongu. Dostępne leki eksperymentalne, takie jak przeciwciała monoklonalne (np. Inmazeb, Ebanga) czy leki antywirusowe (np. Remdesivir), zostały opracowane głównie przeciwko szczepowi Zaire i ich skuteczność wobec innych odmian wirusa Ebola nie została udokumentowana.
Podstawą postępowania pozostaje leczenie objawowe i wspomagające – nawadnianie, utrzymanie równowagi elektrolitowej, tlenoterapia oraz leczenie powikłań, takich jak wstrząs czy niewydolność nerek. Śmiertelność w przypadku gorączki krwotocznej Ebola waha się od 40% do 90%, w zależności od szczepu, dostępu do opieki medycznej i szybkości wdrożenia leczenia. Opieka medyczna w realiach DR Konga – gigantycznego kraju pokrytego lasem równikowym i znanego z „gościnnych” dla wszelkiego rodzaju chorób warunków klimatycznych – waha się zaś miedzy marną a nieistniejącą.
To nie oznacza, że wskazane jest uleganie panice czy nastrojom apokaliptycznym – jednak w odniesieniu do samego Konga nie można zaprzeczyć, że problem jest poważny.