W cieniu gigantycznego skandalu związanego z brutalnym morderstwem Henry’ego Nowaka, którym żyje Wielka Brytania – i popisie odrażającego rasizmu brytyjskiego państwa przeciwko białym Brytyjczykom, połączonego z obrzydliwym serwilizmem wobec kolorowych imigrantów – tamtejsze władze reagują po swojemu. Nie, nie chodzi o zniesienie skandalicznego uprzywilejowania czarnych czy muzułmanów wobec rodowitych mieszkańców Albionu, nie chodzi też o walkę z przestępczością tych pierwszych. Chodzi o dokręcenie śruby tym drugim – tak, by przypadkiem nie próbowali krytykować rządu i elity za traktowanie ich jak mieszkańców drugiej kategorii.
Brytyjski rząd bowiem przygotowuje grunt pod totalną inwigilację cyfrową, w ramach której telefony i wszelkie inne urządzenia elektroniczne codziennego użytku będą poddawane masowej, inwazyjnej i „prewencyjnej” kontroli treści – w tym także osobistej komunikacji pomiędzy osobami prywatnymi. Mechanizm, maskowany jako narzędzie rzekomej ochrony dzieci przed teoretyczną możliwością wykorzystania seksualnego, w rzeczywistości sprowadza się do przymusowego instalowania na urządzeniach oprogramowania szpiegującego, zapewniającego backdoory organom państwa i współpracującym z nimi, wybranym podmiotom prywatnym.
System ten opiera się na czymś, co eufemistycznie nazywane jest technologią Client-Side Scanning, a która przeszukuje zasoby lokalne smartfona przed zaszyfrowaniem komunikacji. Innymi słowy, jest to po prostu nic innego niż totalna, prewencyjna cenzura każdego urządzenia elektronicznego, którą objęta ma być cała Wielka Brytania, de facto niszcząc jakiekolwiek domniemanie prywatności w korespondencji w tym kraju – niegdyś, w co być może ciężko dziś uwierzyć, słynącego z rzetelnego poszanowania podmiotowości jednostki względem państwa. Na tym zresztą nie koniec, i Wielka Brytania chce także uniemożliwić anonimowy dostęp do VPN-ów, których Brytyjczycy używają do omijania krajowej cenzury.
Cyfrowy Orwell w telefonie
Powyższy stanowią jednak zaledwie przedsmak tego, co zaplanowano w następnym etapie cyfrowej transformacji państwa na obraz i podobieństwo totalitarnych Chin. Rządowy projekt Digital ID Lockdown zakłada bowiem wprowadzenie przymusowej weryfikacji tożsamości cyfrowej jako warunku koniecznego do uruchomienia jakiegokolwiek urządzenia mobilnego. Smartfony efektywnie przestałyby funkcjonować jako własność prywatna, stając się terminalami wymagającymi państwowej autoryzacji przy każdym użyciu. Odmowa instalacji rządowego oprogramowania szpiegowskiego lub niestosowanie się do procedury cyfrowej identyfikacji skutkować ma karą pozbawienia wolności.
System ten wdrażany jest we współpracy z gigantami technologicznymi, także tymi, którzy sprzeciwiali się podobnym regulacjom, lecz obecnie aktywnie uczestniczą w budowie infrastruktury nadzoru. Apple, wcześniej kojarzone z retoryką ochrony prywatności, złożyło co prawda wcześniej pozew przeciwko brytyjskim władzom w związku z tymi żądaniami dostępu do zaszyfrowanych treści, uznając je za bezprecedensowe naruszenie praw obywatelskich. Obecnie jednak, podobnie jak Google, aktywnie kolaboruje z brytyjskimi politykami i biurokratami rządowymi, wychodząc nawet naprzeciw ich oczekiwaniom cenzorskim i z własnej inicjatywy narzucając użytkownikom „weryfikacyjny” totalitaryzm.
Z kolei za brak współpracy w inwigilacji władze grożą prezesom firm technologicznych wyrokami więzienia, do pięciu lat. Takiej współpracy odmówiły na razie Signal i WhatsApp. Pokornego podporządkowania się cenzorskim zapędom Londynu odmówiły także – i to jakże widowiskowo – niektóre fora, jak 4chan, Kiwi Farms czy Imgur. Same próby zmuszenia ich do posłuszeństwa stanowiły przykład niesamowitej arogancji brytyjskiego establishmentu – fora te bowiem to podmioty pozabrytyjskie, dla których Wielka Brytania nie jest ani krajem rejestracji, ani rynkiem. Brytyjski rząd i jego organy (Ofcom) uznały jednak, że ich władza sięga także poza granice tego kraju.
Wielka Brytania pod okupacją (tylko czyją?)
Kontekst tych zmian wykracza daleko poza sferę cyfrową. Wielka Brytania odnotowuje średnio trzydzieści aresztowań dziennie z powodu krytyki władz w sieci, szczególnie w zakresie polityki imigracyjnej. Policja utworzyła nawet „elitarny” zespół specjalizujący się w identyfikowaniu i ściganiu obywateli wyrażających nieprzychylne opinie o masowej migracji, przy czym funkcjonariusze przyznają otwarcie, że obowiązkowa polityczna indoktrynacja pod hasłami DEI (diversity, equity, inclusion) oraz wokeizmu zmuszają ich do nierównego traktowania mieszkańców w zależności od rasy i religii – i zdecydowanego faworyzowania imigrantów oraz ciemnoskórych w każdej sytuacji spornej.
Władze oferują także dodatkowe zachęty finansowe właścicielom nieruchomości wynajmującym pomieszczenia nielegalnym imigrantom, podczas gdy obywatele rodzimi pozostają bez wsparcia mieszkaniowego. Muzułmanom powszechnie wypłaca się zasiłki „rodzinne”, uwzględniając zarówno małżeństwa poligamiczne, jak i te zawarte wewnątrz rodziny – mimo że ani jednych, ani drugich Wielka Brytania formalnie nie uznaje za legalne. W tym samym czasie poziom przestępczości przeciwko życiu, zdrowiu i mieniu, dokonywanej przede wszystkim przez czarnych i kolorowych imigrantów, bije rekordy.
Na ulicach wielu dzielnic brytyjskich miast wałęsają się bandy agresywnych „azylantów”, gangi pakistańskich gwałcicieli krzywdzących białe dziewczynki działały przez lata z jawną ochroną ze strony policji (bo ta obawiała się oskarżenia o „rasizm”). Jednocześnie obowiązują przepisy zakazujące publikowania nagrań z przestępstw z powodu rzekomego prawa sprawców do prywatności – chyba jedynej grupy, której prywatność władze szanują. Dla rządu premiera Keira Starmera nie to jest jednak problemem, a fakt, że Brytyjczycy z coraz większą wściekłością reagują na powyższe zjawiska. Reakcja pana premiera? Jeszcze silniej dopchnąć „rasistom” (tj. białym Brytyjczykom) but do twarzy.
Totalitaryzm w wersji tęczowej
Pomimo powszechnego oporu i wrogości społecznej, Laburzyści za wszelką cenę chcą zatem doprowadzić do końca budowę sytemu cyfrowego śledzenia wszystkich mieszkańców – ma on obejmować każdego obywatela od momentu narodzin, tworząc kompletną mapę behawioralną społeczeństwa. Podległe rządowi organa regulacyjne działają w praktyce jak urzędy cenzury – ścigając, przykładowo, wyrażanie opinii kwestionujących kult „zmian klimatu”. Planowane jest zniesienie ośmiusetletniego prawa do procesu przed ławą przysięgłych – tymczasem sędziowie (zresztą nominowani przez rząd) są oficjalnie instruowani, by surowiej traktować białych mężczyzn niż innych oskarżonych.
Dzisiejsza Wielka Brytania to kraj w istocie totalitarny – owszem, z funkcjonującymi i względnie uczciwymi wyborami, ale zarazem taki, gdzie zwykłe prywatne wyrażenie opinii (i to wcale nie jakiejś skrajnej) może wtrącić człowieka do więzienia na dłużej, niż pobicie, kradzież czy gwałt. W tym kontekście digital ID i blokada telefonów bez weryfikacji to nie tyle kwestia bezpieczeństwa, co narzędzie represji – zwłaszcza w obliczu przypadków takich jak sprawa Henry’ego Nowaka, gdzie policja zignorowała umierającego białego nastolatka, za ważniejsze uznając oskarżenie o „rasizm” ze strony agresywnego, cynicznie uśmiechniętego imigranta.