Mundial to jedno z niewielu wydarzeń, które naprawdę zatrzymują świat. Co cztery lata miliardy ludzi siadają przed telewizorami i ekranami, żeby oglądać rywalizację najlepszych reprezentacji i kibicować swoim. Tym razem może być inaczej, bo na kilka tygodni przed startem turnieju wciąż nie ma porozumienia w sprawie transmisji w dwóch najbardziej ludnych krajach świata: Indiach i Chinach. Setki milionów, a być może nawet miliardy widzów mogą zostać odcięte od najważniejszej imprezy sportowej na świecie.
Mundial nie dla wszystkich? Pieniądze, które się nie zgadzają
Problem nie dotyczy technologii ani infrastruktury. Chodzi o pieniądze. W Indiach wspólne przedsięwzięcie Reliance i Disneya miało zaproponować około 20 milionów dolarów. To kwota znacznie niższa niż oczekiwania FIFA, która wcześniej celowała nawet w okolice 100 milionów dolarów. Różnica jest więc ogromna.
To właśnie tutaj zaczyna się ciekawsza historia. Jeszcze kilka lat temu prawa do transmisji mundialu były jednym z najbardziej pożądanych aktywów medialnych na świecie. Dziś nawet tak gigantyczne wydarzenie musi konkurować o uwagę widza i budżety reklamowe.
W Indiach piłka nożna przegrywa z krykietem, który zdecydowanie dominuje rynek. Do tego dochodzi kwestia godzin emisji, które w tym roku dla wielu stref czasowych są wyjątkowo problematyczne. Mecze rozgrywane w USA, Kanadzie i Meksyku będą w Indiach wypadać w środku nocy. To znacząco obniża potencjał oglądalności i przychody z reklam. Efekt? Nadawcy nie chcą płacić tyle, ile jeszcze niedawno było standardem.
Chiny również bez decyzji
Sytuacja w Chinach wygląda inaczej, ale efekt może być podobny. Do tej pory nie ogłoszono żadnej oficjalnej umowy dotyczącej transmisji mundialu 2026. To o tyle zaskakujące, że w poprzednich turniejach chińska telewizja państwowa zabezpieczała prawa z dużym wyprzedzeniem i budowała wokół wydarzenia ogromną machinę promocyjną.
Tym razem panuje cisza. A mówimy o rynku, który odpowiadał za niemal połowę globalnego czasu oglądania treści cyfrowych związanych z mundialem w 2022 roku.
To nie jest tylko problem FIFA. To sygnał, że nawet największe wydarzenia świata zaczynają przegrywać z twardą ekonomią i zmianami w sposobie konsumpcji treści. Telewizja traci znaczenie, streaming się rozdrabnia, a widzowie mają coraz więcej alternatyw. W tym świecie nawet mundial nie jest już pewniakiem.
Turniej startuje 11 czerwca. To oznacza, że na finalizację umów, przygotowanie transmisji i sprzedaż reklam zostało zaledwie kilka tygodni. W przeszłości takie sytuacje praktycznie się nie zdarzały. Dziś stają się realnym scenariuszem. I jeśli coś się nie zmieni, może się okazać, że największe wydarzenie sportowe świata… po prostu nie dotrze do części swojej największej publiczności.
Czytaj również w dziale społeczeństwo:
Weryfikacja wieku pokonana przez… dzieci z dorysowanym wąsem
Miliarder radzi: oddawaj 17% dochodu. Czy to naprawdę działa?