Do niewyobrażalnej tragedii doszło we wtorek rano w Tajlandii. Około godziny 9:00 ogromny dźwig, pracujący przy budowie mostu kolejowego zawalił się dokładnie w momencie, gdy tuż pod nim przejeżdżał pociąg pasażerski. Straty w ludziach są zatrważające, a liczba niewygodnych pytań z każdą godziną jest coraz dłuższa. We wszystko wplątane są Chiny i ich inwestycja.
Tajlandia w żałobie. Dźwig spadł wprost na pędzący skład
Maszyna uderzyła w kilka wagonów, powodując wykolejenie składu. Część wagonów przewróciła się na bok. Na miejscu błyskawicznie wybuchł pożar. Zdjęcia z miejsca zdarzenia pokazują kompletnie zniszczone wagony i chaos tuż po katastrofie.
Według najnowszych danych tajskich władz zginęły co najmniej 22 osoby, a 64 zostały ranne. Stan części poszkodowanych jest ciężki. Skala strat jest potężna. Na pokładzie pociągu, w trakcie, kiedy spadł na niego dźwig, znajdowało się w sumie 195 pasażerów i członków załogi. Skład jechał z Bangkoku do Ubon Ratchathani, w pobliżu granicy z Laosem.
Na miejscu natychmiast pojawiły się służby ratunkowe, wojsko i straż pożarna. Akcja trwała kilka godzin i była utrudniona przez skalę zniszczeń oraz pożar. Tajskie władze zapowiedziały szeroko zakrojone śledztwo. Na razie nie wiadomo, dlaczego dźwig się zawalił.
Kolejny sygnał ostrzegawczy
Katastrofa już teraz wywołała falę pytań o bezpieczeństwo dużych projektów w Tajlandii. To nie tylko dramat pasażerów i ich rodzin, ale też cios w wizerunek państwowych inwestycji, które miały być symbolem nowoczesności.
Zdarzenie ma też międzynarodowy wymiar. Dlaczego? Dźwig pracował przy budowie fragmentu kolei dużych prędkości wartej 5,4 mld dolarów, współfinansowanej i wspieranej przez Chiny. Projekt jest częścią inicjatywy Nowego Jedwabnego Szlaku. Ma połączyć Bangkok z chińskim Kunmingiem przez Laos do 2028 roku.
To właśnie ten kontekst sprawia, że tragedia w Sikhio jest czymś więcej niż „tylko” lokalnym wypadkiem. Linia miała być symbolem nowej epoki transportu. Chińskie pociągi docelowo mają poruszać się tam z prędkością do 250 km/h. Teraz inwestycja znalazła się pod ogromną presją opinii publicznej.
Świadkowie zdarzenia mówią o dramatycznych szczegółach. Jeden z mieszkańców okolicy relacjonował, że po głośnym huku usłyszał dwie eksplozje, a metalowa konstrukcja dźwigu dosłownie przecięła jeden z wagonów na pół. Służby ratunkowe musiały czasowo wstrzymać akcję wydobywania rannych z powodu wycieku substancji chemicznych na miejscu katastrofy.