Amerykańsko-izraelskie uderzenie na Iran, które nastąpiło dziś w nocy i nad ranem, miało przynieść pierwsze rezultaty – te znaczące i doniosłe. Operacja nieco malowniczo nazwana przez Amerykanów „Epic Fury”, zaś przez Izraelczyków „Roaring Lion” (to najpewniej nawiązanie do herbu Iranu przed rewolucją islamską), ma mieć znacząco bardziej ekspansywne założenia niż naloty w czerwcu ubiegłego roku.
Jak wynika z dostępnych komunikatów, przekazanych m.in. przez źródła w izraelskim resorcie obrony, tym razem celem ma być jakoby zasadnicza zmiana reżimu rządzącego i de facto obalenie Republiki Islamskiej. Kontrastuje to z publicznie deklarowanym wcześniej celem, jakim było „jedynie” wymuszenie zarzucenia programu nuklearnego przez Iran. Bardzo prawdopodobne, że Waszyngton i Tel Awiw uznały próbę doprowadzenia do przewrotu w Iranie za perspektywiczny sposób osiągnięcia tego.
Mając to na względzie, pierwsza fala nalotów lotniczych oraz uderzeń pociskami manewrującymi miała być wymierzona, prócz strategicznych obiektów Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (Sepah-e Pasdaran) związanych z irańskim programem nuklearnym czy stanowiska startowe rakiet balistycznych, przede wszystkim personalnie w członków irańskiej elity rządzącej.
Doniesienia wskazują, że ataki miały charakter szeroko zakrojony i symultaniczny – izraelskie siły powietrzne oraz amerykańskie lotnictwo pokładowe oraz bombowce strategiczne uderzyły w ponad 30 celów w Teheranie i innych miastach (m.in. Isfahan, Qom, Karaj, Kermanshah, Minab). Pentagon oraz izraelscy urzędnicy zaznaczyli przy tym, że operacja jest planowana na kilka dni, a nie godziny.
Na cel wzięto samego rahbara, czyli najwyższego przywódcę duchowo-politycznego Iranu, Alego Chameneiego. Jego kompleks rezydencjonalny w Teheranie miał zostać itensywnie zbombardowany. Uderzono także w biuro prezydenta Masuda Pezeszkiana, a także dom b. prezydenta Mahmuda Ahmadinedżada. Media irańskie miały informować, że prezydent Pezeszkian żyje – nie wspominając natomiast o Chameneim, faktycznym władcy Iranu, co samo w sobie jest dość znaczące.
Źródła zachodnie podają, że śmierć w nalotach ponieśli już także gen. Mohammad Pakpour, dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (czyli de facto jedna z kilku najważniejszych osób w państwie), gen. Ali Szamkani, doradca najwyższego przywódcy i jego faktyczny pełnomocnik ds. programu nuklearnego, oraz gen. Amir Nasirzadeh, minister obrony.
Wedle doniesień o różnym stopniu wiarygodności przeżyć mogli natomiast Ali Laridżani, szef rady bezpieczeństwa i faktyczny zastępca Chameneiego, gen. Amir Hatami, dowódca regularnej armii irańskiej (Arteshu), a także Gholam-Hossein Mohseni-Ejei, szef irańskiego sądownictwa (tj. aparatu represji). Także tych informacji nie komentowano w doniesieniach oficjalnych. Według ministra spraw zagranicznych, Abbasa Aragchiego, bezpieczni są Chamenei i Pezeszkian, zaś Iran pozostaje pod rządami stabilnej struktury władzy.
Na ile jest to zaklinanie rzeczywistości – nie sposób powiedzieć.