W pewnym momencie w sali zrobiło się nerwowo. Goście zaczęli schodzić pod stoły, ktoś krzyknął, inni odruchowo rzucili się na podłogę. Sytuacja wyglądała poważnie, bo na zewnątrz słychać było strzały. A jednak nie wszyscy zareagowali tak samo. Podczas gdy większość uczestników kolacji w Waszyngtonie próbowała znaleźć schronienie, jeden z gości pozostał na swoim miejscu i… spokojnie jadł burratę.
Wszyscy padli na ziemię. On spokojnie jadł burratę
Mężczyzną, który przyciągnął uwagę internetu, okazał się Michael Glantz. Agent z branży rozrywkowej, obecny na prestiżowej kolacji dla dziennikarzy i ludzi polityki. Nagranie szybko obiegło media społecznościowe. Na tle chaosu i zamieszania widać go siedzącego przy stole, jak gdyby nic się nie działo. W pewnym momencie sięga po sztućce i kontynuuje jedzenie. Internet szybko nadał mu ksywkę: „salad man”.
Sam zainteresowany nie widzi w swoim zachowaniu niczego nadzwyczajnego. Jak tłumaczy, nie miał zamiaru rzucać się na podłogę razem z innymi.
„Jestem z Nowego Jorku. Tam cały czas coś się dzieje, syreny, hałas. Nie przestraszyłem się” – powiedział.
Powody były jednak jeszcze bardziej przyziemne. Po pierwsze, problemy z plecami. Po drugie – i to chyba najbardziej zapadło w pamięć widzom – niechęć do… brudnej podłogi. „Nie było opcji, żebym w nowym smokingu kładł się na podłodze hotelu” – przyznał.
Czytaj również w dziale społeczeństwo:
Trump zabrał głos po strzelaninie w Waszyngtonie
Z ostatniej chwili: strzelanina na bankiecie z udziałem Trumpa. Podejrzany jakoby martwy, prezydent ewakuowany
Niemcy: setki śledztw przeciw krytykom Merza. Kanclerz zmuszony do ujawnienia skali szykan
Strzały w środku ekskluzywnej kolacji
Na początku nikt nie wiedział, co się właściwie dzieje. Strzały, krzyki, ludzie rzucający się pod stoły. Goście w smokingach i eleganckich sukniach nagle znaleźli się w scenie jak z filmu, tylko że to nie był film. To działo się naprawdę, w miejscu, które powinno być jednym z najlepiej zabezpieczonych w całych Stanach.
Służby błyskawicznie zareagowały. Agenci Secret Service wbiegli na salę z bronią, prezydent został natychmiast wyprowadzony, a w powietrzu przez chwilę wisiała absolutna niepewność. Nikt nie wiedział, czy to pojedynczy incydent, czy coś znacznie poważniejszego. Dopiero po czasie okazało się, że napastnik został zatrzymany, a jeden z funkcjonariuszy, choć postrzelony, uniknął najgorszego dzięki kamizelce kuloodpornej.