Ujawniona w ten weekend przez Departament Sprawiedliwości USA, najnowsza transza dokumentów dotyczących sprawy Jeffreya Epsteina, dokonana (choć z opóźnieniem) na mocy ustawy Epstein Files Transparency Act, okazała się bardzo niewygodna dla szeregu osób znanych ze świata biznesu. Transza ta obejmuje miliony stron akt, w tym e-maile, notatki i materiały śledcze. Materiały te rzucają kolejne światło na mechanizmy działania siatki Epsteina – nie tylko jako sutenera oferującego nieletnie dziewczyny przedstawicielom tzw. „elit” w ramach „Lolita Express”, ale też przede wszystkim, jako kogoś zaangażowanego w zbieranie tzw. haków.
Materiały opublikowane przez Departament można luźno podzielić na kilka kategorii pod względem tematyki – czy też dokładniej, kogo konkretnie dotyczą. Najnowsza transza okazała się szczególnie mocno godzić w reputację wielu znanych prezesów, przemysłowców i biznesmenów. Osoby takie jak założyciel Microsoftu Bill Gates, założyciel LinkedIn-a Reid Hoffman, założyciel Highbridge Capital Glenn Dubin, współzałożyciel Apollo Global Management Leon Black, prezes Hyatt Hotels Tom Pritzker, b. prezes Barclays Jes Staley i wiele innych miało z tego powodu bardzo poważne kłopoty, nazwijmy to, reputacyjne. Naturalnie wszyscy usilnie zaprzeczają, aby kiedykolwiek korzystali z „Lolita Express”.
„Drodzy” przyjaciele i ich zainteresowania
Wśród ujawnionych fragmentów korespondencji szczególnie kompromitujące są materiały dotyczące Billa Gatesa. W emailach z 2013 r., które Epstein wysyłał sam do siebie, pojawiają się zarzuty, iż Gates nawiązywał kontakty seksualne z „rosyjskimi dziewczynami”, co miało doprowadzić do zakażenia chorobą weneryczną. Według tych notatek Gates prosił Epsteina o dostarczenie antybiotyków, które planował potajemnie podać swojej ówczesnej żonie Melindzie, by ukryć skutki choroby, którą miał jej „sprzeać”. Epstein podkreślał w tych samych wiadomościach swoją rolę w ułatwianiu Gatesowi „nieetycznych i potencjalnie nielegalnych” kontaktów pozamałżeńskich.
Podobny wzorzec wyłania się w przypadku Reida Hoffmana, współzałożyciela portalu LinkedIn. Ujawnione emaile i notatki z lat 2014–2016 wskazują na wielokrotne wizyty Hoffmana w posiadłościach należących do Epsteina: na ranczu w Nowym Meksyku, w nowojorskiej rezydencji oraz – co najbardziej obciążające – na prywatnej wyspie Little St. James na Karaibach, powszechnie kojarzonej z procederem seksualnego wykorzystywania nieletnich dziewczyn. Korespondencja obejmuje szczegóły lotów, odbiór zagubionego paszportu Hoffmana z „torby z prezentami” Epsteina oraz plany wspólnych wyjazdów z innymi prominentnymi postaciami.
Wszyscy goście wakacji u Epsteina
Do grona tychże zaliczać się mieli zwłaszcza m.in. Dubin czy Staley, w stosunku do których, podobnie jak w przypadku Gatesa i Hoffmana, dość silne poszlaki wskazujące na to, w jakim celu i charakterze korzystali z gościny Epsteina. Naturalnie wszyscy oni zaprzeczają jakimkolwiek nielegalnym czy nieetycznym zachowaniom, zwłaszcza korzystania z nieletniej prostytucji. Gates określił zarzuty wobec siebie jako kłamstwa osoby z nim skonfliktowanej, jednak charakter korespondencji – szczegółowy i osobisty – jak również jej częstotliwość (setki wiadomości) zdaje się w wysokim stopniu przeczyć twierdzeniom o czysto filantropijnych kontaktach z Epsteinem. To samo w przypadku pozostałych.
Zarzuty te obejmowały zresztą znacznie szersze grono, poza przedsiębiorcami i menedżerami dotyczyło to zwłaszcza polityków, takich jak b. sekretarz skarbu USA i b. rektor Harvardu Larry Summers czy b. premier Izraela Ehud Barak. Najczęstsze i najgłośniejsze medialnie, ale i chyba najsłabiej udokumentowane oskarżenia dotyczyły Donalda Trumpa. Mniej nośne, ale nieco bardziej zastanawiające podejrzenia uparcie pojawiają się pod adresem Billa Clintona. Wreszcie, zachowań dalece niegodnych swych tytułów mieli się dopuszczać książę Andrzej (teraz już pozbawiony tytułu) z W. Brytanii czy Mette-Marit, żona księcia Haakona, następcy tronu Norwegii.
„Redacted”
Co istotne, dobór „gości” Epsteina raczej nie był przypadkowy, zaś on sam nie tylko świadczył usługi sutenerskie, ale także logistyczne i praktyczne – od organizowania podróży po dostarczanie leków czy usuwanie śladów. Wyspa Little St. James oraz inne nieruchomości słynęły jako miejsca, gdzie członkowie tzw. „elity” mogli nie przejmować się naruszaniem prawa czy etyki. A przynajmniej tak im sugerowano – jak bowiem okazało się poniewczasie, posiadłości Epsteina naszpikowane były kamerami niemal we wszystkich miejscach. Co zarejestrować mogły obiektywy monitoringu w prywatnych pokojach „gości”? Najpewniej można się domyśleć – choć oczywiście tego akurat nie ujawniono.
Naturalnie nagrania te nie tylko mogły, ale wręcz musiały służyć następnie jako narzędzie szantażu i kontroli. Ujawnione akta wzmacniają tezę, że Epstein nie działał wyłącznie jako indywidualny przestępca, lecz jako osoba będąca częścią sieci kompromitującej wpływowe środowiska. Brak zdecydowanych działań prokuratorskich wobec większości wymienionych osób rodzi pytania o rzeczywistą skuteczność prawa – jakby samo tajemnicze samobójstwo Epsteina na strzeżonym oddziale nowojorskiego więzienia (akurat wtedy, gdy przypadkowo doszło do awarii kamer) nie nasuwało wystarczająco wątpliwości.
Źródłem najbardziej zapiekłych spekulacji jest naturalnie to, na czyją korzyść swą działalność prowadził Epstein – bo mało kto wierzy, by czynił to na własną rękę. Najczęstsze podejrzenia kierują się pod adresem wywiadu izraelskiego, w drugiej kolejności padają one na którąś ze służb amerykańskich (CIA) lub sowieckich/rosyjskich. Niestety, stopień „zredagowania” dokumentacji – skądinąd zabieg oczywisty z punktu widzenia ochrony interesów wywiadowczych i bezpieczeństwa, niemniej usuwający najciekawsze elementy z dokumentacji – czyni wiarygodne dookreślenie tego niemożliwym. Co każe zadać jeszcze jedno pytanie – czemu w Waszyngtonie podjęto takie a nie inne decyzje dot. jej ocenzurowania?