Wedle pojawiających się doniesień, Iran w coraz większym stopniu ma przypominać „cyfrowy gułag”. Tyle, ze w cokolwiek oryginalnej, miejscowej specyfice. Głównym założeniem pogłębiającej się, elektronicznej inwigilacji tamtejszego społeczeństwa jest przymuszenie go do przestrzegania islamskich nakazów i zakazów religijnych. Oczywiście, nie bez podtekstu politycznego.
Przestrzeganie tych zakazów, uprzednio dobrowolne, zostało prawnie zadekretowane jako przymusowe po Rewolucji Islamskiej w Iranie, na fali islamizacji wszelkich aspektów życia publicznego i prywatnego. Wspomniana rewolucja obaliła rządy cesarskie dynastii Pahlawich w 1979 roku. Od tego czasu Iran formalnie pozostaje „republiką islamską”.
Realnie ten wielki kraj jest teokracją, w której formalny rząd cywilny pozostaje de facto narzędziem w rękach szyickiej hierarchii oraz rahbara, tj. najwyższego przywódcy, będącego realnym władcą tego państwa. Od razu po rewolucji został nim jej przywódca, Ruhollah Chomeini. Jego następcą zaś jest obecnie „panujący” Ali Chamenei.
Pod jego długoletnimi rządami – jakkolwiek dalece mniej krwawymi niż otwarcie totalitarny i despotyczny reżim w pierwszych latach po rewolucji – Iran pozostaje krajem autorytarnym i tłumiącym wszelkie nieautoryzowane przejawy sprzeciwu.
Pod okiem drona i kamery
Do tych ostatnich, szczególnie po fali głośnych protestów w 2022 roku, należy właśnie nieprzestrzeganie islamskich zakazów i nakazów. Takich jak, przykładowo, nieprzestrzeganie postów czy regularnych modlitw.
Powyższe nakazy wynikają z kanonów islamu. W Iranie dochodzi do nich także cały szereg innych reguł – wynikających z bardziej ekspansywnej interpretacji zasad tej religii niż w niektórych innych krajach muzułmańskich. W Iranie nie wolno zatem pić alkoholu (w niektórych przypadkach może za to grozić kara śmierci), nosić zachodnich fryzur czy słuchać „niesłusznej” muzyki. A zwłaszcza (w przypadku kobiet) nie-nosić islamskich chust, hidżabów, na głowie.
Ich nienoszenie stało się tam bowiem wyrazem wizualnego sprzeciwu i opozycji przeciw władzy. I dlatego ta zaprzęga do zwalczania tego zjawiska wręcz nieproporcjonalne środki. Prócz metod „tradycyjnych” (jakimi są patrole policji religijnej, które biją, terroryzują i często aresztują osoby uznane za „nieskromnie” ubrane) wraża się także te na miarę XXI wieku. Choć trudno orzec, czy to cywilizacyjny postęp – czy wprost przeciwnie. Środki te wylicza opublikowany niedawno raport ONZ.
Organy ścigania wykorzystują zatem produkowane tam drony w celu monitorowania ruchliwych ulic, w które obfituje Iran. Mają one w „elastyczny” (i wszędobylski) sposób uzupełniać system monitoringu miejskiego. Kamery tego ostatniego wyposażane są w zaawansowane systemy rozpoznawania twarzy (facial recognition technology, FRT). Dodatkowo zaś islamskie władze udostępniły mieszkańcom aplikację „Nazer”. Ma ona umożliwiać wygodne donoszenie na współobywateli podejrzewanych o niestosowność.
Nie tylko Iran
Gdyby ktoś zechciałby pomyśleć, że to tylko Iran, kraj daleko stąd, i nie ma się co owymi drakońskimi środkami przejmować – warto pamiętać, że niestety, to nie tylko Iran. Podobne pomysły – jeszcze nie w takiej skali, ale w podobnym kierunku – pojawiają się już także w Europie. Zupełnie niedawno grono muzułmańskich członków brytyjskiego parlamentu poczęło forsować postulat, aby posiadanie zdjęć muzułmańskich kobiet bez chust stało się w Wielkiej Brytanii przestępstwem (!).
Formalnym pretekstem do tego miałaby być reinterpretacja przepisów o „niekonsensualnych materiałach intymnych” („non-consensual intimate images”). Efektem takiego posunięcia byłoby zaś uznanie, że zrobienie zdjęcia muzułmanki bez chusty na głowie byłoby traktowane jak posiadanie materiałów o charakterze pedofilskim. I karane długoletnim więzieniem. Oczywiście kara ta grozić by miała przede wszystkim nie-muzułmanom.
Zgodnie bowiem ze skandalicznym pomysłem brytyjskiego rządu, którego autorem jest tamtejsza Rada ds. Wyroków (Sentencing Council), brytyjscy sędziowie mieliby obowiązek wymierzać łagodniejsze wyroki „etnicznym i religijnym mniejszościom” („ethnic minorities and faith minority communities”). I choć brytyjski rząd zadeklarował, że po fali oburzenia wytyczne zostaną zmienione, to sami jego członkowie brali udział w ich sformułowaniu.