„Demokratyczni” islamiści chcą wszystkiego: natarcie syryjskiej armii 'rządowej’ przeciw Kurdom, mimo niedawnego rozejmu

W ostatnich trzech dniach, a zwłaszcza w ciągu ostatniej doby, północno-wschodnia Syria stała się polem gwałtownego zaostrzenia działań militarnych sił islamistycznych władz w Damaszku przeciwko Kurdom z Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF). Mimo ogłoszonego 18 stycznia rozejmu, wspieranego przez Stany Zjednoczone, wojska syryjskie kontynuowały natarcie, przejmując kontrolę nad kolejnymi obszarami i instalacjami strategicznymi.

Ataki na tereny kurdyjskie trwały w Syrii już od miesięcy. Kluczowe wydarzenia rozegrały się 19 stycznia. Islamistyczne siły rządowe, w tym 72. Dywizja, składająca się częściowo z milicji sprzymierzonych z dawnymi dżihadystycznymi frakcjami pro-tureckimi, wkroczyły do miasta Hasaka, spychając oddziały SDF. Islamiści odnotowali postępy również w kierunku Kobane (Ajn al-Arab) na zachodzie, znanego z jego niegdysiejszej heroicznej obrony przeciw Państwu Islamskiemu, oraz w rejonie Hasaki na wschodzie.

Łącznie, oddziały reżimu w Damaszku przejęły znaczną część terytoriów wcześniej kontrolowanych przez Kurdów, w tym pola naftowe, tamę Tiszrin oraz miasto Tabqa z przyległą zaporą na Eufracie (to jedne z ważniejszych instalacji strategicznych, jakie ma Syria). W prowincji Ar-Rakka siły Damaszku zbliżyły się do obozu dla przesiedleńców Al-Hol, jednego z największych w Syrii, gdzie przetrzymywanych jest kilkanaście tysięcy osób, w tym liczni sympatycy niesławnego Państwa Islamskiego.

Najbardziej niepokojący incydent miał miejsce w zakładzie karnym Asz-Szaddadi w prowincji Hasaka, zaledwie dwa kilometry od bazy koalicji międzynarodowej pod przywództwem USA. Siły islamistycznego reżimu opanowały obiekt, co doprowadziło do uwolnienia ponad stu bojowników Państwa Islamskiego. Część z nich została później ponownie ujęta po wprowadzeniu godziny policyjnej i – według oficjalnych komunikatów – koordynacji z Amerykanami.

Syria w kleszczach „demokracji” z Damaszku

Obie strony oskarżają się wzajemnie o celowe dopuszczenie do ucieczki – szczególnie silnie wybrzmiały oskarżenia wobec obecnych oficjeli rządu w Damaszku, a niegdysiejszych terrorystów związanych z Al-Kaidą, że ucieczkę dawnych członków ISIS umożliwili celowo, w istocie sympatyzując z nimi na tle ideologicznym. Podobne starcia toczyły się wokół więzienia Al-Aqtan na północ od Ar-Rakki, gdzie SDF otoczyły siły rządowe próbujące przejąć kontrolę nad obiektem.

Rozejm z 18 stycznia zakładał wycofanie SDF z Rakki i Dajr az-Zaur, przekazanie pól naftowych i gazowych, przejść granicznych oraz integrację oddziałów kurdyjskich w ramach struktur syryjskich resortów obrony i spraw wewnętrznych. Islamistyczny reżim żąda jednak integracji indywidualnych bojowników i rozwiązania oddziałów, które ci tworzą – co dla Kurdów jest w oczywisty sposób nie do przyjęcia i czyniłoby kurdyjskich bojowników bezbronnych w przypadku skierowanej przeciw nim czystki.

Pomimo tych teoretycznych ustaleń oraz spotkania dowódcy SDF Mazluma Abdiego z prezydentem Ahmedem asz-Szara’a, alias Al-Dżaulanim, w Damaszku (z omawianych wyżej względów zakończonego bez ostatecznego porozumienia – i mimo enuncjacji z kręgów syryjskiego rządu, jakoby „Kurdowie skapitulowali”), natarcie nie ustało. Kurdyjskie siły wycofały się z części pozycji, niszcząc przy tym mosty na Eufracie, i oskarżają Damaszek o zamierzoną zdradę, celowe złamanie porozumienia i kontynuację ataków.

Ogniem, żelazem i zamachem bombowym

Działania te wpisują się w szerszą politykę agresywnej centralizacji i absolutyzacji władzy przez nowe władze syryjskie, sformowane po upadkau Asada, a wywodzące się z dawnego islamistycznego ugrupowania terrorystycznego Haj’jat Tahrir asz-Szam (HTS) oraz struktur powiązanych z Al-Kaidą. Władze te, mimo wzniosłych deklaracji dotyczących „demokratyzacji”, „inkluzywności” czy „tolerancji”, od początku 2025 r. dopuściły się – lub nie zapobiegły – fali zbrodni wobec mniejszości wyznaniowych i etnicznych.

Najcięższe incydenty miały miejsce wiosną 2025 r.: w marcu w rejonie wybrzeża (Latakia, Tartus) doszło do masowych mordów i niszczenia wiosek alawickich, w wyniku których zginęło ponad 1300 osób, głównie cywilów alawickich, w ramach odwetu za aktywność lojalistów Asada. Podobne akty zemsty, czystek czy po prostu bezkarnego rozpasania islamistycznych bojowników dotknęły Druzów (zwłaszcza w As-Suwajda w lipcu 2025 r.), którzy jednak stawili im tam opór, m.in. dzięki militarnemu wsparciu ze strony Izraela.

W medialnie mniejszym, lecz tragicznie systematycznym zakresie zbrodnie nowych władz i ich zwolenników dotykają chrześcijan: grabieże domów, zastraszanie i okradanie na punktach kontrolnych, ataki na kościoły (w tym zamach bombowy na kościół św. Eliasza w Damaszku w czerwcu 2025 r., w którym zginęło ponad 30 osób) oraz zabójstwa, pobicia i uprowadzenia, o codziennym szykanowaniu czy upokarzaniu przez rozzuchwalonych islamistów (a obecnie „funkcjonariuszy rządowych”) nie wspominając.

Islamistom wolno mordować, ich samych nie wolno krytykować?

Raporty podmiotów monitorujących sytuację w zakresie wolności wyznania wskazują na udział w tych zbrodniach jednostek powiązanych z obecnymi strukturami bezpieczeństwa, w tym właśnie dawnych bojowników HTS, przy jednoczesnym braku faktycznego ścigania sprawców. Kontrastuje z tym natarczywość, z jaką reżim domaga się (póki co bezskutecznie) rozbrojenia ludności cywilnej i oddania posiadanej przezeń broni swoim przedstawicielom (czyli tym samym, opisanym wyżej bojownikom).

Ofensywa przeciw Kurdom odbywa się przy milczącej aprobacie części aktorów regionalnych, w tym Turcji, która od lat postrzega SDF jako przedłużenie Partii Pracujących Kurdystanu (PKK). Z punktu widzenia Ankary, ale też np. Bagdadu (czyli krajów dążących do zduszenia kurdyjskich aspiracji do podmiotowości), sytuacja, w której Syria zostanie krwawo zjednoczona, zaś ofiarami towarzyszących temu zbrodni padną głównie Kurdowie, to wręcz wymarzona sytuacja. Reszta świata też nie widzi żadnego problemu.

Tzw. społeczność międzynarodowa, jakże głośna, jazgotliwa i ostentacyjna w kwestii „łamania praw człowieka” w innych konfliktach, pozostaje zupełnie bierna wobec ewidentnych czystek etniczno-wyznaniowych, systemowych mordów ludności opozycyjnie nastawionej wobec nowego reżimu oraz groźby destabilizacji regionu przez uwalnianie bojowników ISIS. Hipokryzja jest tym bardziej rażąca, że doniesień na temat tego, przez co przechodzi obecnie Syria, przecież nie brakuje, i to już od roku. I jakoś nic.