DEI na gilotynie. Trump likwiduje biura, pracownicy zawieszeni, pieniądze wstrzymane

Stwierdzenie, że Donald Trump nie tracił czasu po objęciu w poniedziałek władzy, byłoby trafne, choć cokolwiek oszczędne w swym znaczeniu. W poniedziałek i wtorek Trump podpisywał dziesiątki decyzji, nakazów i dekretów. Jednym z nich – o być może najbardziej długofalowym znaczeniu – jest dekret wyrywający z korzeniami koncepcję DEI.

Działania administracji Trumpa były bardzo szybkie – i bardzo kompleksowe. Zgodnie z wyznaczonym przezeń terminem, do godziny 5 po południu we środę wszystkie biura, wydziały, departamenty i komórki organizacyjne rządu federalnego, które dedykowane były kultywowaniu lub krzewieniu praktyk, standardów i kryteriów zaliczanych do koncepcji DEI (Diversity, Equity, Inclusion) zostały zlikwidowane.

Pracownicy tychże – a warto wspomnieć, że komórki te były w ostatnich latach nieomal wszechobecne, znajdując się w strukturze każdego większego departamentu i każdej agencji federalnej – zostali natychmiast zawieszeni w obowiązkach. Oczywistym i bez ogródek deklarowanym zamiarem Trumpa jest ich definitywne zwolnienie. Ma to nastąpić, jak tylko pokonane zostaną przeszkody formalne.

Trump tymczasowo wstrzymał także zatrudnianie nowych pracowników w administracji, jak również zakazał przenoszenia na inne stanowiska już obecnych a zaangażowanych w DEI. Ma to uniemożliwić zjawisko, które uważa za plagę swojej pierwszej kadencji prezydenckiej, a którym było sabotowanie jego polityki przez sympatyzujących z Demokratami urzędników.

W tym przypadku – takim sabotowaniem byłoby próba uniknięcia zwolnienia przez pracowników „pracujących” w dziedzinie DEI poprzez przeniesienie na inne pozycje, zmiany nazw stanowisk, czysto formalną zmianę zakresu obowiązków i kompetencji etc.

Trump odwołał nawet dekret pochodzący jeszcze z 1965 r., podpisany przez Lyndona B. Johnsona, a dotyczący rasowych preferencji w ramach tzw. „akcji afirmatywnej”

DEI go to DIE

Co równie ważne, i w perspektywie czasu zdolne do wywołania wręcz tektonicznych przeobrażeń (ze względu na potencjał dot. kształtowania standardów korporacyjnych), podobne zmiany w odniesieniu do DEI dotyczyć będą także podmiotów zewnętrznych wobec administracji. W pierwszym rzędzie, chodzi tutaj o firmy i podmioty, które ubiegają się o zamówienia federalne lub realizują usługi na rzecz rządu.

W myśl decyzji Trumpa, w ciągu 90 dni mają one zlikwidować wewnętrzne komórki dot. DEI, a także zarzucić praktyki z nimi związane. Chodzi tu m.in. o preferencje w zatrudnianiu pod względem rasowym, etnicznym czy seksualnym, wymogi dot. „różnorodności” i „reprezentacji” w wewnątrzfirmowych ciałach o organach czy „szkolenia” dla pracowników o charakterze politycznym.

To samo dotyczyć będzie także wszystkich odbiorców grantów i funduszy federalnych. Szczególnie boleśnie dotknie to zwłaszcza uniwersytety i uczelnie wyższe, w dużym stopniu zależne od federalnego finansowania. Odetnie też od pieniędzy organizacje pozarządowe o określonym profilu politycznym, często instytucjonalnie związane z Partią Demokratyczną i amerykańską lewicą.

W ciągu ostatniego roku cały szereg amerykańskich firm z własnej inicjatywy (bądź też w wyniku nieprzychylnej reakcji konsumentów) zrezygnował z koncepcji DEI. Teraz będą musiały to uczynić nawet te politycznie „zaangażowane” – które jednak chciałyby dalej działać na rynku zamówień publicznych.

Komentarze (0)
Dodaj komentarz