Będą kary finansowe wobec rządów, eurokratów? USA chcą umożliwią pozywanie UE za cenzurę

W Ameryce nasilają się reakcje na działania cenzorskie Unii Europejskiej w stosunku do Internetu – co ciekawe, pomimo politycznych i prawnych skutków, tym razem są to reakcje zapoczątkowane nie przez organy rządowe, lecz tzw. stronę społeczną . Szczególnie silnie wzburzenie tej ostatniej wywołują próby „eksportu” swoich przepisów przez UE, tj. wymuszenia ich faktycznego obowiązywania (poprzez narzucenie im platformom internetowym niezależnie od ich lokalizacji) także poza granicami Unii, a zwłaszcza w USA. Pierwsze efekty tych reakcji właśnie materializują się w procesie legislacyjnym.

Ich kluczowym elementem jest projekt ustawy GRANITE Act (Guaranteeing Rights Against Novel International Tyranny & Extortion), 5 lutego wprowadzony pod obrady parlamentu stanowego w Wyoming. Równolegle trwają też prace w podobnym kierunku w legislaturze stanu New Hampshire. Ustawa w obydwu przypadkach jest niemal identyczna, ponieważ jej autorem jest adwokat i działacz na rzecz wolności słowa, Preston Byrne, który od miesięcy prowadzi kampanię na rzecz jej uchwalenia, a zasłynął, reprezentując fora 4chan i Kiwi Farms w barwnej kłótni z brytyjskim regulatorem Ofcom.

GRANITE Act umożliwi składanie prywatnych pozwów przed amerykańskimi sądami przeciwko zagranicznym rządom, agencjom i urzędnikom, którzy dopuszczają sie groźby lub egzekwowanie cenzury naruszającej prawa konstytucyjne USA, w tym Pierwszą Poprawkę. Definiuje „zagraniczne prawo cenzorskie” jako regulacje penalizujące treści chronione w USA, takie jak unijny Digital Services Act (DSA) z października 2022 r., nakładający kary do 6% globalnych przychodów platform za niedostateczną cenzurę rzekomej „dezinformacji”, „mowy nienawiści” czy niepoprawnych politycznie opinii.

Granitem w cenzurę

Mechanizmy egzekucyjne GRANITE Act przewidują uznanie prób cenzurowania osób i podmiotów z USA przez instytucje zagraniczne za zrzeczenie się przez nie ich suwerennego immunitetu. W jego ramach za groźby i żądania cenzorskie – kierowane do mieszkańców Wyoming, New Hampshire czy dowolnego innego stanu, który uchwaliłby te ustawę – obowiązywałaby solidarna odpowiedzialność ponoszona przez dopuszczające się tych działań państwa, ich organy i urzędników, pociągająca za sobą możliwość zasądzania od nich za odszkodowań.

Te obejmowałyby zadośćuczynienia za szkody (pod tym pojęciem rozumiano by np. grzywny nakładane w UE na amerykańskie portale) w wysokości trzykrotności szkody, kary statutowe w wysokości do 10 mln dol. lub 10% przychodów danego państwa z USA, a także zwrot kosztów sądowych i prawnych. Ustawa przewiduje także blokadę wykonywania zagranicznych decyzji i wyroków godzących w wolność wypowiedzi, zaś próby egzekwowania tychże decyzji przez urzędników amerykańskich byłyby karane nakładanymi na tych ostatnich grzywnami do 10 tys. dol. – za każdą taką próbę.

Na poziomie federalnym, Komisja Sądownictwa Izby Reprezentantów rozważa wprowadzenie GRANITE Act także pod obrady Kongresu. Raport tej komisji z 3 lutego 2026 r. ujawnił informacje dot. ponad 100 tajnych spotkań urzędników KE z amerykańskimi platformami, w toku których wymuszono blokadę treści (dotyczących krytyki UE, masowej migracji czy kwestii kulturowych), które w USA stanowią chronione prawnie opinie. Komisja miała też zaproponować ograniczenia wizowe i sankcje finansowe w stosunku do eurokratów odpowiedzialnych za ingerencję w wolność słowa, jeśli takową stwierdzi Departament Stanu.

USA ukarzą unijnych karzących?

Pierwszym przykładem zastosowania nowych przepisów być może okazać się sprawa portalu Gab, platformy z Pensylwanii, który niedawno otrzymał od niemieckich władz żądanie zapłaty kary w wysokości 31 tys. euro za niepodporządkowanie się niemieckiej ustawie NetzDG. Gab płacić ani myśli, twierdząc, że jest firmą amerykańską i niemieckie organy administracyjne nie mają nad nią jakiejkolwiek władzy. Skądinąd w tym sporze reprezentuje ją wspomniany adwokat Preston Byrne, autor GRANITE, który podobne stanowisko (i odmowę płacenia) zaprezentował w przypadku 4chan-a.

Oczywiście ten ostatni też jest potencjalnym kandydatem – biorąc pod uwagę, że ani brytyjskie, ani niemieckie organa regulacyjne próbują nie przyjmować do wiadomości mniej lub bardziej kulturalnej odmowy podporządkowania się ich żądaniom cenzorskim i zapłaty żądanych przezeń grzywien. Sam Byrne wskazuje, że podobne działania ze strony zagranicznych instytucji są po prostu nielegalne, usiłują one bowiem same, bezpośrednio „administrować” podmiotami, nad którymi nie mają narodowej jurysdykcji, ignorując przy tym obowiązujące traktaty o zasadach międzynarodowej pomocy prawnej.

Głównie dlatego, że wówczas ich decyzje stałyby się przedmiotem sądowej weryfikacji w USA.