Bliski Wschód znów płonie, a rynki reagują błyskawicznie. Po tym, jak Stany Zjednoczone i Izrael przeprowadziły zmasowane uderzenia na Iran, w których zginął ajatollah Ali Chamenei, złoto zanotowało czwartą z rzędu sesję wzrostową. Inwestorzy w panice szukają bezpiecznej przystani, a królem tej kategorii – jak zwykle w czasach chaosu – pozostaje kruszec.
Wojna napędza rekordy. Złoto reaguje na konflikt
Cena spot złota wzrosła nawet o 2,2%, przebijając poziom 5400 dolarów za uncję. Ostatecznie metal utrzymywał się w okolicach 5 330–5 380 dolarów, co i tak oznacza solidny wzrost. Kontrakty terminowe w USA rosły jeszcze mocniej. To reakcja na eskalację konfliktu, która zwiększa ryzyko długotrwałej destabilizacji regionu i całej globalnej gospodarki.
Iran odpowiedział na ataki serią uderzeń rakietowych w cele w Izraelu oraz amerykańskie bazy w regionie. Rynki obawiają się, że to dopiero początek spirali odwetu. Analitycy podkreślają, że tym razem obie strony mają silną motywację do dalszej eskalacji. Co może to oznaczać w praktyce? Tygodnie, a nawet miesiące podwyższonej zmienności.
Złoto już wcześniej biło rekordy. Od początku roku zyskało około 25%, a w szerszym ujęciu 2025 przyniósł wzrost sięgający 60%. Popyt napędzają banki centralne, fundusze ETF oraz inwestorzy uciekający od obligacji i walut. W lutym kruszec zanotował siódmy z rzędu miesięczny wzrost – najdłuższą taką serię od lat 70.
JP Morgan oraz Bank of America nie wykluczają scenariusza, w którym cena sięgnie 6000 dolarów za uncję, a nawet 6300 dolarów do końca 2026 roku. To poziomy, które jeszcze kilka lat temu brzmiały jak fantastyka ekonomiczna.
Inflacja, Fed i efekt domina
Dodatkowym paliwem dla złota są dane z USA. Ostatnie odczyty inflacyjne sugerują, że presja cenowa może znów przyspieszyć. Rynek spekuluje, czy Rezerwa Federalna będzie zmuszona luzować politykę w obliczu napięć geopolitycznych i możliwego spowolnienia.
Co ciekawe, rosną nie tylko metale szlachetne. Ropa na starcie tygodnia wystrzeliła najmocniej od czterech lat, choć później oddała część zysków. Dolar również się umocnił, ale to nie powstrzymało rajdu złota. To sygnał, że inwestorzy traktują kruszec jako „twardą walutę”.
Jeśli konflikt będzie się przedłużał, a rynki pozostaną w trybie „risk-off”, złoto może jeszcze nie powiedzieć ostatniego słowa. Pytanie brzmi: czy 6000 dolarów to już kwestia „czy”, czy raczej „kiedy”?