Złoto zanotowało najmocniejszą sesję od lutego, rosnąc o około 4,4% do 4253 dolarów za uncję. Na pierwszy rzut oka można byłoby uznać ten ruch za klasyczną ucieczkę do bezpiecznych aktywów w warunkach napięcia geopolitycznego. Tym razem mechanizm był jednak bardziej interesujący. Najważniejszym paliwem dla kruszcu nie był wzrost strachu, lecz poprawa perspektyw inflacyjnych.
Spadająca ropa, słabsze dane z rynku pracy i cofające się rentowności obligacji stworzyły kombinację, która zmienia rachunek atrakcyjności złota. Jeżeli Fed ma mniej powodów do utrzymywania wysokich stóp, koszt trzymania aktywa niepłacącego odsetek automatycznie maleje. Rynek uważa też, że sekretarz skarbu USA, Scott Bessent zrobi wiele, byle tylko kontrolować poziom rentowności. To istotna zmiana po kilku miesiącach, w których wojna paradoksalnie szkodziła złotu poprzez wyższą ropę, inflację i rentowności.
Najważniejsze fakty
- Złoto spot rosło o około 4,4% do 4253 dolarów za uncję, najwyżej od niemal siedmiu tygodni.
- Słabszy raport ADP pokazał wzrost zatrudnienia w sektorze prywatnym o tylko 44 tys. miejsc pracy.
- Spadek cen ropy ograniczył część premii inflacyjnej, a dolar i rentowności amerykańskich obligacji cofnęły się.
Geopolityka zaczęła działać na złoto odwrotnie
Najciekawszym elementem obecnego ruchu jest sposób, w jaki rynek interpretuje sytuację na Bliskim Wschodzie. Przez większą część ostatnich miesięcy eskalacja konfliktu nie pomagała złotu tak mocno, jak można byłoby oczekiwać. Wyższe ceny ropy podnosiły bowiem oczekiwania inflacyjne, a wraz z nimi rentowności obligacji i prawdopodobieństwo utrzymywania restrykcyjnej polityki Fed.
Dla złota był to trudny układ. Inwestor dostawał coraz wyższy dochód z obligacji, podczas gdy kruszec nadal nie generował żadnego kuponu.Teraz ta relacja zaczęła się odwracać. Spadek cen ropy ograniczył ryzyko kolejnego impulsu inflacyjnego, a słabsze dane z rynku pracy przypomniały, że gospodarka amerykańska nie jest odporna na wysokie stopy w nieskończoność.
Złoto zaczyna więc odzyskiwać swoją rolę nie dlatego, że świat stał się bardziej niebezpieczny, lecz dlatego, że rynek ponownie dopuszcza scenariusz spadku realnych stóp procentowych.
44 tys. miejsc pracy zrobiło różnicę
Raport ADP pokazał, że prywatne firmy stworzyły w lipcu tylko 44 tys. miejsc pracy. To wyraźnie mniej od oczekiwań i znacznie mniej niż miesiąc wcześniej. Sam ADP nie przesądza jeszcze o kondycji rynku pracy, ale w połączeniu ze spadkiem indeksu zatrudnienia ISM do 47,4 pkt. zaczyna tworzyć spójniejszą historię: gospodarka nadal rośnie, lecz firmy coraz ostrożniej zwiększają zatrudnienie.
Dla rynku złota oznacza to zmianę funkcji reakcji Fed. Jeżeli zatrudnienie zacznie wyraźniej słabnąć, bank centralny nie będzie mógł patrzeć wyłącznie na inflację. Właśnie dlatego piątkowy raport NFP może być dla złota ważniejszy niż kolejny komunikat z Bliskiego Wschodu.
Nadal daleko od rekordu
Po wzroście do około 4253 dolarów złoto pozostaje wciąż wyraźnie poniżej styczniowego rekordu w pobliżu 5600 dolarów. To ważne, bo obecne odbicie nie jest jeszcze potwierdzeniem powrotu dawnej hossy. W pierwszej połowie roku popyt instytucjonalny osłabł, zakupy banków centralnych zwolniły, a część funduszy ETF redukowała pozycje.
Dzisiejszy ruch wygląda więc bardziej jak agresywne przeszacowanie makro niż początek nowej gorączki zakupowej. Do trwałego powrotu w okolice rekordów złoto potrzebowałoby jednocześnie słabszego dolara, niższych realnych rentowności i powrotu szerokiego popytu instytucjonalnego. Sam short squeeze po słabszym ADP może tego nie zapewnić. To właśnie rynek długu może zdecydować, czy obecny ruch ma trwałe fundamenty.
Jeżeli rentowność 10-letnich obligacji zacznie schodzić niżej mimo utrzymującej się inflacji, będzie to oznaczało, że rynek coraz mocniej wycenia słabszy wzrost i przyszłe łagodzenie polityki pieniężnej. Taki układ historycznie sprzyja złotu znacznie bardziej niż sama eskalacja geopolityczna.
Jeżeli natomiast ropa ponownie wystrzeli, inflacja pozostanie uporczywa, a rentowności wrócą w okolice szczytów, dzisiejszy rajd szybko straci jeden ze swoich głównych fundamentów. Największą wartością środowego ruchu jest więc nie sam wzrost o 4%. Rynek pokazał, że po miesiącach dominacji narracji „wyższa inflacja = wyższe stopy” zaczyna ponownie handlować scenariuszem, w którym słabszy rynek pracy zmusi Fed do większej ostrożności.