Cena złota wzrosła 22 lipca 2026 roku do około 4131 USD za uncję, osiągając najwyższy poziom od dwóch tygodni. Srebro podrożało do około 59,40 USD, platyna do 1647 USD, a pallad do niespełna 1320 USD za uncję. Odbicie objęło więc cały sektor metali szlachetnych, ale jego źródłem nie była wyłącznie geopolityka. Najważniejszy okazał się słabszy dolar oraz powrót kapitału po gwałtownej przecenie z połowy miesiąca. To istotna zmiana względem sytuacji sprzed tygodnia. Wówczas rosnące ceny ropy, rentowności amerykańskich obligacji i obawy przed ponownym zaostrzeniem polityki Rezerwy Federalnej spychały złoto poniżej granicy 4000 USD. Rynek nie pozbył się tych problemów. Na kilka sesji przestały jednak dominować.
Złoto odrobiło ponad 100 USD, lecz nie przełamało oporu
17 lipca złoto kosztowało około 4011 USD za uncję i zmierzało do największego tygodniowego spadku od sześciu tygodni. Już 22 lipca notowania chwilowo dotarły do 4141,59 USD. Oznacza to wzrost o ponad 3% w ciągu kilku sesji.
Skala odbicia jest wyraźna, ale nie przesądza jeszcze o zmianie trendu. Poziom 4200 USD pozostaje pierwszym poważnym testem dla kupujących. W jego pobliżu część inwestorów może realizować zyski po ostatnim ruchu, szczególnie, że rynek nadal wycenia możliwość podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych we wrześniu.
Według danych przytoczonych 22 lipca przez Reuters prawdopodobieństwo wrześniowej podwyżki stóp wynosiło około 72%. Jednocześnie zbliża się lipcowe posiedzenie Rezerwy Federalnej, podczas którego stopy prawdopodobnie pozostaną bez zmian. Rynek będzie analizował przede wszystkim ton komunikatu i wypowiedzi przewodniczącego Fed.
Odbicie złota ma więc dwa oblicza. Krótkoterminowo pomaga mu słabszy dolar i powrót kupujących. Średnioterminowo ograniczeniem pozostają wysokie rentowności oraz ryzyko ponownego wzrostu kosztu pieniądza.
Inflacja spadła, lecz ropa może ponownie zmienić obraz rynku
Dane opublikowane 14 lipca pokazały, że amerykański indeks cen konsumenckich spadł w czerwcu o 0,4% w porównaniu z majem. Roczna inflacja wyniosła 3,5%, a inflacja bazowa, po wyłączeniu żywności i energii, 2,6%.
To był odczyt sprzyjający metalom. Słabsza presja cenowa zmniejszyła obawy, że Fed będzie musiał szybko podnosić stopy. Kapitał ponownie zaczął napływać do funduszy inwestujących w złoto i inne metale szlachetne — w tygodniu zakończonym 15 lipca saldo napływów wyniosło 376 mln USD, przerywając serię ośmiu tygodni odpływów.
Problemem pozostaje ropa. Napięcia wokół Iranu i szlaków transportowych na Bliskim Wschodzie ponownie podniosły ceny surowca, zwiększając ryzyko, że poprawa danych inflacyjnych okaże się przejściowa. Rentowność dziesięcioletnich obligacji USA utrzymywała się 22 lipca w pobliżu 4,63%, czyli blisko dwumiesięcznego maksimum.
Rynek znajduje się więc pomiędzy dwoma sprzecznymi sygnałami.
Dane makroekonomiczne mówią, że presja cenowa słabnie. Rynek energii ostrzega, że inflacja może szybko wrócić.
Dla złota liczy się nie tylko sam poziom inflacji, lecz przede wszystkim reakcja Fed i rynku obligacji. Jeżeli rentowności zaczną spadać, metal otrzyma przestrzeń do dalszego odbicia. Jeżeli utrzymają się wysoko albo ponownie wzrosną, okolice 4200 USD mogą okazać się trudne do przełamania.
Srebro odzyskuje siłę szybciej niż złoto
Cena srebra wzrosła 22 lipca do około 59,40 USD za uncję, zyskując tego dnia 1,1%. Dzień wcześniej najmocniej handlowany kontrakt terminowy podrożał o 3,6%. W krótkim okresie srebro zachowywało się więc mocniej niż złoto, co nie jest na tym rynku niczym niezwykłym. Gdy kapitał wraca do metali szlachetnych, notowania srebra często reagują bardziej gwałtownie. Podczas spadków działa to jednak dokładnie tak samo.
Nie ma wystarczających podstaw, aby ostatnie odbicie bezpośrednio łączyć ze wzrostem zapotrzebowania ze strony elektroniki, centrów danych czy technologii związanych ze sztuczną inteligencją. Reuters wskazał słabszego dolara i zakupy techniczne jako główne przyczyny środowego wzrostu złota. Te same warunki sprzyjały również srebru, ale nie potwierdzają, że za kilkudniowym ruchem stał przemysł.
Popyt technologiczny pozostaje natomiast częścią długoterminowych fundamentów srebra. Rozwój centrów danych, zastosowań związanych z AI i sektora motoryzacyjnego powinien wspierać zużycie metalu w wybranych obszarach. Nie wystarczy to jednak, aby zapobiec spadkowi całkowitego popytu przemysłowego. Silver Institute prognozuje, że w 2026 roku obniży się on o około 3%, przede wszystkim z powodu mniejszego zużycia srebra w fotowoltaice. Producenci paneli ograniczają ilość metalu przypadającą na jedno ogniwo, a w niektórych rozwiązaniach częściowo zastępują go innymi materiałami.
Mimo słabszego popytu przemysłowego cały rynek nadal ma zakończyć rok deficytem. Najnowszy „World Silver Survey 2026” szacuje niedobór na 46,3 mln uncji. Produkcja kopalniana ma pozostać zasadniczo bez zmian, podczas gdy łączne zapotrzebowanie nadal będzie wyższe od podaży. Byłby to szósty kolejny rok nierównowagi.
Deficyt nie oznacza jednak, że srebro musi drożeć w każdej kolejnej sesji. W krótkim terminie jego cena pozostaje silnie zależna od dolara, rentowności obligacji, oczekiwań dotyczących polityki Fed oraz przepływów kapitału na rynku terminowym. Fundamenty podażowe tworzą tło dla notowań, lecz nie wyjaśniają każdego ruchu ceny.
Dla inwestora najważniejsze jest więc rozdzielenie dwóch perspektyw. Ostatnie odbicie wynika przede wszystkim z poprawy nastrojów na rynku metali i korzystniejszego otoczenia walutowego. Deficyt podaży oraz rozwój części zastosowań technologicznych są argumentami średnio- i długoterminowymi. Nie stanowią potwierdzonej przyczyny wzrostu z ostatnich kilku dni.
Platyna pozostaje mocniejsza fundamentalnie niż pallad
Platyna osiągnęła 22 lipca około 1647 USD za uncję, a pallad 1319,74 USD. Pallad wzrósł tego dnia aż o 2,9%, lecz pojedyncza sesja nie zmienia długoterminowej różnicy między tymi metalami.
Platyna korzysta z ograniczonej podaży, niskich zapasów oraz rosnącego zainteresowania inwestycyjnego. Pallad nadal pozostaje bardziej zależny od sektora motoryzacyjnego i produkcji katalizatorów do samochodów spalinowych.
Krótkoterminowo oba metale mogą reagować gwałtownie na informacje o wydobyciu, sankcjach i problemach logistycznych. W perspektywie kilku lat platyna ma jednak bardziej zrównoważony zestaw źródeł popytu. Pallad pozostaje rynkiem o większym ryzyku technologicznym, związanym z zastępowaniem go platyną oraz rozwojem elektromobilności.
Nie oznacza to, że platyna będzie rosnąć w linii prostej. Jej rynek jest stosunkowo niewielki, przez co nawet ograniczone przepływy kapitału mogą prowadzić do silnych zmian ceny.
Rynek czeka na Fed. Odbicie nie jest jeszcze rozstrzygnięciem
Najważniejszym wydarzeniem kolejnych dni będzie posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku zaplanowane na 28–29 lipca 2026 roku. Rynek zakłada utrzymanie stóp w przedziale 3,50–3,75%, dlatego sama decyzja nie powinna być zaskoczeniem. Znacznie ważniejsze będzie stanowisko Fed wobec cen energii, inflacji i ewentualnej wrześniowej podwyżki.
Dla metali można obecnie wskazać dwa podstawowe scenariusze.
Łagodniejszy przekaz Fed, spadek rentowności i osłabienie dolara zwiększyłyby szansę na utrzymanie złota powyżej 4100 USD oraz próbę przełamania 4200 USD. Srebro mogłoby w takim otoczeniu ponownie zachowywać się mocniej niż złoto.
Jastrzębi komunikat, utrzymanie wysokich rentowności i dalszy wzrost cen ropy podniosłyby ryzyko powrotu złota w stronę 4000 USD. W tym wariancie srebro prawdopodobnie ponownie wykazałoby większą zmienność.
Ostatnie odbicie pokazuje, że popyt na metale nie zniknął. Nie potwierdza jeszcze jednak początku nowej, trwałej fali wzrostowej. Rynek potrzebuje sygnału z obligacji i polityki pieniężnej.
Aktualne ceny złotych i srebrnych monet oraz sztabek można na bieżąco obserwować w sklepie Szlachetne Inwestycje. Wyceny produktów zmieniają się wraz z notowaniami metali, kursem dolara i dostępnością poszczególnych pozycji.