Złoto spada mimo wojny. Największe tąpnięcie od pandemii. Co się dzieje?

Złoto jest nie do ruszenia? Jeszcze niedawno podobna narracja była mocno w obiegu. Rekordowe poziomy, powtarzane jak mantra frazesy o „bezpiecznej przystani”, rosnący popyt ze strony banków centralnych. Tymczasem wystarczyło kilka tygodni globalnego napięcia, żeby cały ten obraz zaczął pękać. Cena kruszcu spada właśnie najmocniej od sześciu lat. W skali tygodnia to niemal 7% w dół. Ruch, który na rynku złota zdarza się ekstremalnie rzadko. I co ciekawe, nie chodzi o brak strachu na rynkach. Wręcz przeciwnie.

Wojna pomaga… ale nie złotu

Konflikt na Bliskim Wschodzie wywindował ceny ropy, gazu i paliw. To automatycznie podbiło obawy o inflację. A jeśli inflacja nie spada, banki centralne nie mają powodu, żeby ciąć stopy procentowe. I tu zaczyna się problem złota.

Bo złoto nie płaci odsetek. W środowisku wysokich stóp procentowych przegrywa z obligacjami czy dolarem, które oferują realny zysk. Efekt? Kapitał zaczyna odpływać. Rentowności amerykańskich obligacji rosną, dolar się umacnia, a inwestorzy… sprzedają złoto, żeby pokryć straty w innych częściach portfela.

Jeszcze bardziej wymowny jest ruch na funduszach ETF opartych na złocie. W ciągu trzech tygodni z rynku wyparowało ponad 60 ton kruszcu. Co więcej, zniknęły wszystkie tegoroczne napływy. To nie jest już tylko korekta. To moment, w którym duży kapitał zaczyna się wycofywać.

Jeden z byłych traderów JPMorgan mówi wprost: to nie jest moment na „kupowanie dołków”. Zmienność jest zbyt duża, a rynek nadal nie znalazł równowagi.

Oto, co do powiedzenia o inwestowaniu w kruszce mają szwajcarscy eksperci:

W to aktywo powinno trafiać nawet 30% majątku! Szwajcarzy policzyli 50 lat danych

Fed dolewa oliwy do ognia, złoto obrywa rykoszetem

Środowe posiedzenie Rezerwy Federalnej tylko pogorszyło sytuację. Stopy procentowe pozostają bez zmian, a Jerome Powell jasno sygnalizuje: bez spadku inflacji nie ma mowy o luzowaniu polityki. To sygnał, którego rynek się obawiał. Oznacza tyle, że drogie pieniądze zostają z nami na dłużej.

Obecna sytuacja może przypominać 2022 rok, kiedy wojna w Ukrainie wywołała energetyczny szok. Wtedy złoto spadało przez siedem miesięcy z rzędu, najdłużej w historii. Czy teraz będzie podobnie?

Na razie pojawiają się pierwsze sygnały technicznego „wyprzedania” rynku, co może oznaczać krótkie odbicie. Ale wielu analityków nie ma złudzeń. Dopóki nie zniknie presja na rynku energii, trend spadkowy może się utrzymać. Złoto w skali roku wciąż jest na plusie, ale na aurze bezpiecznej przystani właśnie pojawiła się rysa.