Sytuacja na rynku metali szlachetnych w ostatnich tygodniach przypomina prawdziwy rollercoaster, który wprawił w osłupienie nawet najbardziej doświadczonych inwestorów.
Złoto, tradycyjnie uznawane za bezpieczną przystań w czasach niepewności, paradoksalnie straciło na wartości w obliczu eskalacji napięć na Bliskim Wschodzie, co kłóci się z historycznymi wzorcami zachowań tego aktywa. Kruszec zmaga się z najdłuższą serią spadków od 1983 roku, a od rekordowych poziomów 5 600 USD za uncję odnotowanych w styczniu, cena spot osunęła się o blisko 22 procent.
[KLIKNIJ, ABY POWIĘKSZYĆ]
Obecnie notowania oscylują w okolicach 4510,48 USD, co budzi uzasadnione obawy o trwałość hossy na rynku metali. Analitycy Wells Fargo uspokajają jednak, że obecna przecena nie jest sygnałem trwałej słabości, lecz jedynie skomplikowaną reakcją na specyficzne uwarunkowania makroekonomiczne. Kluczowym czynnikiem hamującym wzrosty jest silny dolar amerykański oraz rosnące rentowności obligacji skarbowych, które podnoszą koszt alternatywny posiadania aktywów nieprzynoszących odsetek. Na platformie X ekspert rynkowy Peter Schiff zauważył, że złoto cierpi obecnie z powodu błędnego przekonania inwestorów o rzekomej sile dolara, która w rzeczywistości jest jedynie iluzją budowaną na wysokich stopach procentowych.
Dlaczego król metali chwilowo stracił koronę
Obecna słabość złota wynika w dużej mierze z faktu, że kapitał szukający bezpieczeństwa odpłynął w stronę amerykańskiej waluty, zamiast zasilić rynek kruszcu. Inwestorzy musieli zrewidować swoje oczekiwania dotyczące polityki pieniężnej Fed, ponieważ uporczywa inflacja napędzana drogą energią oddala wizję obniżek stóp procentowych. Konflikt na Bliskim Wschodzie doprowadził do niemal całkowitego wstrzymania transportu przez cieśninę Ormuz, co wywindowało ceny ropy Brent powyżej poziomu 105 USD za baryłkę. Tak wysokie koszty surowców energetycznych przekładają się na wzrost kosztów produkcji i transportu, co zmusza banki centralne do utrzymywania restrykcyjnej polityki przez dłuższy czas.
Według narzędzia CME FedWatch Tool rynek obecnie nie spodziewa się żadnych obniżek stóp w 2026 roku, a prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki jeszcze przed końcem bieżącego roku wynosi aż 35 procent. Warto zauważyć, że jeszcze przed wybuchem konfliktu powszechnie oczekiwano przynajmniej dwóch obniżek stóp, co pokazuje, jak gwałtownie zmienił się sentyment rynkowy. Na ten aspekt zwraca uwagę analityk Charlie Bilello, wskazując, że korelacja między inflacją a stopami procentowymi pozostaje obecnie najsilniejszym wiatrem w oczy dla metali szlachetnych. Choć złoto teoretycznie powinno zyskiwać w środowisku inflacyjnym, wysoki koszt pieniądza skutecznie studzi zapał kupujących.
Potężne prognozy Wells Fargo i strukturalny popyt
Mimo krótkoterminowych turbulencji Wells Fargo podtrzymuje swoją niezwykle optymistyczną prognozę długoterminową, celując w przedział od 6100 USD do 6300 USD za uncję do końca 2026 roku. Fundamentem tego optymizmu jest niesłabnący popyt ze strony banków centralnych, które kupują kruszec w ilościach znacznie przewyższających średnie historyczne. Instytucje te traktują złoto jako strategiczną rezerwę, pozwalającą na dywersyfikację portfela w obliczu globalnej niestabilności finansowej. Analitycy banku uważają, że Stany Zjednoczone są dziś znacznie lepiej przygotowane na kryzys energetyczny niż w przeszłości, co wynika z transformacji w stronę gospodarki opartej na usługach oraz statusu USA jako eksportera energii netto. Przewiduje się, że obecne przeszkody w postaci wysokich rentowności obligacji zaczną słabnąć w drugiej połowie roku, tworząc idealne warunki do powrotu złota na ścieżkę wzrostu.Fizyczne złoto jest obecnie niedowartościowane względem podaży pieniądza, a każda większa korekta jest jedynie okazją do akumulacji przed nieuniknionym kryzysem walut fiat . Zdaniem ekspertów Wells Fargo obecny spadek cen nie oznacza utraty statusu bezpiecznej przystani, lecz stanowi rzadką okazję taktyczną do budowania pozycji przed kolejną falą wzrostową.