Wzrosty cen złota nabierają tempa, a analitycy z Wall Street prześcigają się w podnoszeniu prognoz dla królewskiego kruszcu.
JP Morgan jako kolejny bank inwestycyjny dokonał aktualizacji swoich celów cenowych i obecnie przewiduje że żółty metal może osiągnąć poziom 6300 USD przed końcem grudnia. Decyzja ta zapadła w momencie gdy inne potężne instytucje finansowe takie jak Deutsche Bank oraz Societe Generale zgodnie twierdzą że złoto jest gotowe na kontynuację historycznej hossy przez cały nadchodzący rok. Zwolennicy dalszych wzrostów postrzegają obecny rajd jako zjawisko strukturalne a nie tylko spekulacyjne upatrując głównych sił napędowych w nieustannym popycie ze strony banków centralnych oraz postępującej destabilizacji geopolitycznej.
Znany ekonomista Peter Schiff wskazał niedawno, że obecna sytuacja to zwiastun głębszego kryzysu finansowego oraz nieuchronnej dedolaryzacji. Jego zdaniem złoto może zmierzać w stronę 6000 USD jeszcze w tym roku zwłaszcza jeśli napięcia wokół polityki fiskalnej USA będą eskalować. Dodatkowym czynnikiem wspierającym te odważne tezy są oczekiwania wobec Rezerwy Federalnej która według rynkowych prognoz ma dokonać co najmniej dwóch lub trzech obniżek stóp procentowych w nadchodzących miesiącach. Strategowie z SocGen oceniają że przy rosnącym prawdopodobieństwie konfliktów zbrojnych na Bliskim Wschodzie poziom 6000 USD może z dzisiejszej perspektywy wydawać się nawet konserwatywnym szacunkiem.
Geopolityka i banki centralne jako fundamenty hossy
Sytuacja rynkowa w lutym 2026 roku pozostaje skrajnie napięta a kruszec odzyskał poziom 5000 USD w czwartek 19 lutego gdy inwestorzy masowo uciekali w stronę bezpiecznych aktywów. Eksperci z UBS idą o krok dalej sugerując że w optymistycznym scenariuszu ceny mogą wzrosnąć nawet do 7200 USD jeśli napięcia międzynarodowe nie zostaną wygaszone. Popyt na złoto jest generowany nie tylko przez strach przed wojną ale także przez fundamentalną zmianę ładu światowego który staje się coraz bardziej wielobiegunowy. Banki centralne traktują kruszec jako preferowaną walutę rezerwową co pozwala im uniezależnić się od polityki Stanów Zjednoczonych. Przykładem tej tendencji jest Ludowy Bank Chin który tylko w ubiegłym roku powiększył swoje rezerwy o kolejne 27 ton. Emma Wall z firmy Hargreaves podkreśla że ten trend izoluje gospodarki od wahań dolara amerykańskiego który systematycznie traci na wartości względem metali szlachetnych. Analitycy Goldman Sachs podtrzymują tezę że dopóki banki centralne rynków wschodzących będą posiadały zbyt mało złota w swoich portfelach dopóty presja zakupowa będzie wypychać ceny na nowe maksima. Lina Thomas starsza analityczka ds. towarów w Goldman Sachs zauważyła w lutowej wypowiedzi że ich prognoza 5400 USD nie uwzględnia nawet dodatkowych przepływów dywersyfikacyjnych które mogą pojawić się po kolejnych decyzjach Fed. W efekcie fundamenty podtrzymujące wzrosty w ubiegłych latach pozostają nienaruszone a każda korekta jest obecnie wykorzystywana przez dużych graczy do akumulacji.
Bariery i ryzyka dla dalszych wzrostów kruszcu
Mimo dominującego optymizmu nie wszystkie głosy z rynku finansowego są jednoznacznie pro-wzrostowe ponieważ część strategów uważa obecne wyceny za zbyt wygórowane. Bank of America przewiduje stabilizację kursu w okolicach 5000 USD natomiast instytucje takie jak HSBC czy Commerzbank spodziewają się powrotu średnich cen do poziomów poniżej 5000 USD. Hamad Hussain ekonomista z Capital Economics ostrzega że historia lubi się powtarzać i wskazuje na krach z 1980 roku kiedy to ceny spadły o jedną trzecią w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy od szczytu. Jego zdaniem realny jest scenariusz w którym złoto gwałtownie cofa się w stronę 3500 USD pod koniec roku jeśli tylko znikną obecne premie za ryzyko. James Steel z HSBC zauważa że zmiany w krajobrazie politycznym mogą przynieść efekt podobny do ery Ronalda Reagana kiedy to rejuwenacja gospodarcza i sukcesy dyplomatyczne zakończyły potężną hossę. Ewentualne rozwiązanie sporów celnych lub deeskalacja napięć na linii USA i Chiny mogłyby odebrać złotu jego główny atut jakim jest status bezpiecznej przystani. Obecnie mediana prognoz z ankiety Reuters przeprowadzonej wśród 30 strategów plasuje cenę na koniec 2026 roku w okolicach 4746 USD co stanowi wyraźny kontrast wobec najbardziej byczych wizji. Niedźwiedzie rynkowe podkreślają że rynek jest wykupiony a brak nowych negatywnych wstrząsów geopolitycznych naturalnie doprowadzi do realizacji zysków przez fundusze inwestycyjne.
Złoto czy aktywa cyfrowe w portfelu inwestora
Dyskusja o przyszłości złota nieodmiennie wiąże się z porównaniami do innych klas aktywów w tym przede wszystkim do waluty Bitcoin która również walczy o miano cyfrowego magazynu wartości. Peter Schiff zauważył, że podczas gdy Bitcoin zmaga się z oporami technicznymi złoto bez większego problemu taranuje kolejne bariery cenowe. Ta rywalizacja przyciąga uwagę inwestorów szukających ochrony przed inflacją i długiem publicznym USA który nie przestaje rosnąć. Złoto jako aktywo dojrzałe i historycznie sprawdzone cieszy się jednak większym zaufaniem konserwatywnych instytucji które nie potrzebują obietnic nowych technologii aby lokować kapitał w kruszcu. Warto zauważyć że w przeciwieństwie do Ethereum które jest mocno powiązane z ekosystemem technologicznym złoto reaguje niemal wyłącznie na czynniki makroekonomiczne i polityczne. Analitycy UBS wskazują że jedynym poważnym zagrożeniem dla złota byłaby niespodziewanie jastrzębia postawa Rezerwy Federalnej ale przy obecnych danych o inflacji taki scenariusz wydaje się mało prawdopodobny. Inwestorzy powinni zatem bacznie obserwować każde kolejne 100 USD wzrostu ponieważ zbliżanie się do granicy 6000 USD wywoła prawdopodobnie ogromną zmienność na wszystkich rynkach surowcowych. Ostateczny wynik tego wyścigu zależy od tego czy świat zdoła powrócić na ścieżkę stabilizacji czy też 2026 rok zapisze się w historii jako czas ostatecznego pożegnania z tanią energią i stabilnym pieniądzem papierowym.