Na papierze wszystko powinno działać przeciwko złotu. Realne stopy procentowe nie wariują, dolar nie tonie, a globalna gospodarka – choć pełna napięć – jeszcze nie przekroczyła granicy paniki. A mimo to kruszec właśnie ponownie przebił poziom 5 000 dolarów i wygląda, jakby grawitacja przestała go obowiązywać. Ruchir Sharma, przewodniczący Rockefeller International, mówi wprost: to nie jest już rajd oparty na fundamentach.
Złoto przestało słuchać makro. „Oderwane od fundamentów”
Historycznie złoto reagowało przewidywalnie. Spadały realne stopy? Złoto rosło. Inflacja przyspieszała? Złoto rosło. Dolar słabł? Złoto rosło. Tym razem jednak klasyczne czynniki nie tłumaczą ruchu z ostatnich miesięcy. Owszem, banki centralne zaczęły dywersyfikować rezerwy już w 2023 roku, ale obecna skala wzrostów wykracza poza ten argument.
Zdaniem Sharmy za rajdem stoi przede wszystkim potężny napływ kapitału do ETF-ów opartych na złocie. Innymi słowy: nie makro, lecz przepływy finansowe. To zmienia wszystko.
[KLIKNIJ ABY POWIĘKSZYĆ]
Złoto ewoluowało z „bezpiecznej przystani” do aktywa opartego o momentum. Inwestorzy kupują nie dlatego, że boją się inflacji czy krachu dolara, ale dlatego, że cena rośnie. To mechanizm samonapędzający się. W pewnym momencie to już nie dane gospodarcze są paliwem, ale sama dynamika rynku.
Co ciekawe, inne aktywa nie wysyłają podobnych sygnałów alarmowych. Rentowności obligacji USA pozostają względnie stabilne, dolar nie załamuje się. Nawet Bitcoin – przez lata nazywany „cyfrowym złotem” – notuje spadki. Złoto jest dziś niemal samotną zieloną wyspą.
Sharma porównuje sytuację do końcówki lat 70., gdy momentum było tak silne, że samo uzasadniało ceny. Wtedy dopiero gwałtowny wzrost realnych stóp procentowych zatrzymał hossę na kruszcu.
Co dalej ze złotem?
Ekspert nie widzi dziś podobnego game changera na horyzoncie. I choć przyznaje, że cena oderwała się od fundamentów, to jednocześnie podkreśla: nie ma też wyraźnej siły, która mogłaby ten rajd zatrzymać. Dla inwestorów oznacza to jedno: gra toczy się dalej. Ale z jednym okiem zawsze skierowanym w stronę wyjścia.