Wenezuela domaga się zwolnienia 31 ton złota ze swoich rezerw, które pozostają zamrożone w Banku Anglii. Jako oficjalny powód jej władze podają konieczność sfinansowania odbudowy po trzęsieniu ziemi, które 24 czerwca tego roku nawiedziło kraj, zabijając co najmniej 3811 osób. Pismo w tej sprawie trafiło do króla Karola III, a jego autorką jest tymczasowa prezydent Delcy Rodríguez. Środki z rezerw mają w teorii zostać przeznaczone na pomoc ofiarom i odbudowę regionów dotkniętych katastrofą. Wartość kruszcu szacuje się na co najmniej 1,95 mld dolarów, choć przy obecnych cenach złota może to być powyżej 4 mld.
Złoto to, zdeponowane w Londynie od lat 80., zostało zamrożone w 2018 roku po sfałszowanych wyborach prezydenckich, gdy Wielka Brytania i USA odmówiły uznania sprawującego dyktatorskie rządy Nicolása Maduro za prawowitego lidera. Od tego czasu stanowiły przedmiot sporu – i przedmiot pohukiwań Maduro, zwłaszcza w związku z faktem coraz bardziej tragicznej sytuacji finansowej, w którą pod jego rządami starczała się Wenezuela. Gdy ceny ropy spadły, a sankcje międzynarodowe zaostrzyły się, Maduro i jego otoczenie zaczęli traktować krajowe rezerwy jako podręczne źródło gotówki – nie dla kraju, ale dla siebie. W tym sensie zachodnie sankcje po części „uratowały” złoto, które najpewniej zostałoby rozkradzione.
Sytuacja zmieniła się nieco po jego upadku – w tym zakresie, że nowe władze, które poszły na kompromis z Waszyngtonem, faktycznie doczekały się częściowego zniesienia sankcji. W tym zwłaszcza tych najważniejszych – dotyczących eksportu ropy i innych surowców, oraz inwestycji w tych dziedzinach. Obecne władze, na czele z tymczasową prezydent Delcy Rodríguez (która skądinąd powinna swą „tymczasową” władzę sprawować nie dłużej niż pół roku, jednak fakt ten dyplomatycznie ignoruje), postanowiły uzyskać zwolnienie z sankcji także i w odniesieniu do rezerw kruszcu. Otrzymały zresztą ku temu znakomitą „okazję” – którą było tragiczne trzęsienie ziemi sprzed dwóch tygodni.
Wenezuela w obliczu wstrząsów
Tyle, że trzęsienie ziemi okazuje się w tej sytuacji wyjątkowo wygodnym pretekstem. Katastrofa rzeczywiście spowodowała ogromne zniszczenia infrastrukturalne, jednak apel o zwolnienie złota spotkał się z silnymi podejrzeniami o nieszczerość. Wenezuela, jak twierdzą liczni komentatorzy, mimo upadku Maduro i zainstalowania z błogosławieństwem Waszyngtonu jego dotychczasowej zastępczyni na stanowisku prezydenta, wciąż pozostaje autorytarną kleptokracją, w której wciąż władza wciąż opiera się na sile. Jak się wskazuje, której więźniowie polityczni wciąż siedzą tam za kratami, zaś elity rządzące wciąż bardziej dbają o własne interesy niż o los obywateli. Było to zresztą wyraźnie widoczne właśnie przy okazji tegoż trzęsienia ziemi.
Gabinet Rodríguez przekonująco apelował bowiem o pomoc międzynarodową. Sam jednak ze swej strony nie wykazał się szczególnie gorliwym zaangażowaniem w niesienie wsparcia poszkodowanym. Być może samo to byłoby nawet zrozumiałe, biorąc pod uwagę stan tego państwa i krańcową nieudolność jego organów. Co gorsza jednak, kierując się względami politycznymi władze mnożyły utrudnienia w próbach niesienia pomocy, którą zaoferowały niektóre kraje (jak Salwador czy Izrael), a także zupełnie blokując takie starania podejmowane przez środowiska związane z wenezuelską opozycją i jej liderką, Maríą Coriną Machado (uniemożliwiano im nawet przekroczenie granicy, w wyniku czego tak potrzebne zapasy utknęły w Panamie).
W tym kontekście, twierdzą liczni obserwatorzy, złoto zwolnione z sankcji z dużym prawdopodobieństwem zostałoby sprzeniewierzone przez członków ekipy rządzącej, zaś opozycja domaga się, aby rezerwy przekazano dopiero nowo wybranym w przyszłości władzom w kraju. Za to liczne grono lewicujących polityków w Wielkiej Brytanii entuzjastycznie poparło postulaty, aby Wenezuela została zwolniona z sankcji. Są to jednak politycy z tych samych kręgów, które sympatyzowali z reżimem Maduro oraz jego „boliwariańskim socjalizmem” i niechętne były sankcjom również w momencie ich nałożenia.