Jak wynika z pojawiających się informacji, Wenezuela ma być nieco bliżej uzyskania dostępu do „swojego” złota. Chodzi tutaj o rezerwy kruszcu zdeponowane przez lata w skarbcu Banku Anglii. Trochę niespodziewanie złoto to stało się jednym z istotniejszych argumentów przetargowych w relacjach pomiędzy obecnymi władzami w Caracas a wenezuelską opozycją.
Rozmowy dotyczące tego złota rozpoczęli, wedle doniesień, przedstawiciele „tymczasowych” władz oraz tamtejszej opozycji przy mediacji Stanów Zjednoczonych. W reakcji na nie z kolei, rząd brytyjski miał sygnalizować gotowość do odmrożenia rezerw i przekazania tych aktywów – jakkolwiek najprawdopodobniej nie bezpośrednio. W ramach omawianego rozwiązania kontrolę nad tymi środkami i zarządzać nimi miałby amerykański Departament Skarbu – Wenezuela jednak w dalszym ciągu byłaby ich beneficjentem. Jest to model bardzo podobny do obecnego rozwiązania dot. zysków z eksportu wenezuelskiej ropy. Ma on zagwarantować, że środki nie „rozpłyną się” w kieszeniach przedstawicieli dotychczasowej elity rządzącej w Caracas.
Wenezuela chce złota…
Rezerwy, o których mowa, zawierają ok. 31 ton złota, wartego obecnie ok. 4 miliardy dolarów. Zostały one zamrożone w 2018 r., w reakcji na ekscesy socjalistycznego reżimu Nicolása Maduro i sfałszowanie przez niego kolejnych wyborów. Wielka Brytania odmówiła wówczas dalszego uznawania go za legalnego prezydenta, a wraz z tym zablokowano wenezuelskie aktywa za granicą. Po upadku rządów Maduro, obalonego w wyniku spektakularnej akcji amerykańskich sił specjalnych, i przejęciu władzy przez „tymczasową” prezydent Delcy Rodriguez, jej gabinet rozpoczął starania o odmrożenie kruszcu. Starania te spotkały się z życzliwymi reakcjami w co bardziej lewicujących kręgach brytyjskiej Partii Pracy, z której wywodzi się obecny rząd w Londynie.
Co więcej, nie brak także argumentów natury praktycznej. Ekipa Rodriguez stara się wprowadzać ograniczone, ale jednak znaczące reformy ekonomiczne – obiecując także te polityczne. Po raz pierwszy od dekad Wenezuela otworzyła się na prywatne inwestycje w kluczowych sektorach tamtejszej gospodarki (przede wszystkim wydobyciu ropy oraz metali). Niedawne trzęsienie ziemi, w wyniku którego zginęło ponad 3,8 tys. osób, jeszcze wzmocniło, przynajmniej w wymiarze emocjonalnym, argumenty płynące z Caracas. W ich myśl środki z rezerw niezbędne są do zaspokojenia pilnych potrzeb społecznych, takich jak odbudowa zaniedbanej całymi latami infrastruktury, znajdującej się w rozpaczliwym stanie służby zdrowia czy szkolnictwa.
…ale czyje w istocie jest wenezuelskie złoto?
Nie brak jednak także wątpliwości. Te wiążą się m.in. z faktem, iż rząd Rodriguez, mimo że poszedł na współpracę ze Stanami Zjednoczonymi, w dalszym ciągu tworzą politycy starego socjalistycznego reżimu, i jego środowisko reprezentuje. Wolne wybory prezydenckie, które miały się odbyć, wciąż są bezterminowo odkładane. Pomimo częściowych reform, Wenezuela w dalszym ciągu jest krajem na wskroś przesiąkniętym korupcją. Wenezuelska opozycja w przeszłości wzywała zaś do nieulegania naciskom na oddanie złota, obawiając się, że fundusze zostaną zdefraudowane i rozkradzione przez obecna ekipę rządzącą – podobnie jak za rządów Maduro, gdy rezerwy były traktowane jako źródło gotówki dla skorumpowanej elity władzy
Działacze opozycji pierwotnie apelowali, by złoto przekazano dopiero nowym władzom, wybranym w nie-sfałszowanych wyborach. Teraz jednak, jak można wnioskować z dostępnych informacji, opozycja liczy na wykorzystanie złota jako czynnika skłaniającego władze do dotrzymania formalnych zobowiązań dot. wyborów oraz demontażu systemu represji. Bardzo możliwe, że czerpie tutaj inspirację z doświadczeń ubiegłych kilku miesięcy. Po tym, jak rząd Rodriguez uzyskał częściowe zwolnienie z amerykańskich sankcji (tych najważniejszych, dotyczących eksportu naftowego) – i pierwszy raz od lat wrócił jako dostawca na światowy rynek ropy – Wenezuela faktycznie przeżyła znaczące odprężenie i złagodzenie dotychczasowego reżimu władzy.