Chiński sąd wydał wyrok w głośnej w Chinach aferze, w toku której grono „przedsiębiorczych”, a przy tym niezaprzeczalnie kreatywnych obywateli tego kraju wzbogaciło się, dokonując oszustw w oparciu o sfałszowane złoto. Wyrok ten zawiera jednak istotny haczyk.
Sentencja samego orzeczenia była oczywiście skazujący i surowy, typowo dla chińskiego wymiaru sprawiedliwości – z tym wszakże zastrzeżeniem, że chińskim władzom nie udało się ująć samych zainteresowanych. W tej sytuacji chińscy sędziowie postanowili przynajmniej zająć ich majątki. Rzecz jednak w tym, że czyniąc to, usiłują rozszerzyć swą władzę poza granicami ChRL. Jak to w ogóle możliwe?Najprościej powiedzieć, że w ogóle niemożliwe – tyle, że chińskie państwo nie przyjmuje tego do wiadomości.
Złoto „prawie jak autentyczne”
Ale po kolei. 27 marca 2026 roku pośredni Sąd Ludowy w Wienanie (Weinan Intermediate People’s Court) w prowincji Shaanxi wydał orzeczenie w sprawie oszustwa na gigantyczną skalę. Sprawa dotyczy panów Zhanga Qingmina oraz Zhanga Shumina (zbieżność nazwisk rodowych – które w Chinach umieszczane są na początku, przed imieniem – niekoniecznie musi przy tym oznaczać ich pokrewieństwo). Mechanizm ich działalności był dość prosty, i opierał się o fałszywe złoto posłużyło jako zabezpieczenie kredytów o wartości przekraczającej 2,7 miliarda juanów (391 milionów dolarów).
Według ustaleń sądu, w latach 2011–2016 Zhang Qingmin wraz z innymi osobami wytwarzał podrabiane sztaby złota, do których dodawano wolfram, a następnie zastawiał je w czterech instytucjach finansowych działających na terenie prowincji Shaanxi, Henan oraz w innych regionach Chin. Sposób był prosty i skuteczny: fałszywe „złoto” o wysokiej masie i pozornie autentycznym wyglądzie pozwalało wyłudzić kredyty, których oczywiście nie spłacano. Straty banków przekroczyły 2,7 miliarda juanów – kwotę, która w nawet w Chinach, kulturowo otrzaskanych z korupcją i przestępczością finansową (także tą z wykorzystaniem złota) stanowi niejakie osiągnięcie.
W związku z faktem, że obydwaj panowie Zhang przebywają poza granicami Chin i nie stawili się przed sądem, sąd nakazał konfiskatę 17 nieruchomości oraz środków z siedmiu rachunków bankowych wraz z należnymi odsetkami, z przeznaczeniem na zwrot poszkodowanym instytucjom finansowym.
Chiny bez granic?
Jednak zamiast ograniczyć się do aktywów na terenie Chin, sąd poszedł o krok dalej. Orzeczenie obejmuje nieruchomości położone na Cyprze – jak wiadomo, państwie członkowskim Unii Europejskiej, znajdującym się ponad 7 tys. kilometrów od Shaanxi. Chiński wymiar sprawiedliwości uznał, że 17 domów i mieszkań zakupionych przez oskarżonych na wyspie podlega jego jurysdykcji, podobnie jak siedem kont bankowych, z których środki i odsetki mają trafić do poszkodowanych. Decyzja nie sugeruje przy tym żadnych wątpliwości co do możliwości wykonania wyroku poza granicami Chińskiej Republiki Ludowej.
Może się to wydawać niewiele znaczącym szczegółem, jednak dość dobitnie ilustruje specyficzne podejście Chin do kwestii jurysdykcji: w myśl praktykowanego przez Pekin podejścia, tam, gdzie pojawiają się chińscy obywatele i ich aktywa, granice suwerennych państw tracą na znaczeniu. Cypr nie jest stroną żadnej umowy o wzajemnej pomocy prawnej, która uprawniałaby chiński sąd do konfiskaty nieruchomości na jego terytorium. Mimo to ten ostatni postępuje tak, jakby jego kompetencje rozciągały się automatycznie na każdą nieruchomość, której właścicielem jest Chińczyk – niezależnie od lokalnego prawa i woli miejscowych.
Orzeczenie nie precyzuje, w jaki sposób wierzyciele mają odzyskać te konkretne 17 nieruchomości. Nie musi. Wystarczy fakt, że sąd uznał je za swoje do konfiskaty – o ile naturalnie cypryjskie władze uznają, że chiński wyrok ma jakiekolwiek znaczenie na ich terytorium i poczują się związane jego postanowieniami. Na razie ten ostatni pozostaje demonstracją ambicji i woli: chiński sąd nie pyta o jurysdykcję, lecz po prostu zakłada, że ją ma, zaś inni mają się dostosować.
Tupecik w skali międzynarodowej
Cała sprawa oszustwa w oparciu o sfałszowane złoto nie jest przy tym precedensem w sensie formalnym, lecz wpisuje się w szerszy wzorzec, w którym chińskie sądy coraz śmielej sięgają po aktywa zagraniczne w sprawach karnych o charakterze gospodarczym. Nie jest to zresztą nawet przykład najbardziej rażący. Od lat 2022-23 wybuchło już kilka głośnych afer, gdy okazało się, że chińska policja zakładała i prowadziła pokątne posterunki policyjne na terytorium obcych państw (w tym USA i Kanady, szeregu krajów UE, Australii, Japonii czy Korei).
Posterunki te miały wymiar bynajmniej nie tylko symboliczny. Oficjalnie miały służyć jako punktu „usług publicznych” dla obywateli ChRL – choć działały bez żadnego oficjalnego umocowania i poza terenem obiektów dyplomatycznych. W rzeczywistości jednak dyslokowany tam chiński personel policyjny usiłował (i to nawet w oficjalnych mundurach) egzekwować chińskie przepisy we wspomnianych krajach w odniesieniu do chińskiej diaspory, posuwając się nawet do prób porwań („aresztowań”).
Dotyczyło to w szczególności antykomunistycznych dysydentów i innych krytyków totalitarnych władz w Pekinie. Niejednokrotnie adresatom grożono, szantażowano ich także losem ich pozostającej w Chinach rodziny.