Srebro „papierowe” coraz niżej, fizyczne – coraz bardziej pożądane. Strukturalne wstrząsy rynku na horyzoncie?

Rynek srebra obserwuje coraz większe napięcia strukturalne między fizycznym kruszcem a jego giełdowymi notowaniami. Jak wiadomo, po wzroście notowań o 140 proc. w całym 2025 r. oraz dodatkowym 70-procentowym rajdzie w styczniu 2026 r., który wyniósł ceny chwilowo powyżej 120 dol. za uncję, nastąpiła gwałtowna korekta. W ciągu kilku tygodni srebro straciło na wycenie ponad jedną trzecią – do poziomu 73,5–75 dol. za uncję na 17 lutego 2026 r.

? Choć powody tego załamania dalej są przedmiotem rozważań i podejrzeń o manipulację, trudno nie dostrzec tu tendencji – jest nią „rozjeżdżanie się” rynku. Rozjeżdżanie się, rzecz jasna, obiegu kontraktów terminowych oraz innych (często przelewarowanych) instrumentów opartych o ten metal, oraz realiów rynku przemysłowo-wydobywczego. Jak to bowiem możliwe, by srebro, które pozostaje przedmiotem rekordowego deficytu i rosnącego popytu produkcyjnego, niezależnego od równie niegasnącego popytu inwestycyjnego, notuje tak gwałtowne korekty i załamania, jak niedawno obserwowano.

Srebro w obiegu „wysycha” giełdom

Relacja ilości srebra papierowego do fizycznego wynosi obecnie około 356:1. W takim środowisku wartość kontraktów futures obarczona jest coraz większym ryzykiem braku pokrycia, zbliżonym do mechanizmu rezerwy częściowej. Tymczasem popyt fizyczny na srebro, zwłaszcza przemysłowy w Azji, konsekwentnie przewyższa podaż. W 2025 r. globalny deficyt rynkowy sięgnął 95 mln uncji – był to piąty kolejny rok niedoboru. Kumulatywny deficyt z pięciu lat przekroczył 800 mln uncji, co odpowiada całej rocznej światowej produkcji górniczej. Na 2026 r. prognozowany jest dalszy niedobór rzędu 67 mln uncji.

Tymczasem zapasy srebra zarejestrowanego na giełdzie COMEX spadły poniżej 100 mln uncji – do 98,138 mln uncji wg stanu na 11 lutego – przy jednoczesnym wycofaniu dodatkowych 4,7 mln uncji z kategorii dostępnego towaru. W styczniu, miesiącu niebędącym typowo okresem zwiększych dostaw, zgłoszono zapotrzebowanie na ponad 40 mln uncji fizycznego metalu. Jak się przewiduje, w marcu, kluczowym miesiącu rozliczeniowym, będące w mocy zlecenia dostawy mogą osiągnąć 70–80 mln uncji, co realnie grozi wyczerpaniem dostępnych rezerw giełdowych kruszcu.

Domek ze srebrnych kart

Presję potęgują regionalne dysproporcje: premia cenowa na fizyczne srebro (ale tylko fizyczne…) w Szanghaju sięga 10 dol. za uncję ponad ceny spot na Zachodzie, a zapasy w Londynie, gdzie do niedawna przechowywano znaczącą część kruszcu w obiegu inwestycyjnym, pozostają przedmiotem niedoborów od wielu miesięcy. Międzynarodowe przepływy metalu – wywołane wiosennymi obawami celnymi oraz jesiennym boomem popytu w Indiach – jedynie przesuwały zasoby między centrami, nie likwidując fundamentalnego niedoboru.

W przypadku niepowodzenia fizycznych dostaw na COMEX wartość papierowych kontraktów na srebro potencjalnie mogłaby spaść do zera, podważając mechanizm cenowy całego rynku. Efekt domina byłby wówczas nieunikniony: wstrząs na srebrze rozprzestrzeniłby się na złoto, a stamtąd na rynki kredytowe, biorąc pod uwagę rolę metali szlachetnych jako zabezpieczenia wobec długu publicznego USA na poziomie 38 bln dol. Strukturalne zaburzenia na rynku srebra wydają się coraz bardziej realne, grożąc scenariuszem kaskadowych konsekwencji dla powiązanych segmentów systemu finansowego.

To, oczywiście, przy założeniu, że stosowna liczba uczestników rynku straci zaufanie do tegoż systemu finansowego. Ale szczerze, czemu w istocie – biorąc pod uwagę skalę dysproporcję zobowiązań i możliwości ich realizacji – mieliby go nie stracić?