Srebro, metale przemysłowe zwolnione z ceł. Decyzja Białego Domu w kontrze do dotychczasowej polityki

Władze federalne USA zdecydowały o wstrzymaniu nałożenia ceł na import srebra oraz innych krytycznych minerałów. Decyzja ta, ogłoszona 14 stycznia 2026 r., wynika z analizy bezpieczeństwa narodowego i przesuwa akcent na negocjacje handlowe z „partnerami międzynarodowymi”, cokolwiek to pojęcie w rzeczywistości oznacza. Zamiast natychmiastowych ceł, administracja Donalda Trumpa skupi się na ustaleniu minimalnych cen importowych oraz zabezpieczeniu dostaw poprzez umowy bilateralne.

Wśród minerałów objętych decyzją znajdują się srebro, lit, kobalt, nikiel, metale ziemi rzadkich, gal, german, ind, itr, prazeodym, terb, fluor czy brom, a także metale grupy platynowej i grafit. Dotyczy ona również produktów pochodnych, takich jak magnesy trwałe z domieszkami metalu ziem rzadkich, baterie litowo-jonowe czy komponenty elektroniczne stosowane w pojazdach elektrycznych czy zaawansowanym uzbrojeniu. Lista obejmuje ponad 50 substancji uznanych za kluczowe dla gospodarki USA.

Podstawą wstrzymania ceł jest ocena zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego – która, co nie powinno zaskakiwać, wykazała całkowitą zależność USA od importu w przypadku 12 minerałów oraz co najmniej 50-procentową w odniesieniu do 29 innych. Po latach, a wręcz dekadach outsourcingu produkcji (przede wszystkim oczywiście do Chin), motywowanego wyłącznie maksymalizacją zysków w najkrótszym możliwym terminie oraz pompowaniem kursu akcji, postępowanie takie przyniosi swoje efekty.

Tymczasem niestabilne łańcuchy dostaw, podatne na zakłócenia geopolityczne, wahania cen oraz spadająca krajowa zdolność produkcyjna i przetwórcza tworzą ryzyka dla sektorów obronnych, infrastruktury krytycznej i technologii zaawansowanych. Tymczasem platynowce, srebro, metale ziem rzadkich i inne wspomniane minerały są niezbędne do produkcji sprzętu wojskowego, takiego jak samoloty, pociski czy okręty, a także do rozwoju infrastruktury energetycznej i komunikacyjnej.

Srebro i inne metale – za cenne, żeby je oclić

Decyzja ma istotne implikacje ekonomiczne. W dniu ogłoszenia ceny srebra spadły o ponad 7 proc., cofając się z rekordowego poziomu powyżej 93 dol. za uncję, choć później odzyskały większość strat. W ujęciu rocznym srebro odnotowało wzrosty wzrosły o blisko 150 proc., przewyższając złoto, co wynikało z popytu przemysłowego i roli jako aktywa bezpiecznego. Wstrzymanie ceł zmniejsza ryzyko zakłóceń handlowych, obniżając premię za ryzyko polityczne, która windowała ceny.

Wcześniejsza niepewność w odniesieniu do perspektywy ceł spowodowała, że fizyczne srebro zaczęto masowo wysyłać za Ocean. Skala transferu tego metalu z Londynu czy Szwajcarii (a nawet ośrodków azjatyckich) do USA doprowadziła do historycznego spadku zapasów i zwiększonej zmienności cen. Relacja ceny złota do srebra spadła do poziomu poniżej 50, najniższego od 2011 r. – i to mimo że rok temu złoto przeżywało analogiczne zjawisko masowej wysyłki do USA, w obawie przed cłami.

W szerszym kontekście handlowym, decyzja odzwierciedla zmianę podejścia administracji Trumpa. Jej ulubione narzędzie gospodarcze, cła, nie wystarcza do zabezpieczenia niezbędnych dostaw – stymulowana przez aktywną politykę celną produkcja wewnętrzna potrzebuje bowiem całych lat i miliardów dolarów inwestycji, aby jej dostawy mogły na powrót pokryć znaczącą (a w ambitnych założeniach Waszyngtonu – nawet całość) amerykańskiego popytu przemysłowego.

Zamiast nich, USA z konieczności wracają do negocjacji z kluczowymi dostawcami. W tym tymi najbardziej problematycznymi, tj. Chinami. Pekin niedawno nałożył kolejne restrykcje eksportowe – tym razem m.in. na srebro. Administracja Trumpa nakazała sporządzenie w ciągu 180 dni raportu na temat postępów w rozmowach oraz monitorowanie importu. Niezależnie od tego, Waszyngton coraz aktywniej prowadzi zabiegi w Ameryce Płd. – której kraje, jak Peru czy Boliwia, należą do najzasobniejszych w omawiane metale na świecie.