Pekińska policja zatrzymała (niektórych) członków grupy oszustów wyłudzających złoto pod pretekstem „inwestycji”. Sprawa miała swój początek w styczniu tego roku. Pracownik sklepu jubilerskiego w pekińskiej dzielnicy Fangshan zgłosił wówzas organom ścigania klienta, który umówił się na zakup złota o wartości kilku milionów juanów. Okazało się, że nabywca padł ofiarą internetowego schematu inwestycyjnego i wierzył, że zakup kruszcu to pewna inwestycja. Co do zasady nie byłoby założeniem błędnym, gdyby nie fakt, że oszuści przekonali go, by to złoto „przesłać” dalej.
Dzięki współdziałaniu policji i rodziny ofiary (!) transakcja została w porę przerwana, a złoto nie trafiło w ręce oszustów. Incydent ten stał się punktem wyjścia dla szerszej operacji, w wyniku której od początku roku pekińska policja zlikwidowała 48 grup przestępczych zajmujących się zbieraniem złota lub gotówki, aresztując ponad 280 podejrzanych i zatrzymując 8,23 kg złota.
Grupy te powszechnie wykorzystywały do tego procederu podstawione osoby, tzw. słupy, które oszukiwano i mamiono zapewnieniami o czekających je zyskach i bezpiecznym jakoby charakterze „inwestycji w złoto”. W Chinach powszechne są także scamy w oparciu o podrobione lub sfałszowane złoto, wciskane nabywcom jako „prawdziwe”.
Ściany mają uszy. I okienka bankowe też
Skala operacji ujawnia jednak coś więcej niż tylko efektywność chińskich służb. Sukces akcji zawdzięczano przede wszystkim systemowi inwigilacji. W tym przypadku – tej tradycyjnej, osobowej (działającej niezależnie od wszechobecnej inwigilacji elektronicznej). W jej ramach pracownicy sklepów, banków czy innych instytucji pełnią rolę konfidentów, donosząc organom państwowym na klientów oraz inych współobywateli.
W Chinach sieć państwowych szpicli oraz konfidentów jest rozbudowana na niebywałą skalę. Według szacunków politologa Minxina Pei, w latach 2010–2020 państwo utrzymywało od 10,2 do 15,8 miliona informatorów, a także od 830 tysięcy do 1,2 miliona aktywnych „oczu i uszu” rocznie. Ci ostatni monitorują przydzielone im „stanowiska”, takie jak obiekty handlowe, świątynie, kampusy uniwersyteckie czy przestrzenie internetowe.
Łącznie pod obserwacją znajduje się od 7,3 do 12,7 miliona obywateli, w tym petenci, protestujący, mniejszości etniczne i działacze religijni
Złoto drogą ucieczki przed Wielkim Bratem
System ten, oparty na masowym donosicielstwie i wszechobecnej inwigilacji, sprawia, że obywatele posiadający złoto są w Chinach narażeni nie tylko na działanie przestępców, ale także – a raczej przede wszystkim – na fiskalną chciwość i arbitralne działania państwa. Gdy bowiem organy ścigania mogą w każdej chwili zidentyfikować i zablokować transakcje lub zagrabić kruszec, jakiekolwiek rozumienie bezpieczeństwa własności staje się iluzoryczna.
Skądinąd, jedną z nielicznych dostępnych dla Chińczyków dróg ucieczki przed agresywną inwigilacją ze strony komunistycznego państwa jest właśnie złoto – którego, jeśli zostało nabyte offline i posiadane w formie fizycznej, nie sposób ot tak skonfiskować. Tym niemniej w dużej mierze zależy to od dyskrecji samych posiadaczy.
Totalitarne chińskie państwo, dysponując siecią milionów informatorów i zaawansowanymi narzędziami monitoringu, ma bowiem możliwość ingerencji w życie obywateli na niespotykaną skalę. W praktyce oznacza to, że przed chciwością władz trudniej się obronić niż przed oszustwami – ci drudzy przynajmniej działają w szarej strefie prawa, podczas gdy państwo działa w jego imieniu.