Sektor prywatny dołącza do banków centralnych: nowa era na rynku złota i prognozy sięgające $5,400

Rynek złota dostaje kolejne mocne sygnały od największych graczy finansowych. Goldman Sachs właśnie podniósł swoją prognozę ceny złota na koniec 2026 roku do $5,400 za uncję – to o ponad 10% więcej niż zakładano zaledwie kilka tygodni temu. Jednocześnie najnowsze dane o inflacji w USA pokazują, że problem z rosnącymi cenami wcale nie znika, a Rezerwa Federalna ma coraz więcej powodów, by trzymać stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Jak te dwa wątki łączą się w większą całość i co to oznacza dla inwestorów?

Goldman Sachs widzi złoto jeszcze wyżej – $5,400 za uncję w grudniu 2026

Kilka tygodni temu cel na poziomie $4,900 za uncję wydawał się już bardzo ambitny. Teraz Goldman Sachs podnosi poprzeczkę do $5,400, argumentując, że sektor prywatny dołącza do banków centralnych w strategii dywersyfikacji portfeli w kierunku złota. Inwestorzy prywatni kupują złoto jako zabezpieczenie przeciwko ryzykom makroekonomicznym, których rozwiązanie nie nastąpi w ciągu jednego roku. Chodzi o długoterminowe obawy dotyczące stabilności fiskalnej głównych gospodarek i trajektorii polityki monetarnej. Te pozycje są stabilne – nie zostaną zlikwidowane po pierwszym lepszym sygnale uspokojenia.

Goldman przewiduje, że banki centralne krajów rozwijających się będą kontynuować strukturalną dywersyfikację rezerw w złoto, kupując średnio 60 ton miesięcznie w 2026 roku. W Sklep Szlachetne Inwestycje również widzimy znaczny wzrost zainteresowania złotem.To kontynuacja trendu, który nabrał tempa po 2022 roku, kiedy zamrożenie rosyjskich rezerw wywołało efekt domina – zarządzający rezerwami w krajach emerging markets zaczęli inaczej postrzegać ryzyka geopolityczne. Dla nich złoto to nie spekulacja, tylko element strategii bezpieczeństwa finansowego.

Dlaczego prywatni inwestorzy dołączają do centralnych banków

Tutaj właśnie tkwi istota obecnej sytuacji na rynku złota. W 2025 roku zachodnie fundusze ETF zwiększyły swoje zasoby o około 500 ton – znacznie więcej niż zakładano na podstawie samych obniżek stóp procentowych w USA. To sugeruje, że za wzrostem popytu stoi coś więcej niż tylko reakcja na politykę Fed. Goldman zwraca uwagę na tzw. „debasement trade” – zakupy fizycznego złota przez zamożne rodziny i strategiczne kupowanie opcji call przez inwestorów, którzy obawiają się długoterminowej erozji wartości pieniądza. Obawy te nie są bezpodstawne w kontekście rosnących deficytów budżetowych w głównych gospodarkach i ekspansywnej polityki fiskalnej.

Warto spojrzeć na liczby: złoto stanowi obecnie zaledwie 0,17% prywatnych portfeli finansowych w USA – to o 6 punktów bazowych mniej niż w szczytowym momencie w 2012 roku. Z uwagi na to, że złoto staje się coraz droższe to duże zainteresowania pojawia się również na srebrze, gdzie kurs srebra osiąga również kolejne rekordy. Goldman szacuje, że każdy 1 punkt bazowy wzrostu udziału złota w amerykańskich portfelach (wynikający z zakupów, a nie ze wzrostu cen) podnosi cenę kruszcu o 1,4%. Przestrzeń do dalszego wzrostu jest więc znaczna, zwłaszcza jeśli niepewność polityczna i geopolityczna będzie się utrzymywać.

Inflacja nie odpuszcza, Fed w trudnej pozycji

A teraz druga strona medalu. Opublikowane właśnie (z opóźnieniem wynikającym z 43-dniowego zamknięcia rządu) dane o inflacji w USA pokazują, że problem z rosnącymi cenami wcale się nie rozwiązuje. Bazowy wskaźnik PCE – ulubione narzędzie Rezerwy Federalnej do mierzenia inflacji – wzrósł w listopadzie do 2,8% rocznie z 2,7% w październiku. To więcej niż oczekiwali ekonomiści i wciąż wyraźnie powyżej celu Fed wynoszącego 2%.

Co ciekawe, mimo podwyższonej inflacji cena złota pozostaje stabilna powyżej $4,800 za uncję. To pokazuje, że rynek złota nie reaguje już tak bezpośrednio na dane o inflacji i decyzje dotyczące stóp procentowych, jak to bywało w przeszłości. Dlaczego? Ponieważ funkcja złota ewoluowała – z prostego zabezpieczenia przed inflacją stało się ono przede wszystkim aktywem bezpiecznej przystani w obliczu niepewności geopolitycznej i systemowej.

Prezes Fed Jerome Powell sygnalizował w zeszłym miesiącu, że bank centralny chce zaczekać i ocenić kondycję gospodarki, zanim powróci do obniżek stóp. Rynki nie spodziewają się pierwszej obniżki przed czerwcem 2026 roku. Goldman zakłada w swoich prognozach dodatkowe 50 punktów bazowych luzowania ze strony Fed w 2026 roku, ale nawet jeśli to nastąpi, sama perspektywa utrzymującej się inflacji i wyższych przez dłuższy czas stóp nie zmienia zasadniczego obrazu dla złota. Warto też zauważyć, że przy podwyższonej inflacji konsumpcja w USA pozostaje względnie stabilna (wzrost o 0,5% w listopadzie), nawet przy spadających dochodach. To sugeruje, że konsumenci sięgają po oszczędności lub kredyt, co w dłuższej perspektywie może zwiększać ryzyka systemowe.

Perspektywy: złoto w centrum zmian strukturalnych

To, co obserwujemy na rynku złota w 2025 i 2026 roku, to nie jest klasyczna hossa napędzana spekulacją czy inflacją. To coś głębszego – zmiana strukturalna w postrzeganiu roli złota w globalnym systemie finansowym. Gdy największy bank inwestycyjny świata podnosi prognozę o ponad 10% w ciągu kilku tygodni i jednocześnie podkreśla, że ryzyka są skierowane jeszcze bardziej w górę, warto to potraktować poważnie.

Dla inwestorów w Polsce oznacza to kilka rzeczy. Po pierwsze, złoto przestaje być „alternatywną” inwestycją – staje się elementem głównego nurtu strategii dywersyfikacji portfela. Po drugie, obecne poziomy cen, choć wysokie historycznie, mogą okazać się punktem wejścia, który za kilka lat będzie wyglądał atrakcyjnie. Po trzecie, warto zwrócić uwagę na strukturę własnej ekspozycji – czy to fizyczne złoto, ETF-y, czy złote monety bulionowe – każda forma ma swoje zalety w różnych scenariuszach.

Ostatecznie, niezależnie od tego, czy Fed obniży stopy w czerwcu czy później, czy inflacja spadnie do celu, czy nie – fundamenty dla złota wyglądają mocno. Gdy zarówno banki centralne, jak i prywatni inwestorzy idą w tym samym kierunku, trudno stawiać przeciwko temu trendowi.