Cena srebra na światowych rynkach przekroczyła po raz pierwszy w historii poziom 100 dolarów za uncję trojańską, osiągając w notowaniach kontraktów futures na giełdzie Comex wartość 100,25 dol. W ten sposób srebro przekroczyło „magiczną” granicę – magiczną naturalnie w odniesieniu do magii ludzkiej psychologii i wpływu, jaki na te ostatnią miewa symbolizm okrągłych liczb. Akcent ten stanowi kulminację meteorycznego cyklu wzrostu, który w poprzednim roku wyniósł 150 proc., a od początku bieżącego roku dodał kolejne 40 proc. do wyceny srebrzystego metalu.
Wzrost notowań srebra napędzany jest splotem krótko- i długofalowych czynników makroekonomicznych. Osłabienie dolara dolara, połączone z obniżeniem realnych stóp procentowych, sprzyja inwestycjom w aktywa materialne. Dodatkowym impulsem jest rosnąca niepewność geopolityczna, która jak zawsze zwiększa popyt na metale szlachetne jako bezpieczną przystań dla kapitału, chroniąc go przed wzrostami inflacji czy fiskalistycznymi zakusami rządów.
Cena srebra na dopalaniu
W efekcie na rynku futures zaobserwowano historyczny short squeeze, czyli gwałtowne zamykanie krótkich pozycji przez inwestorów instytucjonalnych, co sprawiło, że cena srebra dodatkowo podskoczyła. Trend ten uzupełnia silny popyt ze strony inwestorów detalicznych, widoczny w transakcjach na platformach ETF i sprzedaży fizycznych monet oraz sztabek. To wszystko przełożyło się na spadek relacji cenowej złota i srebra do nieco powyżej 50 – najniższego od 2011 r.
Zapotrzebowanie na srebro ze strony przemysłu rośnie dynamicznie, głównie za sprawą sektorów elektroniki czy energii odnawialnej. Zastosowania w panelach słonecznych, bateriach pojazdów EV oraz rozbudowie infrastruktury sieciowej pochłaniają coraz większe ilości metalu. Według szacunków, globalny, uporczywy deficyt srebra na rynku w ubiegłym roku osiągnął wolumen około 200 mln uncji. A o metal dostępny na rynku z przemysłem konkurują inwestorzy.
Tymczasem podaż z kopalń pozostaje ograniczona, gdyż srebro wydobywane jest głównie jako produkt uboczny przy okazji eksploatacji miedzi, ołowiu czy cynku. Niewiele jest też – co dodatkowo pogłębia tę nierównowagę – nowych inwestycji w wydobycie tego metalu, na co składają się wysokie koszty i regulacje środowiskowe. Wiele dotąd eksploatowanych złóż tego kruszcu jest przy tym coraz bardziej wyeksploatowanych, zaś te dotąd nienaruszone są znacznie trudniej dostępne.
Wszystkie drogi wiodą w górę?
Finansowe implikacje tego przełomu są wielowymiarowe. Dla gospodarek zależnych od importu surowców, jak kraje Unii Europejskiej, rosnąca cena srebra może podnieść koszty produkcji w branżach elektronicznej i fotowoltaicznej, co przełoży się na wyższą inflację bazową – oczywiście jeśli produkcja ta w ogóle w Europie przetrwa, co biorąc pod uwagę samobójczą, „zieloną” politykę energetyczną, przekładającą się na astronomiczne ceny energii, nie jest niestety bynajmniej pewne.
Z drugiej strony, producenci srebra, tacy jak Meksyk, Peru czy Boliwia, zyskują na eksporcie, poprawiając bilanse płatnicze. Do grona największych producentów zaliczają się zresztą także Chiny – te jednak eksport swojego srebra ograniczają. Na rynkach finansowych srebro staje się atrakcyjną alternatywą dla złota, którego cena zbliża się do 5000 dol za uncję. Obserwatorzy wskazują na psychologiczny efekt „bariery 100 dolarów”, który może przyciągnąć dodatkowych kapitał spekulacyjny.
Oczywiście, istnieje też ryzyko. Potencjalne spowolnienie gospodarcze na świecie, zwłaszcza we wspomnianych Chinach – największym konsumencie srebra przemysłowego – mogłoby osłabić popyt i spowodować korektę cen. Wysoka zmienność metalu, wynikająca z mniejszego rynku w porównaniu do złota, zwiększa prawdopodobieństwo gwałtownych wahań. W scenariuszu utrzymującej się presji inflacyjnej srebro może jednak kontynuować trend wzrostowy nawet i w takim przypadku, osiągając w perspektywie roku poziomy powyżej 120 dol. za uncję, pod warunkiem stabilizacji podaży.