W ostatnich miesiącach złoto wymyka się jakimkolwiek szacunkom i analizom. Uśrednione prognozy na 2026 roku wskazywały, że na koniec roku zobaczymy około 5000 dolarów za uncje. Tymczasem w momencie, gdy powstaje ten tekst, metal przebił 5300 dolarów. Wiele osób obserwuje to ze zdumieniem i zastanawia się, czy przegapiły okazję. Na to pytanie nikt nie jest w stanie jednoznacznie odpowiedzieć, ale zawsze warto poznać opinię doświadczonych inwestorów. Bardzo ciekawe spojrzenie na złoto przedstawił Ray Dalio. Legenda świata finansów wskazuje, ile powinno go być w portfelu i jak może się zachować w najbliższej przyszłości.
Złoto notuje kolejne rekordy. Ray Dalio podpowiada, czy warto je jeszcze nabyć
Złoty metal jest tak rozpędzony, że trudno uchwycić, co wydarzy się w kolejnych miesiącach. Jakiekolwiek prognozy zawodzą. Kiedy złoto przekraczało 3 tys. dolarów za uncję, rynek oceniał, że to ostateczny szczyt. Tymczasem w ciągu kilku miesięcy pękały kolejne bariery. W chwili pisania tekstu metal jest już powyżej 5300 USD. Wiele osób dalej obserwuje i obawia się, że jest już za późno, by wsiąść do tego pociągu. Na takie pytania nigdy nie ma dobrej odpowiedzi, ale warto posłuchać analiz doświadczonych uczestników rynku.
Ray Dalio, amerykański miliarder i założyciel jednego z największych funduszy hedgingowych na świecie, przedstawił swoje przemyślenia na ten temat. Legendarny inwestor ocenia, że na obecny rajd złota składa się kilka czynników. Przede wszystkim wskazał na rosnące zadłużenie na świecie, które stale prowadzi do osłabiania walut fiducjarnych. To powoduje, że banki centralne, ale i zwykli obywatele poszukują aktywów, które przynajmniej ochronią wartość ich oszczędności.
Dalio ocenia, że na wzrost cen metalu wpływ ma również wojna handlowa, która generuje dużo niepewności. Co więcej, miliarder przypuszcza, że pojawia się kolejne wojny kapitałowe. Państwa i instytucje czują coraz większą presję i niepewność, dlatego szukają bezpiecznych przystani.
Inwestor twierdzi, że niezaprzeczalną jest prawdą, że złoto jest pieniądzem i to właśnie ono jest najmniej narażone na dewaluację lub konfiskatę. Dalio ocenia, że inwestorzy powinni trzymać od 5% do 15% w portfelu, a nawet więcej w czasach wojny lub dewaluacji walut fiducjarnych. Dalej dodaje, że „kiedy inwestorzy pytają mnie, czy powinni kupić, czy sprzedać złoto, biorąc pod uwagę, czy moim zdaniem jego cena wzrośnie, czy spadnie, odpowiadam, że to pytanie taktyczne, drugorzędne, ponieważ powinni zacząć od pytania, jaką ilość złota powinni mieć w swojej strategicznej alokacji aktywów„.
Czy właśnie obserwujemy rosnącą bańkę na złocie?
Eksperci podkreślają, że złoto to przede wszystkim sposób na ochronę kapitału. Złoty metal przede wszystkim ma niejako przenosić wartość posiadanych oszczędności w czasie. Z drugiej strony tak agresywne wzrosty wartości w ostatnich miesiącach powodują, że coraz więcej uczestników rynku dostrzega potencjał na generowanie zysków.
Styczeń zaskoczył absolutnie wszystkich. Uśrednione prognozy wskazywały, że kurs złota pod koniec roku osiągnie 5000 dolarów za uncje. Tymczasem kruszec przekroczył już 5300 USD, a w chwili pisania tekstu uncja złota wyceniana jest na 5290 dolarów. Ostatni raz złoto weszło w nowy rok z takim impetem w 1980 roku.
Eksperci oceniają, że fundamenty do wzrostu złota pozostają nienaruszone. Ole Hansen, dyrektor ds. strategii surowcowej w Saxo Bank, we wtorek napisał: „Czynniki napędzające ten trend są dobrze znane i w dużej mierze oparte na obawach: obawy o niekontrolowaną kreację długu fiskalnego, słabszy dolar w miarę zanikania amerykańskiej wyjątkowości i rotacji kapitału w innych krajach, niepewność geopolityczna wzmacniana przez nieprzewidywalnego prezydenta USA oraz utrzymujące się obawy o inflację”.
Złoto rośnie na niepokoju i napięciach geopolitycznych. Sytuacja na świecie wydaje się na tyle napięta i rozległa, że nawet wygaszenie jednego konfliktu, raczej nie zburzy dynamiki złota.