Powrót do kruszcu – po stu latach. Francja przeprasza się ze złotymi monetami

Francja powraca – po ponad wieku nieobecności – na rynek pieniądza kruszcowego. Monnaie de Paris, paryska mennica (notabene najstarsza taka instytucja świata) zapowiedziała emisję czterech nominałów złotych monet, które trafią do sprzedaży 16 czerwca tego roku. Mają one zwać się Marianne d’or, nawiązując do awersu przedstawiającego profil symbolicznej personifikacji Republiki, podczas gdy rewers ozdobi mapa terytoriów podlegających Paryżowi.

Waga poszczególnych egzemplarzy oscylować będzie pomiędzy 3,11 grama dla najmniejszej oraz 31,1 grama dla największej, czyli ważącej pełną uncję trojańską, przy czystości kruszcu wynoszącej 99,9 procent. Cena detaliczna ma się plasować w okolicach 4600 dolarów za monetę jednouncjową, z marżą rzędu 3–8 procent pokrywającą koszty mennicze i dystrybucyjne.

Oferta ma objąć również wariant cyfrowy e-Marianne, w ramach którego metal pozostaje jako depozyt w skarbcach emitenta, zwalniając nabywcę z konieczności fizycznego przechowywania i zabezpieczania kruszcu – choć w oczywisty sposób zabezpieczenie to nie zabezpiecza oszczędności przed bodaj największym zagrożeniem dla lokat kruszcowych, jakim są fiskalistyczne i kontrolne zapędy państw i rządów.

W założeniu Francuzów, monety te mają konkurować na globalnym rynku z południowoafrykańskimi Krugerrandami, kanadyjskimi Liśćmi Klonu, amerykańskimi Złotymi Orłami czy austriackimi Wiedeńskimi Filharmonikami.

Złote fundamenty, papierowe ściany

Decyzja ta kończy stuletnią przerwę, w toku której Francja pozostawała bez rodzimego środka monetarnego opartego na kruszcu. Epoka ta rozpoczęła się wraz z wycofaniem monet Napoleon i Louis d’Or w latach 20. XX wieku – monet, które od czasów napoleońskich pełniły funkcję płatniczą, a później trafiły do obiegu kolekcjonerskiego o obniżonej czystości.

Tymczasem kraj ten przez wieku budował swoją potęgę monetarną na złocie – by wspomnieć choćby długotrwałe dziedzictwo Jeana-Baptiste’a Colberta, ministra finansów z epoki rządów Ludwika XIV, dla którego jednym z głównych założeń realizowanej przezeń merkantylistycznej polityki było budowanie krajowych rezerw złota oraz dodatniego bilansu handlowego rozliczanego w kruszcu.

Od końca XIX wieku do wybuchu I wojny światowej, Monnaie de Paris biła popularne 20-frankowe monety „Marianne-Kogut”, zawierające 5,801 grama czystego złota przy czystości 90%. Wyemitowano ich łącznie około 117 milionów, co zapewniało płynność i rozpoznawalność na rynku. Ostatnie egzemplarze opuściły mennicę w 1914 roku, a ich produkcja została ostatecznie wstrzymana w latach 20. XX wieku. kiedy to złoto straciło funkcję monetarną na rzecz fiducjarnego franka.

Francja po cichu kapituluje przed kruszcem

Czy też, może dokładniej, nie tyle ją straciło, co zostało jej arbitralnie pozbawione przez decyzje polityków i władz monetarnych – którym przeszkadzało, że złote monety nie podlegają arbitralnym decyzjom banków centralnych i politycznym cyklom wyborczym. A przede wszystkim, nie sposób ich sobie dodrukować, by pokryć pokryć wiecznie rozdęte wydatki i rozpasane budżety. Przez większość XX w. Francja emitowała zatem wyłącznie monety okolicznościowe – złote, ale jedynie kolekcjonerskie.

Obecna decyzja o reaktywacji emisji złotych monet inwestycyjnych następuje w sytuacji, w której złoto odnotowało, w ujęciu średnio- i długoterminowym, spektakularne wzrosty. Monnaie de Paris oferuje teraz instrument, który w istocie stanowi przyznanie się do tego, że system oparty na metalu posiada cechy, których papierowy pieniądz dłużny nie potrafił zastąpić – czego efekty widać w poziomach długu publicznego.

I co francuskie władze same pośrednio przyznają – o tym bowiem świadczyć może niedawna decyzja o sprowadzeniu całości państwowego złota do kraju.