Jeszcze całkiem niedawno ewidentnie przegrzane złoto nie było w topce. Za drogie, za popularne, za dużo ludzi siedzi już w tym samym pociągu. Klasyczne rynkowe marudzenie. Niby wszyscy wiedzą, że chroni przed chaosem, ale gdy cena długo rośnie, nagle zaczyna przeszkadzać, że inni też wpadli na ten sam pomysł. I pełny pociąg opuszczał stację, a inwestorzy zostawali na peronach. A to, że jechał do El Dorado, to już drugorzędna sprawa.
Złoto przestało odstraszać tłumem
Teraz jednak zarzut ten mocno słabnie. Z czerwcowego badania Global Fund Manager Survey Bank of America wynika, że instytucjonalni zarządzający patrzą na złoto łaskawszym okiem niż kilka miesięcy temu. Postrzeganie kruszcu jako przewartościowanego spadło do najniższego poziomu od lutego 2024 roku. To ważne, bo jeszcze na początku roku odczyt był rekordowo wysoki. Około 45% ankietowanych menedżerów uważało wtedy złoto za zbyt drogie.
W czerwcowej ankiecie BofA udział wzięło 198 zarządzających, którzy kontrolują łącznie około 540 miliardów dolarów aktywów. Nie jest to więc głos przypadkowych inwestorów z grupy na Facebooku, tylko nastroje ludzi, którzy realnie przesuwają duże pieniądze.
Fundusze nagle na nowo zakochały się w złocie. Bardziej interesujące jest to, że słabnie jeden z głównych argumentów przeciwko niemu. Skoro coraz mniej zarządzających widzi w kruszcu przegrzany i zatłoczony zakład, psychologiczna bariera przed powrotem do złota robi się niższa.
To może mieć znaczenie szczególnie w obecnym otoczeniu. Aż 58% badanych wskazało stagflację jako dominujący scenariusz gospodarczy na najbliższe 12 miesięcy. A stagflacja, czyli połączenie słabego wzrostu i uporczywej inflacji, jest środowiskiem, w którym inwestorzy naturalnie szukają aktywów odpornych na erozję pieniądza.
Bitcoin? Nie, dziękuję
Ciekawe jest też to, czego w tej ankiecie nie widać. W omawianym materiale nie pojawia się Bitcoin ani inne aktywa cyfrowe. W poprzednich latach złoto i BTC często wrzucano do jednej narracji jako alternatywne zabezpieczenia przed polityką banków centralnych i utratą wartości pieniądza.
Tym razem tradycyjni zarządzający najwyraźniej znów rozmawiają przede wszystkim o złocie. To nie znaczy, że Bitcoin wypada z gry. Pokazuje raczej, że w świecie wielkich instytucji, gdy na stole leży scenariusz stagflacji, złoto nadal ma status odruchowego zabezpieczenia.
Dla inwestorów wniosek jest prosty. Kruszec nie musi już walczyć tylko z zarzutem, że „wszyscy już go kupili”. Jeśli strach przed stagflacją będzie rósł, złoto może znów stać się jednym z głównych beneficjentów defensywnego myślenia funduszy.