Mafijny boss zginął w eksplozji retwittowanej przez Trumpa. Blokował wydobycie złota

Coraz więcej wskazuje, że głośne amerykańskie uderzenie bombowe na szefa wenezuelskiego kartelu, do którego doszło w sobotę – a którego efekty zachwalał osobiście Donald Trump – miało na celu trochę więcej niż tylko to, co oficjalnie deklarowano. Miało nie chodzić o (a w każdym razie, nie tylko o) przemyt narkotyków i ludzi, zorganizowaną przestępczość uliczną korzystanie z pracy przymusowej. Faktycznym celem uderzenia miały być bowiem (także) kopalnie złota. O co faktycznie chodzi?

Jak wspomniano, kilka dni temu rozeszły się informacje – to może mało powiedziane, że się rozeszły, bardziej zostały roztrąbione – o śmierci niejakiego Héctora Rusthenforda Guerrero Floresa. Rzeczony, występujący także pod pseudonimem „Niño Guerrero”, był liderem gangu Tren de Aragua. Grupa ta, wywodząca się z gangu więziennego, urosła do roli międzynarodowego kartelu przestępczego, zaś przez Waszyngton jest oficjalnie zaliczana do grona organizacji terrorystycznych. Właśnie dlatego zresztą do jej zwalczania angażowane są środki o charakterze militarnym – jak i było w tym przypadku.

43-letni „Niño Guerrero” zginął w ataku powietrznym, przeprowadzonym przez jednostki powietrzne podległe amerykańskiemu SOUTHCOM (tj. dowództwu południowemu, w obszarze kompetencji którego znajdują się m.in. operacje militarne w Ameryce Łacińskiej). Nagraniem przedstawiającym eksplozję obiektu, w którym przebywał, zlokalizowanego w trudno dostępnej części Wenezueli, pochwalił się Donald Trump, określając je z emfazą jako „szybki i śmiercionośny atak kinetyczny”. Być może ważniejsze od tego, co wyjawił amerykański prezydent, było to, co dodał od siebie sekretarz wojny Pete Hegseth.

Konflikt niedawnych „przyjaciół”…

Nie sprecyzował on dokładnie, jakiego środka bojowego ani sposobu jego przenoszenia użyto, choć samo nagranie sugeruje, że wykonano je z drona. Dodał natomiast, że operacja likwidacji lidera Tren de Aragua nastąpiła we współpracy z wenezuelskim rządem, armią i siłami bezpieczeństwa. To być może oczywistość w przypadku normalnych operacji przeciwko zorganizowanej przestępczości – Wenezuela nie jest jednak normalnym przypadkiem. Dość bowiem powiedzieć, że jeszcze pół roku wcześniej wenezuelskie władze i formacje zbrojne ściśle i harmonijnie współpracowały z kartelami, w tym i Tren de Aragua.

Tren de Aragua wyrosło wokół więzienia Tocoron w stanie Aragua, by następnie przekształcić się w strukturę operującą na terenie kilkunastu państw Ameryki Łacińskiej i Północnej. Grupa rozwijała charakterystyczny system oznaczeń – członkowie nosili tatuaże przedstawiające karabiny na ramionach lub udach. Organizacja zbudowała imperium przestępcze na eksploatacji imigrantów, wymuszeniach, kontroli szlaków przemytniczych oraz infiltracji legalnych sektorów gospodarki. Grupa przez lata współpracowała z reżimem Nicolasa Maduro – aż do obalenia tego ostatniego przez siły USA.

…o kopalnie złota

Teraz doszło do całkowitego odwrócenia przymierzy – i pod rządami Delcy Rodriguez wenezuelskie władze zaczęły współdziałać z Amerykanami w wcale z dawnym sprzymierzeńcem. To o tyle istotne, że wenezuelska armia właśnie prowadzi równoległą, zmasowaną operację militarną w stanie Bolívar. Jej celem jest odzyskanie kontroli nad kopalniami złota w tym zasobnym w bogactwa naturalne regionie. Kopalnie te obecnie znajdują się bowiem pod kontrolą nielegalnych górników, lokalnych grup zbrojnych i gangów – na czele z, jakżeby inaczej, Tren de Aragua.

Narodowe Boliwariańskie Siły Zbrojne (FANB) zbombardowały i ostrzelały stanowiska wydobywcze w regionie Las Claritas oraz w rejonie Kilometro 88, zmuszając setki nielegalnych górników do ucieczki. Wiele wskazuje na to, że to one zwróciły się do USA o pomoc – same nie dysponują one bowiem zdolnością przeprowadzania precyzyjnych uderzeń z powietrza (a zwłaszcza naprowadzania takich uderzeń). W ten sposób, jak wynikałoby z logicznej konkluzji, USA właśnie włączyły się do wewnątrzwenezuelskiej walki o zasoby – choć naturalnie z myślą o własnych wydobywcach.

Rząd w Caracas od pewnego czasu zabiega o powrót zagranicznych inwestorów do sektora wydobywczego. Znowelizowano prawo górnicze, zaś władze wykonały szereg gestów pod adresem firm wydobywczych, m.in. oferując gwarancje prawne oraz możliwość rozstrzygania ewentualnych sporów wyłącznie przed międzynarodowymi organami arbitrażowymi, z wyłączeniem powszechnie uważanego za dyspozycyjne wobec władz sądownictwa wenezuelskiego. Głównym celem tych starań jest naturalnie sektor wydobycia ropy i gazu – ostatnio jednak ekipa Rodriguez zwróciła uwagę także na złoża złota.

Najwyraźniej Biały Dom również zwrócił na nie uwagę.