Jak wynika z informacji przesączających się przez jedną z najsilniej strzeżonych granic na świecie, Korea Północna masowo „mobilizuje” tamtejszych mieszkańców. Nie jest to mobilizacja na wojnę, ludzie są po prostu przymusowo zapędzani do pracy przy zbiorach ryżu – przypomina to w istocie gigantyczną pańszczyznę na skalę całego kraju, realizowanej w warunkach zbliżonych do łagierniczych. Niektórzy Koreańczycy z północy nakaz komunistycznego reżimu jednak ignorują. I co tym bardziej warte uwagi, uchodzi im to. Zarówno powodem tego unikania, jak i środkiem, który na to pozwala, jest złoto
W powiecie Unsan w prowincji Północny Pyŏngan, gdzie od dziesięcioleci wydobywa się wysokiej jakości złoto, lokalne domy przestają pełnić funkcję wyłącznie mieszkalną. Dzieje się tak, ponieważ lokalna ludność powszechnie przekształca je w ledwie skrywane, prowizoryczne zakłady górnicze. Kruszy w nich i płucze skały zawierające żyły kruszcu – pozyskiwane poprzez pokątne zakupy z oficjalnych kopalni, podbieranie z niepilnowanych wysypisk przy tych kopalniach czy poprzez przetrząsanie lokalnych strumieni.
Zarazem, mieszkańcy Unsan czynią to wszystko, nie tylko angażując się tym samym w prywatną, kapitalistyczną (!) działalność gospodarczą – ale też bezpośrednio ignorując płynące ze stolicy rozkazy (rzecz niemal niesamowita jak na rzeczywistość, w której pogrążona jest Korea Północna). Komunistyczny reżim nakazał bowiem masową „mobilizację” ludności, w tym także tej pozarolniczej, do powszechnej, bezpłatnej harówki w półniewolniczych warunkach przy zbiorach na polach ryżowych. Jak to w ogóle możliwe? Otóż bardzo prosto i prozaicznie.
Odpowiedzialni za zapędzanie ludności do pracy urzędnicy oraz wysyłani na kontrole inspektorzy zdają się bowiem z zapałem ćwiczyć sztukę selektywnej ślepoty. Biorąc pod uwagę relacje dotyczące życia gospodarczego i społecznego w Korei Północnej – według których korupcja jest tam zjawiskiem tak masowym i wszechobecnym, że zaskakiwała nawet mieszkańców ChRL – nietrudno domyślić się, o co chodzi. Miejscowe struktury reżimu oraz organy represji wydają się żyć w bynajmniej-nie-bezinteresownej symbiozie z górnikami.
Prywatna inicjatywa na wagę złota
Jeszcze niedawno jedynie pojedyncze gospodarstwa trudniły się tą działalnością w ukryciu. Obecnie liczba domów, w których nie tylko prowadzone są operacje górnicze, ale które stać też na zatrudnianie dodatkowych pracowników, systematycznie rośnie. Wydobycie to ma charakter może nie przemysłowy, ale już jak najbardziej manufakturowy. Praca dzielona jest na etapy – kruszenie rudy, jej płukanie oraz separację żył, z których pozyskiwane jest złoto. Wszystko to, niczym w historycznych kopalniach kruszcu, wykonywane ręcznie.
Oprócz trudnienia się klasycznym górnictwem żyłowym, tamtejsi mieszkańcy pławią także złoto w korytach rzecznych, wypłukując cząstki kruszcu z osadów strumieniowych. Kopalnie państwowe są źródłem, z którego rudy wyciekają – dosłownie i w przenośni – do rąk prywatnych, i w oparciu o które miejscowa nieformalna gospodarka górnicza zorganizowała się na tyle skutecznie, że przestała przypominać chaotyczne poszukiwania, a zaczęła przypominać regularną produkcję. Nastąpiło to zresztą w bardzo krótkim czasie.
Mechanizacja i wykorzystanie maszyn oczywiście skokowo podniosłoby wydajność, ale po pierwsze, mieszkańcy KRLD nie mają szans na ich zdobycie (nawet nielegalne wynajęcie z państwowej kopalni mogłoby być problematyczne – zniknięcie tak wielkiego sprzętu musiałoby budzić pytania…), a po drugie, nawet gdyby jakimś cudem uzyskali do nich dostęp, to Korea Północna nie zapewnia swym mieszkańcom dostaw prądu, które byłyby choć w przybliżeniu wystarczająco wydajne i stabilne, by zasilić urządzenia przemysłowe.
Wydobywcy są zatem zmuszeni wykorzystywać kilofy, łopaty i ręczne młynki. Proces ekstrakcji wymaga fizycznego rozbijania skał na drobne fragmenty, co przy masowym charakterze operacji oznacza znaczące zapotrzebowanie na siłę roboczą. Jednak skala zysków, które w północnokoreańskich realiach przynosi pokątnie sprzedawane na czarnym rynku złoto, pozwala na zatrudnianie niebywałych jak na ten kraj ilości pracowników – poszczególne domostwa mają ich zatrudniać wręcz dziesiątki, i nie jedynie okazyjnie, a na stałe.
Jak Korea Północna zarabia pieniądze
Powiat Unsan od dawna uchodzi za jeden z najbardziej rozpoznawalnych obszarów, gdzie Korea Północna eksploatuje zasoby złota. Czyni to jednak w sposób komunistyczny – ociężale, nieefektywnie i w zbiurokratyzowany sposób. Urobek kruszcu mimo to nie jest tam jednak mały. Kontrolę nad siecią dużych i małych kopalni oraz stanowisk zbierania złota aluwialnego sprawują tu instytucje wojskowe podlegające 7. i 8. Biuru Generalnemu Koreańskiej Armii Ludowej – organom odpowiedzialnym wyłącznie za pozyskiwanie zagranicznych dewiz na rzecz reżimu.
Pod koniec maja w Unsan mieli pojawić się inspektorzy z prowincjonalnego komitetu zarządzania rolnictwem. Choć stwierdzili (nie było to zresztą specjalnie trudne do zauważenia), że większość mieszkańców całkowicie olała przymusową pracę na polach ryżu, nadal płukając złoto w swych domach, to – kolejna niesamowita rzecz – nie nastąpiły żadne represje, aresztowania, ani nawet groźby, zaś inspekcja zniknęła bez dalszych konsekwencji.
Cała ta działalność niemal na pewno może mieć miejsce, pomimo swojego oczywiście nielegalnego charakteru, dzięki wspomnianej, niewyobrażalnie rozpowszechnionej korupcji, która przeniknęła każdy poziom administracji. Przemycane złoto stanowi zarazem jedno z podstawowych źródeł waluty obcej dla reżimu, a jego wydobycie splata się z interesami wielu potężnych instytucji państwowych, co czyni egzekwowanie komunistycznego prawa politycznie niewygodnym.
Lokalni urzędnicy, doskonale zdający sobie sprawę z tego, że prywatne operacje funkcjonują bez żadnych oficjalnych zezwoleń i mogłyby zostać zamknięte w każdej chwili, wolą jednak taktownie milczeć – albo z powodu własnych udziałów w zyskach, albo świadomości, że zamknięcie tych operacji pozbawiłoby region jednego z nielicznych niezawodnych źródeł gotówki. Albo też – najgorsza możliwa dla nich opcja – zakłócenia dopływu tejże gotówki wierchuszce północnokoreańskiej armii, bezpieki lub partii komunistycznej.